- Może to nie żal, to żar.
- Żartuje pan?
- Może. Ale widzę, że tu jest żar, w pana głowie. To się gotuje. Pan jest ugotowany, czyli już jest pan gotowy. Zaczynamy.
Mój klient nareszcie otworzył oczy i uszy szeroko. Powtórzyłem mu, jak zrozumiałem cele, które wyznaczył temu programowi coachingowemu. Po pierwsze, oczekuje, że się nauczy, jak dać sobie radę z obrzydliwymi atakami ludzi bez skrupułów, którzy wykorzystują to, że on ma za swój honor nigdy nic złego nie mówić o innych. Nie zdążył nawet przechylić głowy w dół, kiedy powiedziałem mu, że to właściwie już Gombrowicz zauważył, że istnieje w Polsce lęk społeczny przed błotem, mimo że Polacy uwielbiają obrzucać się błotem. Że do wszystkich dookoła strzela się pomówieniami i oskarżeniami. Ci sami, którzy osłaniają się dowodami, z których nic nie wynika, są gotowi zaśmiecać wszystko dookoła, aby się szczycić. W reakcji na moją tyradę klient zbladł. Kiedy wreszcie oznajmiłem mu, że przez pierwsze dwadzieścia minut coachingu "przechodził przez wszystkie kolory", popatrzyłem na niego, litując się, i powiedziałem:
- Ale proszę się nie martwić. Błoto jest także bardzo pozytywne. Ma swój tajemniczy dar. Proszę zgadnąć jaki i go odnaleźć.