Nie tylko papierkowa robota
Za co doradca prywatyzacyjny naprawdę dostaje pieniądze? Czym się zajmuje? Procedura prywatyzacyjna składa się z dwóch faz. Pierwsza to wykonanie analiz. Obejmują one opracowania ekonomiczno-finansowe, wyceny przedsiębiorstwa i jego udziałów, badanie stanu prawnego, a także analizy dotyczące ochrony środowiska. Trzeba również przygotować memorandum informacyjne.
- Najpierw robi się szerokie analizy. Warto zaznaczyć, że w trakcie pracy nad nimi doradca musi spełniać wymogi o wiele większe niż w pracy z prywatnymi przedsiębiorstwami. Druga część doradztwa polega już na obsłudze samej transakcji - wyjaśnia E. Jakubczyk-Cały. - Samo wykonanie analiz jest teraz bardzo mało opłacalne. Można odnieść wrażenie, że formalności przeważają nad sensem biznesowym całego przedsięwzięcia. Lwią część wynagrodzenia stanowi prowizja, ale nie można na nią liczyć - mówi.
Oprócz wspomnianych już zadań polegających na udostępnianiu akcji lub udziałów inwestorom w drodze negocjacji lub oferty publicznej, MSP płaci również za ekspertyzy dotyczące m.in. kontroli finansowania spółki czy badania realizacji zobowiązań inwestycyjnych. Czasem trzeba też recenzować wyceny opracowane przez innych doradców lub udzielać porad prawnych.
Resort skarbu niejednokrotnie deklarował, że chce odbiurokratyzować proces prywatyzacyjny. Zakres wykonywanych analiz przedprywatyzacyjnych miałby zostać ograniczony do wyceny przedsiębiorstwa oraz analizy stanu prawnego jej majątku. Przejrzystość transakcji zawieranych między SP a inwestorami rosłaby dzięki prywatyzacji poprzez aukcje. Do tego potrzebna byłaby jednak ustawa o nadzorze właścicielskim. Mimo wielomiesięcznych prac nad jej projektem, Sejm nie zajął się dokumentem przed swym samorozwiązaniem. Dalsze losy ustawy będą zależały od sytuacji na scenie politycznej, która ukształtuje się po wyborach.
Jedni zarabiali dobrze, inni marudzą
Jak mówią prezesi firm doradczych, z ich perspektywy widać, że obecny rząd nie jest nastawiony na prywatyzowanie, lecz tylko na zarządzanie państwowymi spółkami. Pojawiają się też opinie, że doradztwo robi się coraz mniej dochodowe, bo rosną wymagania dotyczące analiz, a jednocześnie coraz większa jest presja na obniżanie kosztów.
Z drugiej strony, prezesi firm doradczych mówią, że teraz nie jest to już taki duży problem, jak jeszcze jakiś czas temu. Gospodarka się rozwija, prywatne firmy rosną i zgłaszają duży popyt na usługi doradcze. - W Polsce wyraźnie widać wzrost zapotrzebowania na usługi firm doradczych ze strony rozwijających się krajowych i zagranicznych prywatnych przedsiębiorstw. Poza tym praca z prywatnymi spółkami nie wiąże się z tak dużym ryzykiem i odpowiedzialnością, jaka powstaje przy procesach prywatyzacyjnych. Doradztwo przy prywatyzacji oznacza konieczność spełnienia niespotykanych nigdzie indziej formalności. Co więcej, jest obciążone niepewnością związaną z terminem zakończenia prywatyzacji. Czasem jest tak, że czynniki zewnętrzne wpływają na opóźnianie się transakcji, co dla doradcy oznacza konieczność przygotowywania opłacanych niekiedy symbolicznie aktualizacji wcześniejszych analiz. Jeżeli Skarb Państwa z jakichś powodów zupełnie odchodzi od pomysłu sprzedaży, firma doradcza nie może liczyć na wypłatę prowizji od sukcesu. To również duże ryzyko - podsumowuje L. Filipowicz.
Co dalej z prywatyzacją?
