Reklama

Rynki wschodzące szybko wracają do dawnej formy

Mimo wątpliwości dotyczących stanu amerykańskiej gospodarki indeksy większości rynków wschodzących (głównie w Azji i Ameryce Południowej) odrobiły już połowę strat z niedawnej przeceny, otwierając sobie drogę do tegorocznych szczytów. To również dobry sygnał dla WIG20, który na dłuższą metę podąża śladem notowań na świecie

Publikacja: 08.09.2007 11:16

Wśród analityków trwa dyskusja na temat scenariuszy rozwoju wydarzeń na światowych rynkach akcji. Wydaje się, że dominują obawy przed jeszcze jedną falą spadków, która doprowadziłaby do pogłębienia sierpniowych dołków. Zwolennicy takiej tezy wskazują na utrzymującą się nerwowość i pojawiające się ciągle fatalne doniesienia z amerykańskiego rynku nieruchomości (piątkowe notowania dowiodły, jaki strach ciągle panuje wśród inwestorów - gorsze dane z rynku pracy w USA spowodowały w jednej chwili spadek WIG20 o 60 pkt). Niepewność widać też na rynku kredytowym, gdzie rosną koszty pieniądza (patrz ramka). Na to wszystko nakłada się zła "reputacja" września, który statystycznie był w przeszłości najgorszym miesiącem dla posiadaczy akcji.

Oznaki pesymizmu widać również na naszym "podwórku", a mówiąc konkretnie - na rynku terminowym. Przykładowo, w piątek baza (różnica między kursem kontraktów na WIG20 a poziomem samego indeksu) w ciągu dnia sięgała nawet minus 30 pkt. Ponieważ kontrakty wygasają już za dwa tygodnie, tak duża ujemna baza świadczy o wyjątkowym pesymizmie (gdyż ze względu na bliski termin wygaśnięcia powinna być już bliska zera).

Straty szybko znikają

Wydaje się, że tak duża dawka sceptycyzmu i powszechne oczekiwanie kolejnej fali przeceny paradoksalnie mogą sprzyjać powrotowi trendu wzrostowego. Zresztą niektóre rynki już zdążyły zrobić duże kroki w kierunku hossy. W atmosferze kiepskich danych gospodarczych z USA umknąć uwadze mogła konsekwentna zwyżka notowań na wielu rynkach wschodzących. Mierzący panującą na nich koniunkturę indeks MSCI Emerging Markets (MSCI EM) w czwartek znalazł się najwyżej od czterech tygodni. Od sierpniowego dołka indeks ten oddalił się już o 14 proc. Wzrost jest niemal tak szybki, jak fala przeceny w pierwszej połowie sierpnia.

Co najważniejsze, indeks zdołał odrobić już połowę wcześniejszych strat i właściwie nie widać przeszkód na drodze ku tegorocznemu szczytowi. Brakuje do niego jeszcze 6,3 proc. Taki dystans indeks byłby w stanie przebyć w ciągu paru tygodni.

Reklama
Reklama

Świetna passa rynków wschodzących to również dobra wiadomość dla naszego rynku. Na dłuższą metę WIG20 jest niemal kopią wspomnianego indeksu MSCI. Potwierdzają to dane. Dla okresu od początku 2000 r. współczynnik korelacji między tymi dwoma indeksami wynosi 98 proc. To oznacza, że chociaż zdarzają się odchylenia od tej korelacji, to w perspektywie kilku miesięcy, czy nawet tygodni, WIG20 porusza się w ślad za innymi rynkami wschodzącymi. W konsekwencji na zmiany WIG20 nie ma na dłuższą metę żadnego istotnego wpływu choćby to, co dzieje się w naszej rodzimej polityce. Z fundamentalnego punktu widzenia prawidłowość tę można wytłumaczyć zależnością naszej gospodarki od globalnych zjawisk. Koniunktura w naszym kraju byłaby nie do utrzymania bez dobrej sytuacji makroekonomicznej na świecie.

Na razie w tyle za światem

Rzecz w tym, że w ostatnim czasie WIG20 wyraźnie nie nadąża za indeksem MSCI. Mówiąc inaczej - odchylenie względem rynków wschodzących jest obecnie ujemne. Widać to już, porównując wykresy obu wskaźników. Podczas gdy indeks MSCI odrobił ponad połowę strat, to WIG20 nie tyle ostatnio odrabiał straty, co raczej stał w miejscu, przy dość dużej zmienności. Potwierdzeniem tych obserwacji jest porównanie rocznych zmian obu indeksów. Podczas gdy roczne tempo WIG20 wynosi 14 proc., to w przypadku MSCI EM jest to blisko 39 proc. W efekcie różnica sięga minus 25 pkt proc.

Skoro w długim terminie istnieje ścisła zależność między oboma indeksami, to wniosek jest taki, że po pierwsze prędzej czy później WIG20 powinien nadrobić zaległości względem MSCI EM. Po drugie, w przeszłości nieraz bywało tak, że po odrobieniu zaległości WIG20 dalej rósł szybciej niż indeks rynków wschodzących. Tym samym wspominane odchylenie stawało się dodatnie.O tym, że skrajne różnice między tempem wzrostu WIG20 i MSCI EM są przydatną wskazówką co do tego, jak nasz rynek może zachowywać się w przyszłości, przekonują dane historyczne. Jak widać na wykresie, nienadążanie WIG20 za rynkami wschodzącymi skutkuje później umiarkowaną zwyżką, zaś zbyt szybkie tempo wzrostu względem świata jest później niwelowane.

Oczywiście, nie ma żadnej pewności, że przez jakiś jeszcze czas nasz rodzimy indeks dużych spółek będzie się zachowywał słabiej niż MSCI EM, ale ponieważ odchylenie jest już skrajnie ujemne, można się spodziewać, że kolejne miesiące upłyną na odrabianiu zaległości przez WIG20.

Akumulacja czy dystrybucja akcji?

Reklama
Reklama

W przeciwieństwie do rynków wschodzących, amerykański indeks S&P 500 ma problemy ze znalezieniem wyraźnego kierunku. W efekcie - mimo przejściowych wahań - znajduje się na tej samej wysokości, co dwa tygodnie temu. Jednorazowe spadki takie jak w piątek (na wykresie widać dane z godz. 18: 00) właściwie nic nie zmieniają w sytuacji technicznej indeksu. Trwa konsolidacja między sierpniowym dołkiem (1406 pkt) a strefą oporu związaną ze szczytem z tego samego miesiąca (ok. 1495 pkt). Dopiero przekroczenie któregoś z tych poziomów pozwoli na zmianę oceny sytuacji. Ewentualny atak na tegoroczny szczyt nie jest nierealnym scenariuszem.

Wrzesień nie zawsze był słaby

Zła sława, jaką wrzesień ma wśród inwestorów, nie do końca jest zasłużona. Zbadaliśmy, jak S&P 500 zachowywał się w tym miesiącu w ostatnich 20 latach. Faktycznie, średnio we wrześniu indeks tracił 0,6 proc. Wyciąganie na tej podstawie daleko idących wniosków byłoby jednak nieuzasadnione. Dlaczego? Aż w 9 na 20 lat wrzesień nie tylko nie przyniósł strat, ale nawet pozwolił zarobić. Wartość średnia została zaniżona przez wyjątkowo słabe wyniki z lat 2001-2002. Potwierdzają to zresztą ostatnie trzy lata, kiedy S&P 500 zyskiwał w dziewiątym miesiącu roku średnio po 1,2 proc. Co więcej, w 2006 r. wrzesień należał do najlepszych dla posiadaczy akcji okresów.

Na rynku kredytów ciągle nerwowo

Nerwowe reakcje inwestorów na problemy amerykańskiej gospodarki to największa przeszkoda w powrocie trendu wzrostowego na giełdy za oceanem. Nieufność widać też na światowym rynku kredytowym. Koszt pieniądza w pożyczkach międzybankowych (mierzony dolarową stawką Libor) ma za sobą dwie krótkoterminowe fale wzrostowe, które podniosły jego poziom z 5,35 proc. do ponad 5,72 proc. Na razie nie widać żadnych sygnałów powrotu do normy, nawet mimo spodziewanego obniżenia stóp procentowych przez amerykański Fed. Ewentualny wyraźny spadek stawki Libor byłby sygnałem potwierdzającym powrót lepszych nastrojów na giełdy.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama