Zarząd Immoeastu nie ukrywał zadowolenia z wyników firmy za I kwartał roku obrotowego 2007/2008 (zakończył się 31 lipca). Tymczasem reakcja rynku była daleka od entuzjastycznej. Jak Pan myśli, dlaczego?
O to należałoby zapytać inwestorów giełdowych. My rzeczywiście jesteśmy zadowoleni z osiągniętych wyników. I to bardzo. Nasze przychody w ujęciu rocznym wzrosły o 72 proc., zysk operacyjny (EBIT) o 37 proc., a zysk brutto (EBT) zwiększył się ponaddwukrotnie. Co więcej, mimo że w I kwartale przeprowadziliśmy emisję akcji o wartości ponad 2,8 mld euro, nie zanotowaliśmy efektu rozwodnienia kapitału. Wartość aktywów netto (NAV) przypadająca na jedną akcję wzrosła do 10,5 euro, czyli o ponad 25 proc. w porównaniu z końcem lipca 2006 roku. Tymczasem wartość rynkowa akcji wynosi obecnie około 8,5 euro, tak więc są one notowane z blisko 20-proc. dyskontem w porównaniu z NAV. Czy ktoś potrafi wskazać firmę działającą na rynku nieruchomości, która dawałaby taki potencjał wzrostu kursu? Wielu naszych giełdo-wych konkurentów wycenianych jest powyżej NAV. Jeśli więc osiągane przez nas wyniki nie przekonują inwestorów, to nie wiem, co moglibyśmy jeszcze uczynić, żeby to jakoś zmienić.
Pozostawmy na razie przyszłość i wybiegnijmy trochę do przodu. Jakich rezultatów mogą spodziewać się inwestorzy w kolejnych kwartałach? Zapowiedział Pan, że Immoeast pobije swoje dotychczasowe rekordy...
Naszym celem jest osiągnięcie w całym roku obrotowym 2007/2008 około 300 mln euro przychodów w porównaniu ze 193 mln euro w poprzednim roku. Zakładamy, że EBIT sięgnie 900 mln euro, a EBT nawet 950 mln euro (w roku obrotowym 2006/2007 wyniki te wyniosły odpowiednio: 541,3 mln i 645,4 mln euro). Wartość aktywów netto przypadająca na jedną akcję powinna - w naszym przekonaniu - wzrosnąć do 11,5 euro.
Wracając więc do obecnej wyceny giełdowej spółki, zauważmy, że aby zrównać się z zakładanym przez nas poziomem NAV na akcję, kurs musiałby wzrosnąć o 35 proc. Istnieją więc realne podstawy do tego, żeby akcje Immoeastu zaczęły drożeć.