DJIA zakończy 2006 r. około 16-proc. stopą zwrotu, S&P500 zwyżką o 13 proc., a Nasdaq Composite
o 9 proc. Taki wynik na pewno nie jest zaskoczeniem dla wszystkich wielbicieli niekonwencjonalnych metod prognozowania zachowania rynku. Na dobry 2006 rok na Wall Street zapowiadało się bowiem już w styczniu, który to miesiąc S&P 500 zakończył wzrostem o 2,5 proc. W myśl znanego powiedzenia, mówiącego, że jaki styczeń, taki cały rok, wskazywało to na wzrosty w kończącym się roku.
Wspomniane powiedzenie znajduje potwierdzenie w statystyce. W przypadku S&P 500 na przestrzeni ostatnich 75 lat zależność ta wystąpiła w 74 proc. przypadków. Ostatnie spektakularne wpadki miały miejsce w 2001 r. i 2003 r. Przed pięcioma laty indeks szerokiego rynku zyskał w styczniu prawie 3,5 proc., by ostatecznie zakończyć rok 13-proc. stratą. W 2003 r. było to odpowiednio
-2,9 proc. i +26 proc.
Powyższe twierdzenie o styczniu ograniczane jest również do pierwszych piźciu dni stycznia. Jeden z analityków z Lehman Brothers