Reklama

Korekta na rynkach wschodzących

Spadki cen surowców wymusiły korektę na niemal wszystkich rynkach wschodzących. Kolejnym impulsem dla GPW będą publikacje danych makroekonomicznych

Publikacja: 15.01.2007 10:16

W ostatnim tygodniu analitycy najczęściej mówili o nowym prezesie NBP, pomimo że zmiana na tym stanowisku przestała w krótkim terminie mieć dla inwestorów jakiekolwiek znaczenie. Każde fluktuacje na rynkach finansowych media niestety trochę na siłę starały się przypisać temu wydarzeniu. Temat oczywiście nie raz jeszcze wróci i sam będę go dokładnie analizował. Ale przypisywanie giełdowych wydarzeń jedynie roszadom w NBP byłoby jednoznaczne z tym, że rynki wschodzące w równym stopniu odczuwały niepewność związaną z wyborem nowego prezesa polskiego banku centralnego. A to już raczej zbyt daleko idący wniosek.

Globalna korekta

Polska zaliczana jest do rynków wschodzących i jednym z najczęściej stosowanych benchmarków w tym przypadku jest MSCI Emerging Merkets Index. Często sugeruję jednak patrzenie na pojedyncze indeksy w poszczególnych regionach świata, co z reguły pozwala na zdecydowanie szybszą reakcję na zmieniające się nastroje. W ostatnim okresie coraz większą korelację indeksu WIG20 widać z rynkami Brazylii, Argentyny, Korei oraz Węgier, Czech i Turcji. Pierwsze trzy w połączeniu z amerykańskimi indeksami przez większość czasu notowane są poza godzinami handlu na GPW i tym samym bardzo często większe ruchy na zamknięcie sesji ustalają nastroje na następny dzień na rynkach wschodzących naszego regionu. Potwierdzenie obranego kierunku przez kolejne trzy wymienione rynki niemal zawsze wymusza analogiczną reakcję na GPW, ze szczególnym uwzględnieniem WIG20.

Potwierdzeniem tej korelacji oraz uzależniania WIG20 w większym stopniu od tych rynków niż od wydarzeń na krajowej scenie politycznej (włączając w to NBP) niech będzie choćby tylko skala ostatniej korekty oraz moment jej zakończenia. Większość z wymienionych rynków rozpoczęła korektę w drugiej połowie grudnia. Węgierski BUX oraz rynki Ameryki Południowej dopiero na przełomie roku. Ta globalna korekta na wszystkich rynkach zakończyła się zgodnie 10 stycznia, a jedynie w przypadku Brazylii i Argentyny było to dzień wcześniej. Ta zgodność oczywiście nie jest przypadkowa.

WIG20 tylko nieznacznie negatywnie odbiega od średniego spadku od szczytu do dna korekty. W cenach zamknięcia dla wspomnianych rynków spadek wyniósł średnio 6,4 proc., przy najsłabszym tureckim ISE (-8,9 proc.) oraz najmocniejszym czeskim PX (-3,7 proc.). WIG20 do ostatniej środy stracił od szczytu hossy 8,2 proc., a WIG wyraźnie mniej i bliżej średniej, bo tylko 5,9 proc. Po odreagowaniu w końcówce tygodnia do rekordowych poziomów indeksowi WIG20 brakuje 4,8 proc., a indeksowi WIG tylko 2,6 proc. przy średniej z przywoływanych zagranicznych indeksów na poziomie 3,6 proc. Jak wynika z tego porównania, skala korekty polskich indeksów oraz moment jej zakończenia były ściśle związane z wydarzeniami (m.in. spadki cen ropy i miedzi) na światowych emerging markets i zapewne wybór nawet najlepszego prezesa NBP mógłby tylko nieco złagodzić jej przebieg.

Reklama
Reklama

Waluta wskaże kierunek

Jednym z ważniejszych elementów giełdowej układanki jest wciąż także rynek walutowy. Pisałem o tym szerzej w zeszłym roku, ale należy teraz o tym przypomnieć. Na drugim wykresie zaznaczyłem wybrane przedziały, w których najwyraźniej widać zależność pomiędzy indeksem WIG20 a zachowaniem polskiej waluty (koszyk składający się po połowie z USD i EUR). Okres umacniania się złotego wyraźnie sprzyja hossie na rynku akcji, natomiast głębszym giełdowym korektom towarzyszy osłabienie rodzimej waluty. Powody tej zależności są zapewne dla większości oczywiste, choć należy mieć na uwadze, że rosnąca siła rodzimych funduszy emerytalnych oraz TFI spowoduje, że z czasem wpływ notowań złotego przestanie tak silnie oddziaływać na GPW. Przepływ międzynarodowych kapitałów czy choćby tylko samo pogorszenie nastrojów odzwierciedlane często najszybciej właśnie przez rynek walutowy ustąpią miejsca skali wpłat lub wypłat z funduszy inwestycyjnych oraz często sprzecznym ze światowym trendem strategiom funduszy emerytalnych. Dla zobrazowania tego zjawiska wystarczy powiedzieć, że w zeszłym roku jedynie do funduszy inwestujących w akcje napłynęło ponad 16 mld zł (8,7 mld zł - fundusze akcji, a 7,5 mld zł - fundusze stabilnego wzrostu.). W ostatnim miesiącu 2006 r. do wszystkich funduszy napłynęło aż 2,8 mld zł i już teraz wartość wszystkich środków powinna przekroczyć 100 mld zł. Natomiast, jak podają raporty CAIB oraz DM BZ WBK, w tygodniu zakończonym 10 stycznia Polska zanotowała odpływ środków z funduszy inwestujących na rynkach wschodzących w wysokości ok. 14-15 mln USD.

To negatywne saldo charakterystyczne od kilku miesięcy dla funduszy inwestujących na europejskich rynkach wschodzących jest wyraźnym kontrastem dla wciąż zasilanych nowymi pieniędzmi funduszy inwestujących na pozostałych emerging markets. Tylko w ostatnim tygodniu fundusze te zebrały 1,5 mld USD nowych środków, a od początku roku będzie to już 3,5 mld USD. W całym 2006 roku inwestorzy wpłacili do tych funduszy 22,4 mld USD.

Pół roku temu informacja o omijaniu Polski (całego regionu) przez zagraniczne fundusze byłaby impulsem do przeceny. Teraz, wobec siły rodzimego kapitału, znaczenie tych danych znacznie spadło. Z czasem GPW podobnie powinna uodpornić się na przepływy kapitału widoczne na rynku walutowym. Na razie jednak wniosek jest dość prosty - im słabszy będzie złoty w nadchodzącym tygodniu, tym gorzej dla rynku akcji.

A w nadchodzącym tygodniu powinno być nerwowo na rynku walutowym. Już w poniedziałek o 14.00 poznamy wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych za grudzień (CPI), a we wtorek o tej samej godzinie dane o przeciętnym wynagrodzeniu i zatrudnieniu w sektorze przedsiębiorstw w grudniu. Tydzień zakończą piątkowe dane o dynamice produkcji i PPI. Te publikacje mogą zadecydować o losach indeksów giełdowych w średnim terminie.

Korekta oczyściła rynek

Reklama
Reklama

Dobrym podsumowaniem zeszłego roku wydaje się nałożenie WIG20 na modelowy przebieg indeksu na podstawie średniej z tygod- niowych zmian w latach 1995-2005 r. Zawsze przy tym wykresie powtarzałem, że nie jest to prognoza zachowania indeksu. Ma to jedynie pokazać wyraźną sezonowość, jaka występuje na GPW, a która w dużym stopniu pokrywa się z analogicznym wykresem np. amerykańskich indeksów obliczanym dla znacznie dłuższego okresu. Zapewne także i w tym roku WIG20 odbiegać będzie od modelowego wykresu, ale jak uczy historia choćby z 2006 r., każde większe odchylenie powinno być dla inwestorów sygnałem ostrzegawczym, gdyż dość szybko następował powrót do tej 11-letniej średniej. Najdłużej trwające odchylenie w 2006 r. dotyczyło końcówki roku, w czasie której inwestorzy dyskontowali "rajd św. Mikołaja" oraz "efekt stycznia". Co ciekawe, korekta z początku 2007 r. zakończyła się niemal dokładnie na poziomie, na którym, według modelu, powinien zamknąć się zeszły rok. Czyżby stąd rozpoczynał się właśnie "efekt stycznia"?

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama