Piątek przyniósł zatrzymanie spadkowej serii na rynku miedzi. Jednak w skali tygodnia metal stracił ponad 9 proc. - najwięcej od pięciu miesięcy. Na giełdzie metali w Londynie (LME) płacono w piątek po 5730 USD za tonę miedzi z dostawą za trzy miesiące, o 15 USD więcej niż w czwartek. Tydzień wcześniej cena sięgała 6330 USD. Odpływ pieniędzy z rynku miedzi trwa od początku grudnia, tyle że ostatnio przybrał objawy paniki. Zapewne większość inwestorów przystąpiła do wyprzedaży w obawie o dalsze spadki. Trudno się bowiem doszukać głównego powodu wychodzenia z rynku, poza obawą, że spowolnienie w amerykańskiej gospodarce, szczególnie w sektorze budowlanym, który zużywa najwięcej miedzi, wywoła spadek popytu na ten metal. Analitycy jednak już od dłuższego czasu powtarzają, że w tym roku na światowym rynku może wystąpić nadpodaż czerwonego metalu, przewyższająca popyt o kilkaset tysięcy ton. Znajdują poparcie dla tej tezy w danych publikowanych przez LME, dotyczących stanu monitorowanych przez giełdę rezerw miedzi. W ciągu tego tygodnia wzrosły one o 12 tys. ton, osiągając poziom 194,8 tys. ton, czyli najwyższy od marca 2004 r. Dzięki większej produkcji miedzi na świecie zapasy wzrosły w ciągu roku ponaddwukrotnie. Do zastopowania spadków na rynku miedzi mogły przyczynić się w piątek dane z USA o sytuacji na rynku pracy. Jako że w grudniu powstało tam aż 167 tys. nowych etatów, czyli znacznie więcej od szacunków analityków, inwestorzy mogli to odczytać jako przejaw poprawy sytuacji gospodarczej - co może przełożyć się na ponowny wzrost popytu na surowce.