Reklama

Jak zarabiać na kontraktach?

Nie potrzeba doskonałych umiejętności prognozowania koniunktury giełdowej, by odnieść sukces na rynku futures. Kluczem są systemy inwestycyjne, które umożliwiają stopniowe akumulowanie zysków

Publikacja: 11.01.2007 08:04

W poprzednim odcinku omówiliśmy ogólnie strategię inwestowania zgodnie z trendem. Tym razem podamy przykład systemu opartego na tej właśnie filozofii inwestowania. Ogólnie rzecz biorąc, system inwestycyjny (czy też transakcyjny - od ang. trading system) to zestaw reguł, które określają, kiedy otworzyć pozycję, kiedy ją zamknąć i jaka powinna być wielkość tej pozycji (liczba kontraktów). Największa zaleta systemów inwestycyjnych polega na tym, że podejmowanie decyzji na ich podstawie pozwala uniknąć zgubnego wpływu emocji. Częstym błędem początkujących inwestorów jest traktowanie kontraktów terminowych jako emocjonującej gry. Tymczasem emocje to najgorszy doradca na giełdzie. Doświadczeni traderzy zgodnie radzą, by inwestowanie traktować nie jako grę czy hazard, lecz jako chłodną kalkulację. Systemy inwestycyjne są bardzo w tym pomocne.

Sposób na regularne zyski

System, który opisujemy po-niżej, nie obiecuje szybkiego i łatwego zdobycia fortuny. Nie ma też gwarancji, że w przysz-łości jego wyniki będą takie jak dotąd. Jest to natomiast przykład potwierdzający, że przestrzeganie reguł inwestowania zgodnie z trendem pozwala osiągać regularne zyski na przestrzeni lat i jednocześnie uchronić kapitał przed dotkliwymi stratami. System ten w przeszłości pozwalał nie tylko zarabiać w czasie hossy, jaka ma miejsce w ostatnich czterech latach, ale także chronić kapitał w okresie wielkiej bessy w latach 2000-2002.

Nasz przykładowy system inwestycyjny oparty jest na jednym z najprostszych wskaźników analizy technicznej, jakim są średnie kroczące (czyli średnie arytmetyczne z założonej liczby sesji wstecz). Przebicie przez kurs kontraktów średniej kroczącej z określonej liczby sesji stanowi w naszym systemie sygnał otwarcia lub - odpowiednio - zamknięcia pozycji.

Nasz system zakłada (dla uproszczenia) otwieranie jedynie długich pozycji, czyli grę na wzrost notowań. Długą pozycję otwieramy na zamknięciu sesji, jeżeli kurs kontraktów przebił średnią z 10 sesji (tzn. w tym dniu znalazł się powyżej średniej, a dzień wcześniej znajdował się poniżej średniej z poprzednich 10 dni handlu). Długą pozycję zamykamy natomiast, gdy na zamknięciu sesji kurs kontraktów spadnie poniżej średniej z 20 sesji.

Reklama
Reklama

Stosowanie tego przykładowego systemu nie wymaga wyrafinowanego oprogramowania komputerowego - do codziennego obliczania dwóch średnich kroczących wystarczy kalkulator. Zakładamy, że sygnały sprawdzamy już po ustaleniu dziennego kursu zamknięcia (o godz. 16.20), a po pojawieniu się ewentualnego sygnału - zlecamy transakcję w dogrywce (trwa między 16.20 i 16.30).

Teraz sprawdźmy, jakie wyniki nasz system przynosiłby w przeszłości. Na potrzeby tego testu załóżmy, że inwestowaliśmy w kontrakty na indeks WIG20 od początku 2000 r. Okres siedmiu lat jest na tyle długi, że można na tej podstawie wyciągać dość miarodajne wnioski na przyszłość. Załóżmy też, że prowizja od każdej transakcji jednym kontraktem wynosiła 15 zł (jak już pisaliśmy w jednym z poprzednich odcinków, teraz prowizje są niższe i w wielu domach maklerskich nie przekraczają 10 zł). Dokładna wielkość prowizji nie ma decydującego znaczenia dla wyników naszego systemu, gdyż na jego podstawie przeprowadza się średnio zaledwie dziesięć transakcji rocznie.

