Inwestorzy liczyli na cięcie, ale nie aż takie. Nie czekali biernie na wynik posiedzenia Fedu. W Europie indeksy ostro szły w górę, a do zakupu akcji zachęcały lepsze od prognozowanych wyniki czołowego amerykańskiego banku inwestycyjnego Lehman Brothers. To może być sygnałem, że tuzy z Wall Street mają się nieźle mimo kryzysu na rynku ryzykownych kredytów hipotecznych i jego reperkusji.
Dylematy FOMC
Głównym problemem, z jakim borykali się członkowie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC), była konieczność rozstrzygnięcia, czy obecny kryzys jest podobny do tego z roku 1998, kiedy, jak mówią krytycy, ówczesny szef Fedu Alan Greenspan zbyt gorliwie redukował główną stopę procentową, czy też może do lat 2000-2001, kiedy działał zbyt wolno. Teraz Fed ma do czynienia z mieszanką czynników z obu tych okresów.
Spekulowano, że jeśli Ben Bernanke i inni członkowie FOMC uznają, że Greenspan w 1998 r. popełnił błąd, być może zachowają się ostrożnie, czym zaryzykują recesję. Jeżeli postąpią odwrotnie, pojawi się inne ryzyko: wysokiej inflacji stymulowanej przez drogą ropę naftową i słabnącego dolara.
- To krytyczny moment dla Fedu - mówił przed posiedzeniem Peter Hooper, ekonomista Deutsche Bank Securities w Nowym Jorku, który pracował w amerykańskim banku centralnym w 1998 r.