Deficyt na rachunku obrotów bieżących w lipcu był większy, niż spodziewali się analitycy. Jak wynika z opublikowanych wczoraj danych Narodowego Banku Polskiego, wyniósł 1,3 mld euro. Średnia oczekiwań ekonomistów ankietowanych przez "Parkiet" była na poziomie nieprzekraczającym 1,1 mld euro. Zaskoczenie? Dla tych, którzy zdają sobie sprawę z siły popytu naszej gospodarki - niekoniecznie.
Importują firmy i konsumenci
Według banku centralnego, import wyniósł w lipcu 9,9 mld euro. To najwięcej w historii i o 24,3 proc. więcej niż rok wcześniej. Analitycy spodziewali się dynamiki importu rzędu 18 proc.
- Widać, że ożywienie gospodarcze wkracza w dojrzałą fazę - ocenia Ernest Pytlarczyk, ekonomista BRE Banku. Według niego, duży wzrost importu jest zasługą zarówno konsumpcji, jak i inwestycji.
- Konsumenci stają się coraz bardziej zasobni i decydują się na zakupy droższych towarów, produkowanych za granicą. Z kolei firmy, żeby zwiększyć moce produkcyjne, sprowadzają maszyny i urządzenia, które często nie są produkowane w Polsce, lecz za granicą - mówi Ernest Pytlarczyk.