Czy istnieje szansa na to, aby Polska osiągała wpływy z prywatyzacji na poziomie podobnym do tych z 2000 roku? Wtedy wyniosły one ponad 27 miliardów złotych, a ten historyczny rekord padł dzięki transakcji przeprowadzonej na Telekomunikacji Polskiej. Teraz prywatyzacja zupełnie stoi, ale resort skarbu zapowiada np. debiuty giełdowe w państwowym sektorze energetycznym.
- Gdyby energetyka zaczęła debiutować na giełdzie, byłoby to rzeczywiście poważne wyzwanie dla największych firm doradczych. W przypadku tak dużych ofert publicznych, duże pole do działania znowu mogłyby mieć zagraniczne banki inwestycyjne. Dysponują one możliwością udostępniania akcji w innych krajach, co przy tak znaczących emisjach byłoby wskazane. Nie można mieć pewności, że z krajowego rynku kapitałowego uda się bez problemu pozyskać tak znaczące kwoty, na jakich zależy firmom energetycznym - komentuje Filipowicz.
Z naszych informacji wynika, że trwają obecnie rozmowy z zagranicznymi bankami inwestycyjnymi, które miałyby obsługiwać giełdowe debiuty poznańskiej Enei czy Polskiej Grupy Energetycznej. Trudno się jednak spodziewać, aby ich wejście na GPW przyniosło państwowej kasie duże pieniądze. Dlaczego? Z deklaracji resortu skarbu wynika, że państwo będzie utrzymywało w firmach energetycznych przynajmniej pakiet kontrolny. Co więcej, według obecnych planów w IPO pojawić mają się akcje nowej emisji, a nie te znajdujące się obecnie w rękach Skarbu Państwa.
Fot. Andrzej Cynka (4)
236 zł
- takie wpływy
do państwowej kasy przynosił w ciągu
ostatnich 17 lat
jeden złoty,
zapłacony doradcy
prywatyzacyjnemu
18 mld zł
zapłaciło francuskie konsorcjum zorganizowane przez France Telecom za 35-procentowy pakiet Telekomunikacji
Polskiej. To rekordowa kwota w historii polskich prywatyzacji.
Doradcy zarobili wtedy ponad 32 mln zł.
40
projektów prywatyzacyjnych - tyle Skarb
Państwa zrealizował w 2006 roku.
Ale nie wszystkie
zakończyły się transakcjami. Na doradców
wydano łącznie 4,77 mln złotych. Rok wcześniej doradcy zarobili
20 milionów złotych.
Janusz Lewandowski
Był ministrem przekształceń własnościowych od połowy stycznia do grudnia 1991 roku
i później od lipca 1992
do października 1993.
Pionier prywatyzacji
Z dokumentacji ministerstwa skarbu wynika, że za czasów Janusza Lewandowskiego w MPW (przekształcone w Ministerstwo Skarbu w 1996 roku) prowadzono wiele działań mających spopularyzować prywatyzację. Prowadzono badania i sondaże dotyczące tego procesu, a także szkolenia na temat prywatyzacji oraz restrukturyzacji gmin. Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych dostała środki na promocję prywatyzacji państwowych firm w innych krajach. To, podobnie jak pionierskie decyzje, było powodem licznych kontrowersji.
Do sprywatyzowanych za czasów Janusza Lewandowskiego spółek należą tak znane i silne na rynku firmy, jak E. Wedel, Zakłady Piwowarskie Warka czy Vistula i Rafako.
Wiesław Kaczmarek
Od października 1993 roku do końca września 1996 roku był szefem resortu
przekształceń własnościowych. Ministrem skarbu państwa był od października 2001 roku do stycznia 2003 roku.
Barwna postać
prywatyzacji
Był szefem resortu zarządzającego państwowym majątkiem za rządów Sojuszu Lewicy Demokratycznej, blisko współpracował z Aleksandrem Kwaśniewskim. Jego słowa na temat zatrzymania przez UOP prezesa PKN Orlen Andrzeja Modrzejewskiego, użyte w 2004 roku w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", poskutkowały powołaniem sejmowej komisji śledczej do zbadania sprawy Orlenu.
