Od dnia publikacji raportu za II kwartał tego roku akcje Remaku, specjalizującego się w montażu i modernizacji urządzeń energetycznych, potaniały o 35,6 proc. Wczoraj na zamknięciu notowań kosztowały 26,2 zł. Obecnie kapitalizacja giełdowego przedsiębiorstwa przekracza 78 mln zł. Inwestorów skutecznie wystraszył fakt, że po I półroczu opolska spółka wykazuje ponad 2,2 mln zł straty przy 111 mln zł sprzedaży. Przedstawiciele firmy sugerowali wtedy nieśmiało, że kolejne kwartały powinny być już lepsze. Czy na to się zanosi?
- Trzeci i czwarty kwartał 2007 roku chcemy zakończyć na plusie. Najgorsze już chyba za nami - mówi Marek Brejwo, prezes Remaku. Nie wykluczył, że spółka może zakończyć cały bieżący rok zyskiem. - Dziś jest za wcześnie na wiążące szacunki, ale taki scenariusz jest prawdopodobny - dodaje szef firmy. Duży wpływ na końcowy wynik będzie mieć ostateczne rozliczenie "feralnych" niemieckich kontraktów (Knapsack i Herdecke). Prezes przyznał, że negatywnie na finanse spółki wpływają wciąż rosnące roszczenia płacowe pracowników, zwłaszcza tych wyspecjalizowanych. Zdaniem zarządu pewnym rozwiązaniem jest przerzucanie części kosztów na klientów i podpisywanie coraz rentowniejszych kontraktów. Z drugiej strony Remak nie pochwalił się w ostatnim czasie zdobyciem żadnego dużego zlecenia. M. Brejwo tłumaczy jednak, że jest to przemyślane działanie. - Tegoroczny portfel zamówień jest wypełniony. Nie mamy więc przysłowiowego "noża na gardle". Dodatkowo zbliża się w branży moment, kiedy będziemy mogli podwyższyć ceny, a główni klienci zaakceptują podwyżkę - informuje szef opolskiej firmy.
Prezes potwierdził, że Remak jest w trakcie negocjacji kolejnych umów. - Być może już niedługo będziemy mogli pochwalić się efektami tych rozmów - zapowiada M. Brejwo. W jego ocenie większość dużych projektów będzie realizowana, w najbliższym czasie, w Europie Zachodniej. Firmie pomóc ma też fakt, że dziś na rynku jest mało przedsiębiorstw montażowych, które działają w branży energetycznej.