Świadczyć o tym mogą wydarzenia z ostatniego tygodnia na warszawskim parkiecie. Kurs spółki kontrolowanej przez wrocławskiego biznesmena, Leszka Czarneckiego, stale rośnie i przebił już 15 zł (wczoraj kolejny rekord - 15,1 zł). Wciąż też nie brakuje chętnych na "drogie" akcje holdingu. W ostatni poniedziałek wartość obrotu akcjami spółki przekroczyła 100 mln zł, osiągając rekordową wielkość w historii Getinu, a sesje z obrotami po kilkadziesiąt milionów złotych powoli stają się normą w przypadku Getinu.
Instytucje tropem ciułaczy
Do tej pory Getin był ulubioną spółką przede wszystkim drobnych inwestorów. Zapatrzeni w gwiazdę Czarneckiego gracze liczyli, że inwestując w akcje Getinu, zbudują własne fortuny. I jak do tej pory się nie zawodzili - w ostatnich trzech latach rokrocznie te inwestycje zapewniały im trzycyfrową stopę zwrotu. W ubiegłym roku spółką zaczęli się też interesować więksi gracze - fundusze inwestycyjne i emerytalne. Później przyszła pora na sięgnięcie do portfeli zagranicznych inwestorów. Getin przygotował wartą ponad pół miliarda złotych emisję właśnie dla zagranicznych funduszy. Spotkała się ona z ponadtrzykrotnie większym zainteresowaniem niż wartość nowych akcji. Po ubiegłorocznych podwyższeniach kapitału i wzroście kursu akcji spółki, jej rynkowa wartość przekroczyła już 9,5 mld zł. Zresztą nie tylko inwestorzy zauważyli nową gwiazdę rodzimych finansów. Jeszcze w połowie ub.r. Getinem zajmował się jeden analityk. Dziś w swoich raportach i wycenach branży Getin umieszcza prawie każdy analityk finansowy. Nic dziwnego, pod względem wartości rynkowej Getin bije już średniej wielkości giełdowe banki, takie jak Millennium czy Kredyt Bank.
Do WIG20 i po kolejne
pieniądze inwestorów