Na swojej stronie internetowej określił swego czasu 1998 rok jako najgorszy w historii polskiej prywatyzacji. - Satysfakcję czerpię choćby z faktu, że rok 1996, kiedy pełniłem funkcję ministra przekształceń własnościowych, był czasem najwyższej akceptacji Polaków dla prywatyzacji - mówił Kaczmarek.
Jego zdaniem, prywatyzacja i przekształcanie struktury gospodarczej zawsze budzą wiele emocji. - Łatwo tu o demagogiczne zarzuty zarówno ze strony rzeczywiście zagrożonych, jak i tych, którzy w każdym działaniu widzą tylko zapowiedź niepowodzenia i okazję do korupcji. Ci, którzy zyskują, rzadko mówią dziękuję. U jednych za swoją pracę zyskałem uznanie, u innych wzbudziłem niechęć - podsumował.
Za jego czasów w ministerstwie sprywatyzowano kilkaset spółek, wśród nich Telekomunikację Polską i Stoen.
Emil Wąsacz
Był ministrem skarbu
od października 1997
do 16 sierpnia 2000 roku.
Miał do czynienia z Trybunałem Stanu
Prywatyzował najwięcej, a przy tym spółki o największej wartości, co oczywiście budziło kontrowersje. Były to PZU, Telekomunikacja Polska, Domy Towarowe Centrum, BPH, Pekao, PKN Orlen, LOT i Bank Zachodni. Za sposób, w jaki przeprowadzono prywatyzację tych trzech pierwszych spółek, postawiono mu zarzut niegospodarności. Chodziło o sprzedaż państwowego majątku poniżej wartości.
Prywatyzacja PZU została skrytykowana już przez Sejm poprzedniej kadencji. Byłemu ministrowi zarzucono, że pakiet akcji ubezpieczyciela został sprzedany Eureko po zaniżonej cenie. Emil Wąsacz miał problemy nie tylko z Centralnym Biurem Śledczym. Stanął też przed Trybunałem Stanu. TS przychylił się jednak do wniosku obrońców byłego ministra o to, aby umorzyć postępowanie ze względów formalnych.
Wojciech Jasiński
Minister skarbu od połowy
lutego 2006 roku
Ze sprzedażą
się nie spieszy
Minister Wojciech Jasiński za swojego urzędowania w MSP nie przeprowadził ani jednej spektakularnej prywatyzacji. Jego zadaniem za rządów PiS jest raczej nadzorowanie państwowego majątku niż sprzedaż.
Zapowiadane są co prawda debiuty giełdowe firm energetycznych, które mogłyby
pobić rekordy pod względem wartości
sprzedawanych przez państwo akcji. Ale to jedynie teoria, bo ten rząd już prawdopodobnie żadnej energetycznej spółki na GPW nie wprowadzi.
Ubiegłoroczne wpływy, jakie MSP uzyskało dzięki sprzedaży akcji i udziałów w nadzorowanych przez siebie spółkach, wyniosły niewiele ponad 600 milionów złotych. W budżecie na 2006 rok zaplanowane było pierwotnie ponad 5 miliardów. Tegoroczna sytuacja jest już nieco lepsza, ponieważ do końca sierpnia udało się resortowi skarbu uzyskać prawie połowę z zakładanych na ten rok 3 mld złotych z prywatyzacji.
W planach na przyszły rok zaplanowano wpływy na poziomie 2,8 mld złotych. Taka też kwota została wpisana do projektu ustawy budżetowej. Wyniki ostatnich sondaży przedwyborczych pokazują, że po 21 października może nie dojść do zmiany na polskiej scenie politycznej. A to oznacza, że szanse na przyspieszenie prywatyzacji są nikłe.
komentarze
Michał Krupiński
wiceminister skarbu
Ministerstwo Skarbu Państwa
wprowadza aukcje
Obecny rząd opowiada się za prywatyzacją robioną w sposób przemyślany i na zdrowych rynkowych zasadach. Chcielibyśmy ograniczyć liczbę spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa do spółek strategicznych i wprowadzić jak najlepsze instrumenty nadzoru nad nimi.
