Reklama

Różowe okulary Wall Street

Indeksy giełdowe powinny rosnąć, a gospodarka USA wróci na tor umiarkowanego rozwoju - to optymistyczny scenariusz przedstawiany gremialnie przez amerykańskich ekonomistów i analityków

Publikacja: 12.01.2007 08:17

Prognozy są o tyle zaskakujące, że gospodarka USA wyraźnie zwalnia, a amerykańskie spółki spodziewają się spadku dynamiki wzrostu swoich zysków. Tymczasem wszyscy analitycy ankietowani przez "USA Today" jednogłoś-nie przewidują w przyszłym roku wzrost wskaźnika Standard & Poors 500 - średnio o 8,1 proc., choć pojedyncze głosy wahają się między 1 proc. a 15 proc. To może niewiele - historycznie S&P 500 przynosił średnio rocznie inwestorom 11,5 proc., wliczając w to dywidendy. Rynek w USA ma jednak za sobą doskonały rok, w którym indeksy bądź biły rekordy (22 razy w przypadku Dow Jonesa), bądź osiągały wieloletnie maksima. Świetne wyniki osiągały amerykańskie korporacje. Ich zyski osiągnęły najwyższy poziom w stosunku do PKB od 1947 roku. Tempo wzrostu zarobków amerykańskich spó-łek w ciągu minionych pięciu lat zwiększało się rocznie o 12 proc. Analitycy ankietowani przez "Wall Street Journal" przewidują, że w 2007 roku zarobki spółek zwiększą się zaledwie o 6 proc. Mimo widocznego spadku dynamiki, pozostaje wciąż pole do giełdowych wzrostów.

Podwyżki stóp

zmieniają niewiele, ale...

Analitycy zwracają też uwagę na optymizm rynków wynikający z rekordowej aktywności w dziedzinie fuzji i akwizycji. Mimo podwyżek stóp procentowych wciąż dostęp do pieniądza jest w USA relatywnie łatwy i nie hamuje konsumpcji, a ustabilizowanie się cen energii złagodziło napięcia inflacyjne.

Wśród niewielu pesymistów znalazł się Abhijit Chakrabortti, analityk JP Morgan Chase. "Wszyscy sądzą, że gospodarka sobie jakość poradzi. Wszyscy sądzą, że zyski spó-łek będą rosły wolniej, ale wciąż w przyzwoitym tempie. Wszyscy sądzą, że Rezerwa Federalna bądź obniży stopy, bądź utrzyma je na niezmienionym poziomie. Nikt nie spodziewa się spadku wartości dolara albo gwałtownego wzrostu cen ropy. To niebezpieczny optymizm" - przestrzega na łamach "USA Today".

Reklama
Reklama

Jego opinii nie podzielają inwestorzy. Prawie dwie trzecie ankietowanych w ramach publikowanego przez UBS i Instytut Gallupa indeksu optymizmu inwestorów (UBS/Gallup Index of Investor Optimism) uważało w grudniu, że wciąż utrzymuje się doskonała koniunktura dla inwestowania (w listopadzie - 57 proc.). Z kolei indeks VIX zwany "wskaźnikiem strachu" znajduje się w okolicach rekordowo niskich wskazań.

Ekonomiści - optymiści

Ubiegły rok mijał pod znakiem zwalniającego wzrostu PKB, zmniejszającej się dynamiki wzrostu zatrudnienia, recesji na rynku nieruchomości oraz rosnącego zadłużenia USA wobec innych krajów. Wszystkie te procesy nie skończyły się wraz z nadejściem 2007 roku. Będą więc wpływać także na rynek kapitałowy.

