Holenderscy prokuratorzy wyraźnie spóźniają się z robotą. Od lipca 2005 r. Polska z utęsknieniem czeka na prawną ekspertyzę w ich wykonaniu. Czeka jak na zbawienie, bowiem może ona przynieść rozwiązanie jednej z największych zagadek gospodarki rynkowej "Made in Polnad" - czy holenderskie Eureko miało dość własnych pieniędzy, by kupić 20 proc. akcji największego polskiego ubezpieczyciela. A jeśli okaże się, że nie miało... Ależ to będzie raj! Unieważnienie prywatyzacji PZU w końcu stanie się realne!

Ponieważ Holandia pracuje - jak na polskie standardy - za wolno, wysyłamy do kraju tulipanów naszą pierwszą gwiazdę prokuratury - Zbigniewa Ziobrę, ministra sprawiedliwości. Siła medialna ministra jest w Polsce powszechnie znana. Teraz jego sława ma szansę dotrzeć aż do Holandii.

Niestety, istnieje także możliwość, że Pierwszy Prokurator IV RP wróci z Holandii z pustymi rękami. I wcale nie dlatego, że jego koledzy po fachu powiedzieć, że Eureko miało własne pieniądze na akcje PZU. Mogą np. stwierdzić, że "nie można dowieść jednoznacznie kto, kiedy, za ile i za czyje pieniądze." A wtedy, cóż, pozostanie nam liczyć na rzetelność Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku, która śledztwo w sprawie PZU prowadzi od początku 2005 r. Bo, niestety, w takich sprawach cudów nie ma. Prokuratorzy z Gdańska muszą sami znaleźć dowody na to, że prywatyzacja PZU była niezgodna z prawem. Nie pomoże im w tym ani medialna siła Zbigniewa Ziobry, ani kolejne "spektakularne" zatrzymanie Emila Wąsacza.