Dawno nic mnie tak nie rozbawiło, jak deklaracja Zygmunta Solorza- -Żaka, że Elektrim chce opuścić giełdę, bo nie podoba mu się spekulacja i manipulowanie jego akcjami.
Są trzy możliwości.
Zastanówmy się. Cesarz rzeczywiście nie chce być już cesarzem i abdykuje z własnej woli. Mistrz zaciemniania obrazu sytuacji, czasem nawet będący na bakier z obowiązkami informacyjnymi (sięgnijmy pamięcią choćby do starych spraw i "starych" prezesów), nagle brzydzi się własną historią. Król uników, niedomówień i niejasności ma naprawdę za złe dziennikarzom, że nie rozumieją, o co mu chodzi. Weteran wojen sądowych i prawnych oraz bitewnych manewrów poddaje się w starciu z siłami rynku. Tak, to pierwsza możliwość.
Niektórym może się jednak wydawać, że intencje Elektrimu są zupełnie inne niż oficjalne. Ponieważ spółka nie jest bez skazy, jeśli chodzi o wypełnianie obowiązków informacyjnych, więc ktoś może pomyśleć, że ona już nie chce wypełniać ich wcale. To druga możliwość. Pozostaje jeszcze pytanie, dlaczego. I to jest pole do spekulacji.
Na koniec załóżmy teoretycznie, że Elektrim od początku oceniał szanse na przyjęcie jego wniosku o wykluczenie z obrotu jako marne. I wiedział, jaką reakcję inwestorów wywoła komunikat w tej sprawie. A mimo to celowo wykonał taki ruch. To możliwość trzecia. Ma ona swoją nazwę.