Po przyjęciu przez Sejm ustawy o nadzorze właścicielskim mam nadzieję, że zniknie gorset procedur prywatyzacyjnych, które nie są optymalne z punktu widzenia biznesowego oraz interesu Skarbu Państwa, ale są za to korupcjogenne. Dotychczas było tak, że doradcami był zbyt ograniczony krąg firm. Firmy doradcze brały na siebie wycenę przedsiębiorstwa, przygotowanie rozlicznych, często zbyt kosztownych i niepotrzebnych analiz, a następnie przedstawiały ministrowi potencjalnego inwestora i w wielu przypadkach nie był to najlepszy inwestor. Co więcej, firmom płacono za to, by sprzedać, a nie, by dobrze sprzedać. Zdarzało się, że już "dzień po prywatyzacji" inwestor prosił o spłatę w ratach, a łączna suma zobowiązań niezrealizowanych dotychczas przez inwestorów to ponad 700 milionów złotych.
Powyższe obserwacje oraz wyniki prac zespołu kontroli procesów prywatyzacyjnych wpłynęły na kształt przygotowanego przez nas projektu ustawy o nadzorze właścicielskim. Jednym z jego założeń jest ograniczenie zakresu analiz przedprywatyzacyjnych. Niektóre ich elementy, takie jak na przykład badania środowiskowe i strategii marketingowej powinny być traktowane jako fakultatywne. Ponadto proponujemy aukcje prywatyzacyjne, gdzie decydująca dla wyboru inwestora będzie cena. Jest to mechanizm transparentny i rynkowy, który jest w sposób oczywisty w interesie wiarygodnych inwestorów.
Jarosław Zysnarski
prezes firmy DoradcaOstatnio coraz częściej mówi się o nieprawidłowościach, do których dochodziło czy dochodzi przy prywatyzacji. Jednak według mnie, 95 proc. wszystkich przeprowadzonych prywatyzacji to przedsięwzięcia być może mało efektowne dla opinii publicznej, ale odbywające się z dużą korzyścią dla gospodarki. Gdyby ich wcześniej nie przeprowadzono, Polska musiałaby sobie radzić z poważnym "garbem" nieefektywnych przedsiębiorstw państwowych. Pozostaje rzeczywiście pewna liczba prywatyzacji, przy których chodziło o duże pieniądze, wydawane przez Skarb Państwa w nie zawsze jasny sposób. Chodzi tu o kryteria rozstrzygania przetargów na usługi doradcze. Z drugiej strony - nie zawsze, jak widać zwłaszcza po fakcie - wybierano najlepszych inwestorów.
Lekarstwem na takie problemy jest jednak przejrzystość procedur wyboru doradców i inwestorów, a nie prawie całkowite zahamowanie procesu prywatyzacji przez Ministerstwo Skarbu Państwa. Przykładowo, w ramach MSP powołano Departament Analiz Strategicznych, który zajmuje się wyłącznie analizami - tworzona dokumentacja jest badana przez szerokie grono urzędników, często, moim zdaniem, bez związku z faktycznymi procesami prywatyzacji, gdyż nie ma woli politycznej do prywatyzowania. Jest to więc w pewnym sensie "sztuka dla sztuki".
Istnieje też zjawisko, które nazwałbym "psychozą NIK". Prywatyzowanie jest obarczone wysokim ryzykiem zakwestionowania rzetelności przez urzędników Najwyższej Izby Kontroli, którzy - jak wynika z treści ich raportów - nie zawsze są fachowcami w dziedzinie wycen czy działalności gospodarczej. Łatwo narazić się na zarzut wyrządzenia szkody Skarbowi Państwa - wystarczy np. sprzedaż akcji lub udziałów poniżej wyznaczonej arbitralnie przez urzędników wartości. Grzech zaniechania prywatyzacji bywa w praktyce bardziej kosztowny dla Skarbu Państwa od takiej "szkody", gdy skutkuje kolejnymi dotacjami albo bankructwem przedsiębiorstwa państwowego. Czy jednak tego rodzaju sytuacje są piętnowane przez NIK? W tym kontekście decyzja o zaniechaniu prywatyzacji jest właściwie racjonalna, przynajmniej w perspektywie podejmującej decyzję osoby, reprezentującej ministra skarbu państwa lub wojewodę.