Obecne poziomy cen wielu surowców, zwłaszcza ropy naftowej i miedzi, są dość dalekie od tego, co zapowiadali analitycy największych banków inwestycyjnych. W rezultacie każdy, kto posłuchał rady Goldman Sachs Group i zainwestował w indeks surowcowy tej firmy, stracił 15 proc.
Specjaliści z Deutsche Banku we wrześniu przewidywali, że tegoroczna cena ropy naftowej będzie kształtowała się na poziomie między 60 a 70 USD za baryłkę. W połowie stycznia spadła w Nowym Jorku poniżej 50 USD. Barclays Capital, dział inwestycyjny trzeciego co do wielkości brytyjskiego banku, jeszcze przed czterema miesiącami zapewniał, że cena baryłki ropy nie spadnie poniżej 60 USD.
Długoterminowo wszystko się zgadza
Teraz analitycy Goldmana i innych firm zapewniają, że z punktu widzenia długoterminowej prognozy wszystko jest w porządku. Surowce mają w tym roku zdrożeć średnio o ponad 8 proc. Indeks CRB składający się z cen 19 surowców stracił od maja ub. r. ponad 20 proc. Dla niektórych analityków jest to doskonała okazja do kupowania, zanim popyt z Chin i Indii znowu wywinduje ceny. Tymczasem historia uczy czego innego. Od 1970 r. indeks CRB już sześć razy tracił co najmniej 20 proc. i za każdym razem spadał średnio jeszcze o 7,7 proc., zanim zaczynał rosnąć.
Ropa i miedź nadal potrzebne