Sytuacja na rynku pracy była w grudniu ubiegłego roku znacznie lepsza niż oceniali ekonomiści. Według GUS, do osiągnięcia granicy 5 mln zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw (chodzi o firmy zatrudniające co najmniej 10 osób) brakowało zaledwie 5,3 tys. Liczba miejsc pracy była o 4,1 proc. większa niż rok wcześniej. To najwyższy wzrost w historii. Był on również wyższy od oczekiwań analityków (ekonomiści spodziewali się wzrostu zatrudnienia na poziomie 3,9 proc.
Przesunięcie premii
Wyraźnie wyższy od prognoz okazał się również wzrost wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw. Przeciętna płaca była o 8,5 proc. wyższa niż rok wcześniej. Analitycy prognozowali wzrost o 6,1 proc.
- Wzrost wynagrodzeń to zasługa przesunięcia wypłat premii w górnictwie - tłumaczy Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Bank Polska. W 2005 r. część "barbórek" została wypłacona jeszcze w listopadzie. To miało wpływ na dynamikę płac w ubiegłym roku (w listopadzie wzrost był mniejszy, w grudniu przyspieszył). - W ostatnim kwartale ub.r. wzrost płac był tylko nieznacznie wyższy niż w poprzednich trzech. Płace rosną szybko, ale nie widać żadnego gwałtownego przyspieszenia - ocenia Wiśniewski.
Dane o płacach są od pewnego czasu bacznie śledzone przez Radę Polityki Pieniężnej. Mogą bowiem zapowiadać wzrost inflacji. Czy informacja o wysokim wzroście wynagrodzeń w grudniu może oznaczać wzrost stóp procentowych? - Dotychczasowy poziom wzrostu płac nie był dla RPP niepokojący. Nie ma więc również powodu, żeby martwić się w tej chwili - stwierdził ekonomista Raiffeisen Banku. Dodał jednak, że dla RPP ważniejszy może się okazać wysoki wzrost zatrudnienia.