Według Sławińskiego, jesteśmy w takiej fazie koniunktury, w której trudniej jest niż w poprzednich latach prowadzić politykę pieniężną. Decyduje o tym napięta sytuacja na rynku pracy, która skutkuje podnoszeniem jednostkowych kosztów pracy. Jest to jednak łagodzone mocnym kursem złotego oraz rosnącym importem. Dodatkowo Rada podnosząc juz trzykrotnie stopy procentowe w 2007 roku wykupiła "polisę od wzrostu inflacji w przyszłości".
"Dzięki temu, że ta polisa została wykupiona, nie ma na razie potrzeby szybkich dostosowań w polityce pieniężnej. Teraz możemy przez pewien czas obserwować, jaki będzie rzeczywisty bieg zdarzeń w gospodarce w stosunku do tego, co było wcześniej prognozowane" - powiedział Sławiński w wywiadzie dla "Gazety Prawnej".
Jego zdaniem, czynnikiem, który pomaga utrzymać niski poziom inflacji jest globalizacja, która prowadzi do wzrostu konkurencji m. in. dzięki importowi z Chin i tym samym zmniejsza możliwości podnoszenia cen przez krajowe przedsiębiorstwa. Groźny nie jest także deficyt na rachunku obrotów bieżących.
"Deficyt na rachunku obrotów bieżących będzie zapewne rósł, ale nie sądzę, by jego wielkość szybko osiągnęła niepokojące rozmiary. Jednym z następstw rosnącej globalizacji rynków finansowych jest to, że obecnie łatwiej są finansowane większe deficyty w obrotach bieżących, niż miało to miejsce jeszcze w poprzedniej dekadzie" - uważa członek RPP.
Sławiński bardziej obawia się negatywnego wpływu na inflację polityki fiskalnej, głównie przejadaniu owoców wzrostu na bieżące wydatki. Zwraca także uwagę na konsekwencje zawirowań na amerykańskim rynku finansowym, choć nie demonizuje ewentualnych zagrożeń.