Pomysł Ministerstwa Zdrowia, aby dobrowolne ubezpieczenia zdrowotne mogły być finansowane z zakładowych funduszy świadczeń socjalnych, dopiero co się pojawił, a już budzi sprzeciw związków zawodowych.
- Resort zdrowia chyba nie zdaje sobie sprawy, czemu służy fundusz socjalny - mówi Wiesława Taranowska, wiceszefowa OPZZ. - Środki te są gromadzone po to, by służyć pomocą finansową ludziom najbardziej potrzebującym - wyjaśnia Taranowska.
Resortowi zdrowia zależy na tym, by dobrowolne polisy stały się powszechne, dzięki czemu składka na takie ubezpieczenie mogłaby być względnie niska. Stąd pomysł, by nie sięgać bezpośrednio do kieszeni pracowników, a umożliwić finansowanie z funduszu świadczeń socjalnych.
Związki zawodowe zwracają uwagę, że dobrowolne ubezpieczenia nie będą gwarantowały szybszego dostępu do zabiegów, a jedynie lepszy standard pobytu w szpitalu. - Po co mi satynowa pościel, jeśli nie mam gwarancji, że będę miała szybki dostęp do badań - zastanawia się Wiesława Taranowska.
Zdaniem Marii Ochman, szefowej Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ Solidarność, przedsiębiorstwa nie będą chciały przeznaczać pieniędzy na dobrowolne ubezpieczenia pracowników. - W firmach bogatych pracownicy często mają już wykupione podobne ubezpieczenia, za które płaci pracodawca - twierdzi M. Ochman. - W biedniejszych zaś pracownicy będą woleli przeznaczyć środki z funduszu na wczasy, pożyczki lub bony świąteczne, bo to jest dla nich konkretny zysk. Natomiast nie wiadomo, co tak naprawdę mieliby z dobrowolnego ubezpieczenia - wyjaśnia M. Ochman.