Reklama

Wadliwy projekt ustawy o OC

Od kwietnia tego roku kierowcy dołożą się do leczenia ofiar wypadków drogowych. Wejście w życie zaakceptowanego przez rząd projektu ustawy o dofinansowaniu NFZ, zdaniem ubezpieczycieli, spowoduje, że klienci za podwyżki będą winić towarzystwa

Publikacja: 08.01.2007 09:21

Od drugiego kwartału 2007 r. ubezpieczyciele będą zobowiązani do odprowadzania odpisu na rzecz Narodowego Funduszu Zdrowia. Ma on wynosić 12 proc. od całości przypisu, zebranego z OC komunikacyjnego.

Odkąd tylko pojawił się pomysł, by z pieniędzy ubezpieczycieli finansowano leczenie ofiar wypadków, z Ministerstwem Zdrowia zaczęła współpracować Polska Izba Ubezpieczeń. Konsultacje z autorami projektu wielkich sukcesów nie przyniosły. Udało się obniżyć odpis do NFZ z 20 do 12 proc. Ale póki ustawy nie podpisze prezydent, izba wciąż będzie reprezentować ubezpieczycieli. - Tak jest zawsze w przypadku nowych przepisów - mówi Andrzej Maciążek, dyrektor Biura Zarządu PIU. Ponieważ za prace przy OC odpowiedzialna jest izba, sami ubezpieczyciele rzadko otwarcie wypowiadają się na temat projektu ustawy. Nieoficjalnie jednak przyznają, że nowe prawo ma wiele wad.

Nie wiadomo kto i za co płaci

Oczywiste, że do leczenia ofiar wypadków najbardziej dołożą się ci, którzy płacą najwyższe składki. Po pierwsze więc mieszkańcy dużych miast. Tam, gdzie aut najwięcej, tam najłatwiej o wypadek. Po drugie, grupy zawodowe, które samochodu używają jako narzędzia pracy, a więc np. taksówkarze. No i po trzecie, szkoły nauki jazdy. Samochody z literą L na dachu to dla towarzystw podwyższone ryzyko.

Mogłoby się wydawać, że wszystko załatwione jest uczciwie - masz najwięcej wypadków, a więc w najwyższym stopniu dokładasz się do leczenia ofiar. Tyle że autorzy ustawy nie zwrócili uwagi na jedną rzecz. Mieszkańcy dużych miast, taksówkarze, i "elki" powodują częste szkody, ale nie ludziom, tylko... na mieniu. Chodzi o wszelkiego rodzaju stłuczki czy szkody parkingowe. Ranni czy zabici zdarzają się względnie rzadko. A więc do leczenia ofiar wypadków dokładają się ci, którzy za ofiary w ludziach nie odpowiadają.

Reklama
Reklama

Ubezpieczyciele nie będą potrafili oszacować, komu w związku z nowymi przepisami podnieść składki. Będą płacić pieniądze do NFZ z góry, a nie refundować koszty wypadków. W związku z tym nikt nie udostępni im danych, jakiego rodzaju polisy powodują największe koszty leczenia ofiar. Nie będzie więc tak, że ci, którzy wyrządzają dużo szkód osobowych, będą mieli bardziej podwyższone składki. Dostanie się wszystkim po równo, a więc w efekcie ci, którzy powodują szkody osobowe, zapłacą za mało, a ci, którzy majątkowe, zapłacą za dużo.

12 proc. nie oznacza 12 zł

"Parkiet" pisał już pod koniec zeszłego roku, dlaczego podwyżki OC muszą być większe niż 12 proc. odpisu dla NFZ. Przypomnijmy: Ustawa zakłada, że odpis pobierany będzie od całości składki. Tymczasem ubezpieczyciele nie zarabiają na 100 proc. przypisu. Część oddają na Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny, część na Polskie Biuro Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. Dokładają się też do budowy systemu Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców. Po drugie, jeśli NFZ ma zabierać 12 proc., towarzystwa, aby na tym nie stracić, muszą podnieść składkę o ok. 13,6 proc. Wynika to z prostego obliczenia. Towarzystwo ma np. 100 zł przypisu. Jeśli podniesie ceny o 12 proc., będzie miało 112 zł. I od tej sumy musi odprowadzić odpis dla NFZ. Zostanie mu więc 98,56 zł. Dopiero po podniesieniu cen o 13,6 proc. i odliczeniu odpisu, ubezpieczycielowi zostanie do dyspozycji tyle samo, czyli 100 zł.

Zapytani przez "Parkiet" przedstawiciele Warty stwierdzili, że według wstępnych symulacji ustawa może spowodować 15-16-proc. podwyżkę cen. Warta zaznacza, że są to wstępne szacunki. Dokładnych obliczeń będzie można dokonać dopiero, gdy ustawa nabierze ostatecznego kształtu. Jest jeszcze jedna rzecz, o której do tej pory się nie mówiło. Chodzi o sprzedaż samochodu w trakcie trwania umowy ubezpieczenia.

Nie sprzedawaj samochodu!

Załóżmy, że w styczniu kupiliśmy samochód. Ubezpieczenie OC wykupiliśmy np. w PZU i zapłaciliśmy 1000 zł rocznej składki. W czerwcu, czyli po połowie czasu trwania umowy, chcemy sprzedać samochód. Nabywca ma dwa wyjścia. Albo ciągnąć umowę z PZU, albo ją przerwać i wykupić OC gdzie indziej.

Reklama
Reklama

Załóżmy, że wybiera drugie rozwiązanie. Wtedy PZU musi wypłacić sprzedającemu samochód połowę niewykorzystanej składki. Jeśli od stycznia do czerwca jeździł bez żadnej szkody, należy mu się 500 zł (to uproszczenie, bo kwotę trzeba pomniejszyć o koszty manipulacyjne towarzystwa). Tymczasem ubezpieczyciel nie ma już tych pieniędzy, bo zapłacił wymagany odpis do NFZ. A przyjęta przez rząd ustawa nie przewiduje, przynajmniej na razie, żadnych zwrotów z NFZ dla towarzystw ubezpieczeniowych - I ja mam powiedzieć klientowi, że nie mogę mu oddać połowy składki, bo zapłaciłem pieniądze do funduszu zdrowia? A co to obchodzi mojego klienta? - mówi przedstawiciel branży ubezpieczeniowej. Towarzystwa, kalkulując podwyżki, muszą brać to pod uwagę. Mamy więc trzeci powód, dla którego mogą wzrosnąć składki OC.

Więcej pieniędzy za to samo

Jeśli dziś staniemy się ofiarą wypadku samochodowego, powinno się dla nas bez problemu znaleźć miejsce w szpitalu. Z naszych podatków odprowadzana jest składka do NFZ. Rodzi się więc pytanie, czy w związku z dodatkowymi pieniędzmi z OC nie powinny być zmniejszone składki, jakie każdy z nas płaci NFZ. Co więcej, w większości wypadków drogowych poszkodowanym jest również sprawca. NFZ nie będzie rozróżniał, czy leczony z pieniędzy ubezpieczycieli jest poszkodowanym, sprawcą czy jednym i drugim. Czyli oprócz tego, że kierowcy sfinansują leczenie ofiar wypadków, dołożą się także do leczenia sprawców.

Gdy tylko pojawił się projekt ustawy o OC, w branży zaczęto mówić, że PZU nie podwyższy cen. Jest, według niektórych przedstawicieli branży, jedynym towarzystwem w Polsce, które na to stać. A ponieważ ma ponad połowę rynku OC w Polsce, niepodnoszenie cen byłoby bardzo groźne dla innych towarzystw.

Kołdra i tak jest za krótka

Okazuje się jednak, że to nie takie łatwe. - Ludzie, którym się wydaje, że towarzystwo ubezpieczeniowe nie może zbankrutować, są w błędzie - mówi przedstawiciel branży ubezpieczeniowej. Rynek OC to najbardziej konkurencyjna część ubezpieczeń w Polsce. Stawki od kilku lat są na takim poziomie, że towarzystwa nie mają żadnych nadwyżek pieniędzy. - Nie można myśleć w ten sposób: Nie podniesiemy składek przez rok i pokryjemy je nadwyżkami z lat ubiegłych. Nie można, bo takich nadwyżek po prostu nie ma - mówi rozmówca "Parkietu".

Reklama
Reklama

Po drugie, jeśli ponieśliśmy szkodę, nie musimy jej zgłaszać dziś. Możemy to zrobić równie dobrze za trzy lata. Tak więc składki, które dziś wpływają do towarzystw, obsługują nie tylko szkody bieżące, ale również te, które już wystąpiły, ale klienci ich nie zgłosili. Niepodniesienie składek odbije na kondycji towarzystw jeśli nie dziś, to za 2-3 lata.

Towarzystwa nie boją się

kosztów

Rozmówcy "Parkietu" przyznają, że "podatek Religi" wcale nie uderza w towarzystwa. - Poniesiemy tylko koszt transferu kapitału do NFZ. Podwyżki odczuje klient - mówi rozmówca "Parkietu". - Resort zdrowia mógł dofinansować NFZ inaczej, np. wprowadzając podatek od posiadanego pojazdu. Tyle że wtedy sytuacja byłaby jasna i kierowcy mieliby pretensje do ministerstwa. Teraz natomiast będą je mieli nie do tych, którzy wprowadzili zmiany, a do ubezpieczycieli - twierdzi nasz rozmówca.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama