Branża turystyczna wygrywa z resortem gospodarki. Z nieoficjalnych informacji, do których udało się dotrzeć "Parkietowi", wynika, że połączenie Polskiej Organizacji Turystycznej z Polską Agencją Informacji i Inwestycji Zagranicznych jest już w zasadzie niemożliwe. Decyzja o tym zapadła na poziomie Kancelarii Premiera.
Okazuje się, że opracowana w MG koncepcja połączenia dwóch organizacji miała zbyt małe poparcie w branży turystycznej. W najwyższych kręgach Prawa i Sprawiedliwości stwierdzono, że ta fuzja miałaby zbyt duże koszty polityczne. Co więcej, coraz częściej mówi się, że odpowiedzialny za sprawy promocji Polski za granicą wiceminister gospodarki Andrzej Kaczmarek będzie musiał pożegnać się ze stanowiskiem w resorcie.
Jak zaczął się konflikt
W 2006 roku resort gospodarki ogłosił projekt ustawy powołującej do życia Polską Agencję Handlu i Inwestycji Zagranicznych. Ten nowy podmiot miałby zastąpić nieefektywną PAIiIZ. Ale kiedy ustawa o nowej agencji trafiła już do Sejmu, wiceminister Andrzej Kaczmarek wyszedł z nowym pomysłem połączenia PAIiIZ i Polskiej Organizacji Turystycznej. Kilka miesięcy później Piotr Woźniak, szef resortu gospodarki, zgłosił na stanowisko prezesa POT Mirosławę Boryczkę - byłą dyrektor generalną MG, a jednocześnie wiceszefową rady nadzorczej PAIiIZ. I wtedy zaczęły się problemy.
Kandydat na prezesa Polskiej Organizacji Turystycznej, aby objąć stanowisko, musi zostać zaopiniowany przez Radę POT. Tyle że branża turystyczna uznała M. Boryczkę za osobę, która będzie dążyła do fuzji obu instytucji, co faktycznie oznaczałoby likwidację POT. Członkowie Rady POT zaczęli bojkotować posiedzenia i ministerialna kandydatka do dzisiaj nie została zaopiniowana.