Na wczorajszej sesji doszło do wyznaczenia kolejnych rekordów indeksu WIG20. Kontrakty
wyrównały własny szczyt z końca grudnia ub.r. Choćby z tego tylko powodu sesja ta jest ważna. Powodów jest jednak więcej. Spójrzmy na obrót. Wartość ponad 2,4 mld zł robi wrażenie. Radość powinna być nieco tłumiona, bo ponad połowa z tej kwoty to wynik dwóch wymian, jakie miały miejsce na papierach TP. Tym samym aktywność inwestorów nie odbiegała aż tak
znacznie od tego, co widzieliśmy w ostatnich dniach, choć oczywiście nadal należy uznać ją za dużą. Zmiany cen poszczególnych papierów także robią wrażenie. BRE rosnące o 10 proc. to już jest coś. Wzrost KGHM czy Pekao o 6 proc. to także niezły wyczyn. Tymczasem wspomniana już TP zyskiwała stosunkowo niewiele. W sumie należy się cieszyć, że mamy tu choćby tak mały wzrost. Spółka powoli traci monopol, więc musi za to zapłacić. Inną ciekawą obserwacją jest wyraźne ociągnie się kontraktów. Baza przez większość sesji pozostawała blisko zera lub była tylko nieznacznie dodatnia. Nawet mimo konsolidacji cen przy szczytach dziennych. Na rynku terminowym nie doszło jeszcze do wyznaczenia rekordów hossy. Można odnieść wrażenie, że gracze wątpią w zwyżkę. To powątpiewanie jest zastanawiające. Czyżby ostatnie spadki tak zdecydowanie zmieniały nastroje? Owszem,
można było przyjąć tezę o zmianie trendu w średnim terminie, ale przecież na rynku nie ma nic na 100 proc. Zresztą już wcześniej sygnalizowałem, że zbyt szybkie otwarcie krótkich pozycji może być błędem. Nie wolno lekceważyć trendu, który trwał kilka lat. Słabe nastroje paradoksalnie mogą pomóc zwyżce cen. Wprawdzie
można mieć do niej pewne