Ubiegły tydzień na rynkach finansowych to właściwie jedno wydarzenie. Jest nim oczywiście piątkowy raport o stanie rynku pracy w USA. Do chwili jego publikacji cały świat finansowy podlegał ograniczonym zmianom cen. Na warszawskim parkiecie od wielu dni mieliśmy do czynienia z konsolidacją. Rozpiętość wahań cen na poszczególnych sesjach była niewielka, a jeszcze mniejszy był towarzyszący im obrót. Równie ograniczone zmiany miały miejsce na pozostałych rynkach europejskich czy amerykańskich.
Wszystko zmieniło się o 14.30 w piątek. To właśnie o tej godzinie na światło dzienne wyszedł raport o stanie rynku pracy w Stanach Zjednoczonych. Prognozy przed tą publikacją były różne, ale nikt nie przewidywał, że ubędzie miejsc pracy w sektorze pozarolniczym (najważniejsza wielkość raportu). Wśród analityków ankietowanych przez różne agencje przeważała prognoza wzrostu liczby miejsce pracy o około 100 tys. (agencja Bloomberg otrzymała odpowiedzi od 88 analityków). To tylko podkreśla zaskoczenie, z jakim przyjęto spadek miejsc pracy o 4 tys. Na domiar złego, dokonano rewizji danych sprzed miesiąca, obniżając skalę wzrostu liczby miejsc pracy z 92 tys. na 68 tys.
Były sygnały ostrzegawcze
Czy dane były zaskoczeniem? Były, choć jeszcze przed publikacją pojawiło się kilka sygnałów ostrzegających, że raport może być mało przyjemny. Jeszcze w środę opublikowane zostały informacje o zwolnieniach. Planowano ich prawie dwa razy więcej niż przed miesiącem. Równie pesymistyczna była wymowa raportu ADP, który zawierał szacunek zmiany liczby miejsc pracy w sektorze prywatnym. Szacunek ten okazał się o połowę niższy od prognoz. Sygnalizował on zarazem znaczną zmianę zatrudnienia w sektorze finansowym, co akurat nie było chyba wielkim odkryciem. Wreszcie w czwartek, w ramach publikacji wskaźnika ISM liczonego dla sektora usług, dowiedzieliśmy się, że subindeks zatrudnienia znacznie obniżył wartość.
To były przesłanki, które mogły zapalić żółte światło ostrzegawcze. Oceny analityków faktycznie zmieniły się po tych wiadomościach, ale w niewielkim stopniu. Przed wspomnianymi sygnałami oczekiwano wzrostu liczby miejsc pracy o 120 tys., a tuż przed ujawnieniem raportu o stanie rynku pracy prognozy oscylowały w okolicy 100-110 tys. Jak więc widać, rynek jako całość dość lekko podszedł do wspomnianych ostrzeżeń. Z tego też powodu zaskoczenie spadkiem "nonfarm payrolls" było tak duże, a co za tym idzie - znacząca była reakcja rynków na te dane.