Trwa karuzela stanowisk w spółkach kontrolowanych przez Skarb Państwa. Wraz z tym ponoszą one coraz wyższe koszty.
Sumy, jakie otrzymują na odchodnym odwoływani prezesi i wiceprezesi spółek Skarbu Państwa, są oczywiście znacznie niższe niż odprawy dla byłych szefów firm prywatnych. Wszystko za sprawą tzw. ustawy kominowej, która ogranicza wysokość wynagrodzenia dla menedżerów państwowych przedsiębiorstw. Jednak roszady personalne w takich spółkach są ostatnio coraz częstsze. Dlatego też łączne kwoty, jakie te firmy wypłacają menedżerom odwołanym przed upływem kadencji, idą już w miliony złotych. W niektórych przypadkach część pieniędzy płacą też prywatni akcjonariusze giełdowych spółek, kontrolowanych przez Skarb Państwa.
Zakłady Chemiczne Police, należące w ponad 70 proc. do Skarbu Państwa, opłacają się teraz dwóm byłym prezesom. Jak wynika z informacji "Parkietu", były szef tej spółki - oprócz odprawy, będącej równowartością trzymiesięcznego wynagrodzenia - otrzymuje także przez 12 miesięcy odszkodowanie z tytułu zakazu konkurencji (to połowa jego dotychczasowych poborów co miesiąc).
Prezes polickich zakładów zarabia - według naszych danych - maksymalną sumę, na jaką pozwala "kominówka", czyli około 16,8 tys. zł miesięcznie. Odprawa dla każdego z byłych szefów spółki przekracza więc 50 tys. zł, a odszkodowanie z tytułu zakazu konkurencji to kolejne 100 tys. zł.
Podobnie jest w innej giełdowej firmie - Zakładach Azotowych Puławy, w których SP ma 61,5 proc. akcji. Tam też rada nadzorcza odwołała w trakcie kadencji dwóch prezesów.