Reklama

Przegląd prasy

Publikacja: 01.08.2007 09:39

USA TODAY

31 lipca 2007

Fundusze w Stanach

polubiły zagranicę

Przeciętny amerykański fundusz akcji ma w zagranicznych papierach ulokowane 7,4 proc. aktywów, w porównaniu z 4,2 proc. dwa lata temu - wynika z danych firmy Morningstar, śledzącej rynek funduszy. Część z dużych instytucji jest zaangażowana za granicą dużo bardziej - aż do 59 proc. w przypadku podmiotu Third Avenue Value, zarządzającego aktywami wartości 11,5 mld USD. Mocno zaangażowanych za granicą jest też kilka innych popularnych funduszy, wartych powyżej 10 mld USD. Jak mówi nowoczesna teoria portfela, międzynarodowa dywersyfikacja jest sposobem na zmniejszenie ryzyka i zmienności. - Ale to nie jest główny powód do wychodzenia za granicę - twierdzi Tom Roseen, analityk z firmy Lipper, śledzącej fundusze. Stopa zwrotu z zagranicznych rynków akcji była lepsza niż w USA w każdym z minionych pięciu lat. Zarządzający obstawiają, że ten trend się utrzyma.

Reklama
Reklama

Wall Street Journal

31 lipca 2007

Strategiczna przewaga korporacji

Z związku z zamieszaniem na rynku związanym z finansowaniem transakcje wykupu firm realizowane przez fundusze private equity na całym świecie zostały opóźnione, co po raz pierwszy od lat daje przewagę korporacjom nad funduszami. Korporacje, znane jako strategiczni kupujący, historycznie miały przewagę nad

funduszami private equity w rywalizacji o kontrolę nad innymi firmami, ponieważ mogą płacić swoimi akcjami i gotówką. Mają też możliwość wyeliminowania nakładających się wydatków, aby uzasadnić wyższą cenę. Jednak w ostatnich latach, z powodu dużych zasobów finansowych, górą były fundusze private equity. - Strategiczni kupcy przegrywali jeden przetarg za drugim. Teraz powinni być w lepszej sytuacji z powodu możliwości finansowania transakcji różnymi środkami - powiedział Brett Barrgate, partner w firmie

prawniczej Jones Day w Cleveland.

Reklama
Reklama

Financial Times

31 lipca 2007

Jak Chińczycy zaludniają Hongkong

W zeszłym roku 40 proc. z 65 626

dzieci urodzonych w Hongkongu było tam jedynie z wizytą. Urodziły je matki z kon- tynentalnych Chin, które dostały się na to terytorium z turystycznymi wizami, ale właśnie po to, by dać swoim dzieciom coś, o czym inni marzą całe życie - prawo do osiedlenia się w Hongkongu. Za czasów Mao każdy Chińczyk, któremu udało się przedrzeć przez granicę, mógł zamieszkać w ówczesnej kolonii brytyjskiej. Jedna trzecia z 7 mln mieszkańców Hongkongu urodziła się w Chinach, w tym również Li Ka-shing, uważany za najbogatszego obywatela terytorium. Teraz, 10 lat po przejęciu władzy nad Hongkongiem przez rząd w Pekinie, obowiązuje kwota imigracyjna - 150 osób dziennie, czyli 55 tys. rocznie, z czego większość przeznaczona jest dla małżonków i dzieci mieszkańców Hongkongu. Związki transgraniczne stanowiły 40 proc. zawartych w ub.r. małżeństw.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama