Trend wzrostowy na amerykańskim rynku akcji nie ulega wątpliwości. Indeks S&P500 nie rośnie co prawda tak szybko jak jesienią ub.r., ale i tak wspina się na nowe szczyty. Zwyżka amerykańskich indeksów w ostatnich miesiącach wydawała się na pierwszy rzut oka słabo uzasadniona sytuacją gospodarczą. Krach na rynku nieruchomości i wynikające z niego powszechne obawy przed spowolnieniem, a wręcz recesją, nie przeszkodziły w hossie. Wygląda jednak na to, że obawy były przesadzone, a szok z rynku nieruchomości w niewielkim stopniu przełożył się na całą gospodarkę. Z dzisiejszej perspektywy można postawić hipotezę, że rynek akcji zdyskontował zawirowania ekonomiczne już w połowie ub.r., czego punktem kulminacyjnym był majowy krach. Od tego momentu rynek przestał obawiać się katastrofy w gospodarce. Wydaje się, że w pewnym stopniu pomógł w tym spadek cen ropy naftowej. Odbicie na rynku akcji nastąpiło tuż przed tym, jak notowania ropy wyznaczyły szczyt. Ostatnie miesiące upływają pod znakiem silnej ujemnej korelacji między cenami akcji a cenami ropy.
Presja inflacyjna
mimo przeceny ropy
Od połowy ub.r. zwyżkom indeksów towarzyszyły zatem potwierdzone po części obawy przed spowolnieniem gospodarki. Obecnie wiele wskazuje jednak na to, że te oczekiwania zaczynają wyraźnie się zmieniać. Odczyty części wskaźników makroekonomicznych sugerują, że dotychczasowe tendencje spadkowe w gospodarce mogą się odwrócić. Przykładowo: od dwóch miesięcy widać wyraźne odbicie inflacji. Roczny wzrost cen produkcji (PPI) wyniósł w grudniu 1,1 proc., podczas gdy jeszcze dwa miesiące wcześniej był ujemny. Jeszcze wyraźniejszy jest skok cen konsumpcyjnych (CPI). W grudniu wyniósł on 2,5 proc. (r./r.), wobec 1,3 proc. we wrześniu. Mimo że obecne poziomy inflacji nie są oczywiście alarmujące na tle danych z przeszłości, ale widać wyraźnie, że tendencja spadkowa uległa odwróceniu lub przynajmniej zahamowaniu. I to w warunkach, które zdawałyby się jak najbardziej sprzyjać spadkowi inflacji (zniżka cen ropy i innych surowców).
Jeśli także popatrzeć na wskaźniki z rynku nieruchomości, to można postawić tezę, że pod pewnymi względami sytuacja stała się na tyle kiepska, że znacznie gorzej już być nie może. Po wielomiesięcznej serii spadków roczna zmiana wydatków na budownictwo (construction spending) była w listopadzie bliska zera. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat słabsze odczyty zanotowano tylko w 2002 r., i to w momencie kiedy gospodarka już podnosiła się po recesji.