Zaczęło się świetnie, ale wraz z upływem kolejnych miesięcy zwalnianie gospodarki było w ubiegłym roku coraz bardziej widoczne. Po ekspresowym tempie wzrostu PKB w pierwszym kwartale (5,6 proc.) w kolejnych było już dużo słabiej - odpowiednio 2,6 oraz 2,0 proc. Po raz pierwszy od trzech lat gospodarka odnotowała dwa kwartały z rzędu ze wzrostem poniżej trzech procent. Podobnie było z poziomem wydatków konsumenckich, które po raz pierwszy od ponad trzech lat rosły dwa kwartały z rzędu w tempie poniżej 3 proc. Słabły także wskaźniki wzrostu sprzedaży detalicznej, co jest o tyle ważne, że wewnętrzny popyt generuje aż dwie trzecie produktu krajowego brutto największej gospodarki. Niepokojący był tutaj przede wszystkim wzrost zadłużenia amerykańskich gospodarstw domowych. Oznacza to, że w kolejnych miesiącach statystyczna amerykańska rodzina będzie musiała przeznaczyć większą część swojego budżetu na spłacanie długów, a mniej na konsumpcję.

Mimo tych sygnałów ostrzegawczych także ekonomiści są pełni optymizmu. Z copółrocznej ankiety przeprowadzonej na zlecenie "Wall Street Journal" wynika, że gospodarka USA po kilku miesiącach powinna powrócić na ścieżkę umiarkowanego rozwoju. Większość z nich uważa, że motorem wzrostu powinien stać się sektor usług, a sektor nieruchomości oraz produkcja przemysłowa muszą wyjść z dołka. Także Rezerwa Federalna powinna zacząć w tym roku obniżanie stóp procentowych. W przyszłym roku PKB powinno rosnąć w tempie 2,3 proc. w pierwszym półroczy i 2,8 proc. w drugim. Nie wystarczy to co prawda, aby powstrzymać wzrost bezrobocia (z 4,5 proc. w listopadzie do prognozowanych 4,9 proc.), ale biorąc pod uwagę obecną sytuację ma być to więc dobry, choć nie rewelacyjny rok dla gospodarki USA.

Koniec szaleństwa

Reklama
Reklama

na rynku nieruchomości?

Kluczem do przyszłości pozostaje rynek nieruchomości. Boom na kupowanie domów definitywnie skończył się w 2006 roku. Po raz pierwszy od wielu lat ceny nieruchomości przestały rosnąć w zawrotnym tempie, a w niektórych regionach nawet obniżyły się. Dziś na sprzedaż domu na rynku trzeba czekać aż siedem miesięcy - najdłużej od ponad 15 lat. Jednak ostatnie dane dotyczące popytu na nieruchomości w ostatnich miesiącach ubiegłego roku mogą świadczyć o powolnym stabilizowaniu się sytuacji. Jeśli Amerykanie zaczną kupować domy w 2007 roku, gospodarka może przetrwać okres gorszej koniunktury bez wpadania w recesję - zgodnie twierdzą ekonomiści. - Zapaść na rynku nieruchomości nie miała poważniejszego wpływu na sytuację przeciętnego konsumenta. Złe wiadomości z tego rynku zostały zrekompensowane przez dobre wiadomości z rynków kapitałowych, poprawę na rynku pracy oraz rosnące dochody - mówi Nariman Behravesh, główny ekonomista Global Insight.

Ian Sheperdson, główny ekonomista High Frequency Economics, jeden z największych pesymistów ankietowanych przez "Wall Street Journal" ocenia szanse na recesję na około 50 proc. Inni ekonomiści są już dużo większymi optymistami - konsensus kształtuje się w okolicach 25 proc. prawdopodobieństwa recesji.

Dolar

w trendzie spadającym

Z powodów fundamentalnych trudno natomiast liczyć na szybki wzrost wartości ostro spadającego w 2006 roku dolara. Stany Zjednoczone zaczną prawdopodobnie wkrótce obniżać stopy procentowe, podczas gdy Europa je podnosi. Poza tym USA muszą sobie poradzić z gigantycznym deficytem: handlowym, budżetowym i bieżącym. Od marca 2001 roku, a więc od początku obecnego cyklu ekonomicznego kapitał zagraniczny finansuje aż 77,9 proc. deficytu budżetowego USA. Aż 45 proc. długu publicznego Ameryki znajduje się obecnie w rękach cudzoziemców, a kolejne kraje zastanawiają się nad zamianą dolara na euro przy obsłudze międzynarodowych transakcji handlowych oraz denominacji papierów skarbowych. Taka sytuacja z pewnością nie będzie sprzyjała umacnianiu się dolara w 2007 roku.

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama