Popyt przede wszystkim na akcje banków pozwolił na bardzo dobre rozpoczęcie 2007 r. na warszawskiej giełdzie. Dobre nastroje panowały także na innych rynkach w Europie. Taki przebieg zdarzeń nie mógł być zaskoczeniem jeśli wziąć pod uwagę ubiegłoroczną koniunkturę. Zgodnie z główną zasadą inwestowania - trend jest twoim przyjacielem - naturalne jest, że po kolejnym bardzo dobrym roku więcej było chętnych do kupowania akcji niż ich sprzedaży. Z drugiej strony, brak sesji za oceanem skłaniał do przypuszczeń, że na Starym Kontynencie nie będzie się wiele dziać podczas pierwszych notowań 2007 r. Jednocześnie spore zmiany na pierwszej sesji giełdowej 2007 r. skłaniają do zastanowienia, czy mają one większe znaczenie. Obroty na naszym
parkiecie wciąż pozostawiały wiele do życzenia. Popyt skupił się głównie na kilku największych firmach, a spore grono spółek pozostawało w cieniu. WIG20 zyskał 1,9 proc., ale MIDWIG jednie 0,2 proc. Dysproporcja jest bardzo wyraźna i wskazuje na podtrzymanie tendencji z drugiej połowy grudnia. Mniej więcej wtedy zaznaczyła się przewaga blue chips nad mniejszymi firmami. Kiepską passę kontynuuje KGHM, idący w dół wraz z ceną miedzi. Sytuacja na rynku tego metalu potwierdza istotne znaczenie sygnału sprzedaży, jakim był spadek poniżej bariery 6,5 tys. USD za tonę. Pierwszy raz od około czterech lat notowania znalazły się poniżej
12-miesięcznej średniej kroczącej. Taki obrót spraw wskazuje na utrwalenie niekorzystnego trendu cen miedzi. Taka sytuacja powoduje, że inwestorzy na naszej giełdzie mają coraz większe kłopoty ze znalezieniem atrakcyjnych celów inwestycyjnych. Nie mogą nimi być małe i średnie spółki, których wyceny są mocno wygórowane, nie mogą firmy surowcowe. Wobec tego pieniądze skupiają się na bankach. Nawet jeśli dynamika zysków osłabnie to będzie można liczyć na sowite dywidendy. Taka perspektywa osładza mało atrakcyjne wyceny. Wobec tego siłę banków można trochę przewrotnie traktować jako oznakę słabości reszty rynku. Skłania to jednocześnie do zastanowienia, jak bardzo wyceny naszych banków mogą oderwać się od poziomów notowanych w tym sektorze na innych giełdach.