Wydarzenia ostatnich dwóch tygodni spowodowały, że tegoroczny bilans zysków i strat na światowych parkietach akcji jest bliski zera. Wyraźnie lepiej wypada dla rynków dojrzałych niż wschodzących. Pierwsze są 0,2 proc. na plusie, drugie 2,5 proc. pod kreską. Są powody, dla których trzeba liczyć się z pogorszeniem tego bilansu.
Martwi jakość odbicia
W krótkim terminie najważniejszym z nich jest jakość odbicia na amerykańskim parkiecie. Wydaje się, że po początkowej koncentracji uwagi inwestorów na wydarzeniach w Azji znów znalazł się w centrum zainteresowania. Stąd płyną najważniejsze sygnały dotyczące przyszłej koniunktury. To potwierdza, że rzeczywistą przyczyną pogorszenia nastrojów na świecie są właśnie obawy o stan gospodarki USA. W trakcie odbicia stopniowo malała aktywność inwestorów, co potwierdzało emocjonalne, a nie fundamentalne jego podłoże.
Widać to było też po tym, że kolejne dane z gospodarki USA nie były dobre (ISM dla sektora usług, zamówienia fabryczne, produktywność i koszty pracy wypadły gorzej od oczekiwań), a mimo to indeksy zyskiwały. W sumie jednak nie udało się w najmniejszym stopniu ograniczyć strat poniesionych 27 lutego w czasie największego od lat jednodniowego spadku S&P 500. Zatem wysłane wtedy silne sygnały sprzedaży w dalszym ciągu obowiązują.
Zauważalne jest przy tym ogromne podobieństwo obecnej zniżki w USA do tej z wiosny 2006 r. Po 12 sesjach od ustanowienia szczytu indeks w obu przypadkach traci po 4 proc. Przed nim zatem jeszcze przynajmniej dalszy 4-proc. spadek. Realizacji takiego scenariusza sprzyja dalsze rewidowanie w dół przez analityków prognoz wzrostu zysków spółek w USA. Przez ostatnie cztery tygodnie zmniejszono je o dalsze 0,6 pkt proc. odnośnie do zysków w I kwartale tego roku i o 0,4 pkt proc. dla zysków za II kwartał. Tym samym oczekiwana poprawa wyniesie po mniej niż 4 proc. w każdym z kwartałów, wobec około 10 proc. w IV kwartale 2006 r.