Reklama

"Siostro, Nervosol proszę", czyli sierpień na giełdzie

Statystycznie sierpień bywa okresem nijakim. Najwyraźniej jednak ten ostatni nie przejął się specjalnie statystykami. O minionym miesiącu na warszawskim parkiecie inwestorzy będą jeszcze długo pamiętać...

Publikacja: 01.09.2007 11:08

Sierpień na GPW bywał dotychczas miesiącem przeciętnym aż do bólu. Sezon ogórkowy udzielał się zwykle również inwestorom i zarządzającym, którzy od śledzenia notowań preferowali raczej dopracowywanie na plaży odpowiedniego odcienia swojej skóry. Tym razem jednak sierpień zapewnił naprawdę sporo emocji.

Na GPW kontynuowana była wyprzedaż akcji, która doprowadziła indeksy na jeszcze niższe poziomy. WIG20 stracił na wartości 3,6 proc., jednak największe spadki dotknęły mniejsze spółki. Wskaźnik mWIG40, reprezentujący giełdowe średniaki, zniżkował o 5,8 proc., natomiast sWIG80 - indeks najmniejszych spółek giełdowych - o 7,3 proc.

To, co jednak najbardziej uderzało w minionym miesiącu, to nawet nie same spadki, a wyjątkowo wysoka zmienność. Wskaźnik ATR dla WIG20 przekroczył poziom 90 punktów, co stanowi drugi najwyższy odczyt w historii. Co więcej, jeśli spojrzymy na punktową różnicę pomiędzy miesięcznym maksimum i minimum, to okaże się, że wszystkie wyliczane przez GPW indeksy rynkowe odnotowały w tej kategorii absolutny rekord.

Czarne chmury

znad oceanu

Reklama
Reklama

Jakie były przyczyny spadków? Jak to zwykle bywa, wszystkiemu winne są Stany Zjednoczone. Miniony miesiąc przyniósł nowe odsłony trwającego kryzysu na rynku kredytów hipotecznych. Przypomnijmy: przecena na amerykańskim rynku nieruchomości uderzyła w wycenę różnych papierów wartościowych na nim opartych. W szczególności ucierpiał segment instrumentów dłużnych o podwyższonym ryzyku. Jak się później okazało, obligację subprime miało w swoich portfelach całkiem sporo instytucji finansowych, co pociągnęło za sobą dość poważne reperkusje. Kilka znaczących funduszy zmuszonych było wstrzymać wypłaty dla klientów, a z hipotecznych szaf instytucji bankowych wyłaniały się coraz to nowe trupy. Spowodowało to olbrzymią wyprzedaż akcji sektora finansowego oraz wzrost stóp procentowych na rynku międzybankowym, ponieważ pożyczkodawcy obawiali się dzielić nawzajem pieniędzmi, nie wiedząc, kto jest, a kto nie jest "umoczony" w obligacjach subprime. Kryzys dotarł także na Stary Kontynent, gdzie o trudnościach poinformował między innymi francuski bank Paribas.

Na czym polegał największy problem z amerykańskim rynkiem hipotecznym? Na tym, że w praktyce nikt nie potrafił ocenić, jaka jest jego skala. Opinie analityków, którzy podejmowali się wycenić go w dolarach, wahały się od 50 do 600 mld. Jeżeli prawdziwy okazałby się wariant pesymistyczny, światowe giełdy czekałby niemały krach. Nic dziwnego, że do pomocy rzuciły się nawet banki centralne, masowo pompując na rynek ratunkową gotówkę. W ten sposób postąpiły między innymi EBC, Fed oraz kilka instytucji Dalekiego Wschodu. Co więcej, wśród inwestorów pojawiły się nadzieje na cięcia stóp procentowych. W pewnym stopniu nie okazały się one nawet płonne, gdyż Ben Bernanke postanowił o obniżce stopy procentowej o 50 punktów bazowych. Ostatecznie, skutkiem napływu na rynek na przemian złych i dobrych informacji, nastąpiła niesłychana huśtawka nastrojów, która przełożyła się na wysoką zmienność na giełdach.

Wyniki na miarę naszych

możliwośći

Jednymi z efektów światowego kryzysu finansowego były wzrost globalnej awersji do ryzyka oraz ucieczka kapitału z warszawskiego parkietu. Nawet jednak i bez tego na polskim rynku nie brakowało emocji. W połowie miesiąca poznaliśmy wyniki kwartalne. Te po raz kolejny okazały się lepsze od oczekiwań. Giełdowym firmom znów udało się poprawić dynamikę rozwoju, co spowodowało, że analitycy jeszcze odrobinę podkręcili i tak mocno wyśrubowane już ceny docelowe. Doprowadziło to do dość zabawnego rozwarstwienia pomiędzy cenami rynkowymi a wycenami specjalistów. Z jednej strony obserwowaliśmy rosnące ceny docelowe, a z drugiej nurkujące kursy spółek.Rekordowe wyniki spółek to oczywiście dobra wiadomość, jednak pojawia się również wątpliwość, czy takie tempo wzrostu da się utrzymać. Coraz częściej słychać również głosy, że wyceny akcji są zbyt wysokie. W takich sytuacjach nie warto zdawać się na opinię specjalistów, ale samemu przyjrzeć się faktom. Aby ocenić, czy ceny akcji są "napompowane", najlepiej znaleźć jakiś punkt odniesienia, np. najstarszy i najbardziej rozwinięty rynek świata - USA. Średni stosunek ceny do zysku dla indeksu S&P500 od marca 1926 r. wynosił 15,8, a inwestorzy zarabiali przeciętnie 5,7 proc. rocznie na wzrostach cen oraz 3,2 proc. z tytułu dywidend. Obecna wartość C/Z dla indeksu WIG20 (najbardziej zbliżony do S&P500) wynosi 16,5, natomiast od początku istnienia rósł on o 9,8 proc. rocznie, a średnia stopa dywidendy liczona od 2002 roku to 1,8 proc. Czy ta sytuacja wskazuje na przewartościowanie? Pozostawiam to do oceny czytelnika.

Piąta kolumna?

Reklama
Reklama

Istnieje jednak inne, łatwiejsze do zdefiniowania zagrożenie - inflacja. Postępujący spadek wartości pieniądza zmusza NBP do stopniowego przykręcania kurka z pieniądzem. Modele monetarne oparte na giełdach amerykańskich pokazują, że seria 2-3 wzrostów stóp procentowych kończyła się zwykle rynkiem byka, a my w naszym rodzimym ogródku mamy za sobą dokładnie trzy podwyżki. Jeżeli zrealizuje się taki scenariusz, okaże się, że zagrożenie dla naszych portfeli przyniosą wcale nie odległe kryzysy finansowe, ale wręcz przeciwnie - sytuacja wewnętrzna w kraju.

7,3

Właśnie tyle procent stracili w sierpniu

akcjonariusze maluchów. Najlepsze,

co można

powiedzieć

Reklama
Reklama

o minionym miesiącu, to to, że wreszcie się skończył.

USA rządzą polskim rynkiem?

Wbrew powszechnym opiniom, że nasz rynek podążał w minionym miesiącu krok w krok za amerykańskimi indeksami, statystyka pokazuje nieco inny obraz. Powyższy wykres prezentuje korelację pomiędzy zmianą indeksu S&P500 a zachowaniem WIG20 w dniu następnym. Jak się okazuje, najsilniejszą zależność podczas obecnej hossy mogliśmy obserwować na przełomie 2005 i 2006 roku. Od tego czasu wpływ USA spada w dość nieregularny sposób. W sierpniu 2007 zależność była niemal o połowę słabsza niż wówczas. Z najniższą korelacją mieliśmy do czynienia w 2003 r., kiedy to warszawskie indeksy poruszały się wręcz w kierunku przeciwnym niż amerykańskie.

Sierpień to był nieprzeciętny

Historyczne stopy zwrotu pokazują, że sierpień był dotychczas miesiącem najprzeciętniejszym z przeciętnych. WIG rósł wówczas przeciętnie o 2,6 proc., podczas gdy średnia zmiana dla całego okresu notowań indeksu to 2,9 proc. W ostatnim miesiącu indeksy giełdowe nie liczyły się jednak szczególnie z historycznymi średnimi i zachowały się zupełnie nieszablonowo. Warszawski Główny Indeks Giełdowy stracił na wartości aż 4,7 proc. wyraźnie psując dotychczasowe sierpniowe statystyki. Wyjątkowo wysoka okazała się z kolei zmienność. Odchylenie standardowe WIG sięgnęło nawet 1500, co było najwyższą wartością w historii notowań indeksu.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama