Sytuacja tych walorów jest bardzo ciekawa. Akcjonariusze firmy muszą być bardzo rozczarowani przebiegiem notowań w minionym roku. Nie dosyć, że cena akcji nie poszła w górę wraz z rosnącym rynkiem, to jeszcze zanotowała przeszło 130-proc. zniżkę. Papiery Polcoloritu nie wywołały nawet większego zainteresowania, gdy wyceny wielu innych spółek zaczynały szybować w chmurach. Nie stały się również obiektem zainteresowania w końcowej fazie wzrostu w segmencie małych spółek, kiedy zazwyczaj inwestorzy zaczynają zwracać uwagę na papiery, które w trakcie fali zwyżkowej niewiele zyskały. Bez echa przeszło też pojawienie się wśród znaczących akcjonariuszy inwestora finansowego (Millennium TFI). To wszystko sugeruje, że nastawienie rynku do tych papierów jest złe. Czy pojawiły się czynniki, które mogłyby to zmienić?
Czy mniejsze spółki
wychodzą z mody?
Jedno z podstawowych pytań: czy rzeczywiście w segmencie małych spółek doszło do zakończenia tendencji zwyżkowej, zapoczątkowanej w połowie czerwca 2006 roku? Kapitalizacja Polcoloritu wynosi około 170 mln zł, więc trzeba go zaliczać do grona najmniejszych spółek na warszawskim parkiecie. Z tego powodu na postrzeganie jego akcji ma wpływ to, co dzieje się w tym segmencie rynku.
WIRR, indeks obrazujący notowania firm o najmniejszej kapitalizacji, znajduje się 8,4 proc. poniżej rekordowego poziomu. To największy spadek w trakcie ruchu trwającego od blisko siedmiu miesięcy. Bez wątpienia jest to mocne ostrzeżenie przed możliwą zmianą trendu. Ostatecznego potwierdzenia wciąż jednak jeszcze brakuje. Można byłoby za takie uznać przecięcie prostej, biegnącej po dołkach z czerwca i sierpnia 2006 r. Mniej więcej na jej wysokości wypadł dołek w drugiej połowie grudnia minionego roku. Zgodnie z oczekiwaniami, nastąpiło odbicie. Jednak ostatnie dni przyniosły powrót w pobliże kluczowego wsparcia. W związku z tym sytuacja ma szanse dość szybko się rozstrzygnąć. Zamknięcie poniżej grudniowego minimum (12,2 tys. pkt) da sygnał do kontynuacji wyprzedaży papierów najmniejszych spółek.