W ostatnich tygodniach tempo zwyżki amerykańskiego indeksu S&P 500 wyraźnie osłabło. Do końca ub.r. indeks rósł "jak po sznurku" - wzdłuż linii trendu. Na początku stycznia linia ta została naruszona w wyniku korekty. Przyczyny spowolnienia trendu można się doszukiwać w czynnikach długoterminowych. Do wyhamowania doszło na wysokości rosnącej linii wybiegającej z lokalnego szczytu sprzed dwóch lat, która jest równoległa do linii ponadtrzyletniej tendencji zwyżkowej. Wygląda więc na to, że z długoterminowego punktu widzenia S&P 500 nieco za bardzo się rozpędził. Nie musi to jeszcze oznaczać głębokiej korekty. Prawdopodobny jest ruch indeksu w górę wzdłuż wspomnianego długoterminowego oporu. Innymi słowy, można się spodziewać dalszej zwyżki, ale jej tempo nie będzie już zapewne tak szybkie jak w drugiej połowie ub.r. Podporą amerykańskiego rynku wciąż są spółki z szeroko pojętych sektorów związanych z konsumpcją. W trendach wzrostowych znajdują się zarówno indeks sektora podstawowych dóbr konsumpcyjnych (Consumer Staples), jak i sektora dóbr luksusowych (Consumer Discretionary). Jest to o tyle ciekawe, że akcje spółek z tego pierwszego sektora uznawane są za inwestycję dobrą na czasy dekoniunktury gospodarczej (gdyż popyt na podstawowe dobra maleje dopiero w ostateczności), zaś walory spółek z drugiego sektora są szczególnie wrażliwe na wahania koniunktury. Wygląda zatem na to, że rynek nie wierzy w "twarde lądowanie" amerykańskiej gospodarki, a raczej obstawia silny wzrost wydatków konsumpcyjnych w nieodległej przyszłości - prawdopodobnie już w pierwszej połowie tego roku. Względnie słabo zachowuje się natomiast indeks sektora przemysłowego (a mówiąc precyzyjniej - wytwarzającego produkty i świadczącego usługi na rzecz przemysłu). Jest on na poziomie z połowy listopada. Może to świadczyć o tym, że powrót amerykańskiej gospodarki do formy w mniejszym stopniu odbędzie się za sprawą poprawy kondycji przemysłu.