Do przeprowadzenia testu systemu na danych historycznych potrzebujemy jeszcze jednej informacji - ile kontraktów powinny obejmować otwierane przez nas pozycje? Jest to informacja nie mniej ważna od samych sygnałów otwarcia i zamknięcia pozycji. Jeżeli otworzymy zbyt mało kontraktów, nasze zyski będą niezadowalające, zaś gdy otworzymy ich zbyt dużo, przejściowe straty mogą okazać się bardzo dotkliwe. Zasadami zarządzania pozycji zajmiemy się bliżej w kolejnym odcinku. Na razie załóżmy, że każdorazowo otwieramy tylko jeden kontrakt - niezależnie od tego, ile mamy pieniędzy.Bessa niestraszna

Takie założenie sprawia, że każdorazowo musimy zainwestować kwotę równą wstępnemu depozytowi zabezpieczającemu. Jego wielkość jest zmienna i uzależniona od bieżącej wartości kontraktu. W końcu 2006 r. depozyt w (przypadku kontraktów na WIG20) nie przekraczał 2700 zł. Na początku 2000 r. był nawet mniejszy niż 2000 zł.

Przy takim założeniu, przez ostatnie siedem lat nasz system przyniósłby prawie 23 400 zł zysku. Rocznie daje to średnio 3340 zł. Ponieważ gra jednym kontraktem oznacza, że nie reinwestujemy zysków, to kwotę tę można traktować jako dodatkowy dochód (trzeba jeszcze pamiętać o 19-proc. podatku dochodowym). Rocznie zarabialibyśmy średnio znacznie więcej niż wynosił depozyt zabezpieczający. Oczywiście, im więcej kontraktów byśmy otwierali, tym proporcjonalnie większy byłby zysk.

Zauważmy, jak łatwo nasz system poradził sobie z wielką bessą na rynku akcji, jaka trwała do połowy 2002 r. Mimo że notowania kontraktów odrobiły straty z czasów bessy dopiero jesienią 2005 r., to nasz łączny zysk wzrósł do rekordowego poziomu już na początku 2002 r. Cechą charakterystyczną większości systemów podążających za trendem jest to, że dobrze znoszą okresy załamań koniunktury giełdowej, natomiast najsłabiej radzą sobie, gdy notowania znajdują się w stagnacji, co oznacza sporo błędnych sygnałów (tak było m.in. w drugiej połowie ubiegłego roku i tuż przed rozpoczęciem hossy w 2003 r.).

Reklama
Reklama

Bliższa analiza wyników naszego systemu inwestycyjnego może prowadzić do zaskakujących (na pierwszy rzut oka) wniosków. Spośród 71 transakcji, które przeprowadzilibyśmy w ciągu siedmiu lat, niespełna połowa (34) przyniosłaby zyski. Nieco ponad połowa transakcji byłaby stratna. A mimo to regularnie nasz kapitał przyrastał. W praktyce zdecydowana większość strategii podążających za trendem cechuje się niską trafnością. Fakt ten przeczy jednemu z największych mitów giełdowych, który mówi o tym, że do skutecznego inwestowania potrzebne jest trafne przewidywanie przyszłości. Prognozowanie to nie to samo, co zarabianie pieniędzy. Gdyby systemy inwestycyjne miały służyć do trafnego prognozowania koniunktury giełdowej, to byłyby całkowicie bezużyteczne.

Trendy od dawna

dają zarabiać

Strategia podążania za trendem i mechaniczne systemy inwestycyjne mają na światowych rynkach kontraktów terminowych bogatą historię, która sięga lat 70. XX wieku. Ze strategiami tymi związany jest słynny eksperyment,

jaki przeprowadził w 1984 r. znany trader Richard

Dennis, który wcześniej

Reklama
Reklama

w ciągu 18 lat obrócił kwotę kilkuset dolarów w 200 mln USD. Dennis nauczył wybranych 14 ochotników opracowanych przez siebie reguł inwestowania i powierzył

im własne pieniądze

do zarządzania. Dzięki

mechanicznym regułom

Dennisa, osoby niedoświadczone w handlu kontraktami osiągnęły w półtora roku średnią roczną stopę zwrotu na poziomie 80 proc.

Reklama
Reklama

Część z nich stała się

później profesjonalnymi zarządzającymi. Strategia

Dennisa (znana jako "strategia żółwia" - turtle trading)

to typowy mechaniczny

system inwestycyjny, oparty na niezwykle prostej

Reklama
Reklama

metodzie (sygnały otwarcia i zamknięcia pozycji pojawiają się w momencie wybicia kursu powyżej lub poniżej maksymalnej ceny z danego okresu). System ten

przynosi w teorii regularne zyski także na polskim

rynku kontraktów. Jego

wadą jest fakt, że przy

obecnej zmienności

Reklama
Reklama

notowań i wartości kontraktów na WIG20, do rozpo-

częcia handlu według

zasad tego systemu potrzeba w praktyce minimum

kilkudziesięciu tysięcy

złotych. Od czasu

strategii żółwia powstały

niezliczone inne systemy

inwestycyjne. W USA

w ofercie licencjonowanych

doradców CTA są setki

różnorodnych progra-

mów inwestycyjnych opartych na systemach transak-

cyjnych.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama