Reklama

Prawie jak implementacja

Może zamiast improwizować i przyjmować tymczasowe, ułomne rozwiązania, warto poczekać i wprowadzić w pierwszym możliwym terminie przepisy w pełni implementujące nowe zasady europejskiej dyrektywy w sprawie instrumentów finansowych?

Publikacja: 25.09.2007 10:04

Nie ma dnia, aby w różnych formach nie zachęcano nas do "zatrudnienia naszych złotówek" i nabycia jednostek funduszy lub do zainwestowania w instrumenty umożliwiające nam czerpanie w inny sposób nieomal nieograniczonych zysków ze wzrostu cen na rynku nieruchomości lub giełdzie.

Klient na celowniku

Przekaz reklamowy jest jasny, trzymając pieniądze na zwykłej lokacie bankowej, zamiast je zainwestować, tracisz ogromne pieniądze. Jedynym racjonalnym wyborem wydaje się więc wybór któregoś z bardziej skomplikowanych produktów inwestycyjnych. Doradca pokazuje klientowi tabele, procenty i wykresy, z których te najbardziej strome zdają się najbardziej interesującą alternatywą dla lokaty. Zawierając umowę, klient podpisuje cały zestaw oświadczeń, potwierdzając znajomość wszelkich czynników ryzyka związanych z zakupionym produktem, w tym ryzyka utraty zainwestowanego kapitału. Oświadcza również, że wie, że dotychczasowe wyniki produktu nie są gwarantowane w przyszłości. Zadowolony, że teraz nareszcie zacznie zarabiać, wychodzi po zainwestowaniu oszczędności swego życia w obligacje, z których zysk powiązany jest np. z wynikami kredytów hipotecznych typu subprime na rynku w USA.

Już po pierwszym załamaniu rynku kontaktuje się z bankiem/funduszem i dowiaduje się, że aktualna wycena jego papierów wartościowych jest poniżej ich wartości nominalnej. I jeżeli będzie chciał je sprzedać przed terminem wymagalności, poniesie dodatkowe koszty.

Być może do opisanej sytuacji nie doszłoby, gdyby doradca bankowy we wszystkich bankach był zobowiązany do zbadania, czy produkt oferowany klientowi jest dla niego odpowiedni - czy jest zbieżny z jego celami inwestycyjnymi, czy klient jest w stanie ponieść związane z nim ryzyko finansowe oraz czy ma konieczne doświadczenie i wiedzę, pozwalające na zrozumienie ryzyka związanego z transakcją. Być może.

Reklama
Reklama

Ale na razie doradca bankowy nie będzie do tego zobowiązany, bo już raczej nie ma żadnych szans, by wprowadzająca takie wymogi Dyrektywa WE/39/ /2004 w sprawie rynków instrumentów finansowych (MiFID) została implementowana w wyznaczonym przez Komisję Europejską terminie 1 listopada bieżącego roku.

A miało być tak pięknie

Korzystna sytuacja ekonomiczna Polski i gospodarki światowej, niskie stopy procentowe, zmienne ceny surowców, długie okresy wzrostów na giełdach - to wszystko sprawiło, że podmioty działające na rynku usług finansowych zaczęły szukać sposobów na uatrakcyjnienie swojej oferty. Chodziło przede wszystkim o możliwość udostępnienia klientowi produktu o rentowności wyższej niż standardowa lokata bankowa. W tym celu, przy konstruowaniu standardowej oferty, instytucje finansowe zaczęły wykorzystywać szeroki wachlarz instrumentów pochodnych. Umożliwiają one osiąganie zysku uzależnionego od zachowania określonego przez strony wskaźnika - nieograniczonego zysku, ale także ponoszenia nieograniczonego ryzyka.

Bardziej skomplikowany instrument, dający szansę na ponadprzeciętne zyski, to jednocześnie zwiększone ryzyko, którego klienci mogą nie być świadomi. Zapewnienie ochrony interesów klienta wymaga zwiększenia nadzoru nad działalnością podmiotów oferujących instrumenty podwyższonego ryzyka, a przede wszystkim nad procesem ich sprzedaży. Wzmocnienie ochrony inwestorów (obok innych postanowień) miało być właśnie celem MiFID, wskazanym w drugim punkcie preambuły.

W sierpniu 2006 roku Komisja Europejska przyjęła akty wykonawcze do MiFID, a państwa członkowskie zostały zobowiązane do przyjęcia przepisów implementujących najpóźniej do 31 stycznia 2007 r. Nowe przepisy powinny wejść w życie w listopadzie, czyli po dziewięciu miesiącach od ich przyjęcia, aby dać czas uczestnikom rynku na przeprowadzenie prac dostosowawczych.Czas ucieka

Początki były obiecujące. Pierwszy projekt zmian przepisów związanych z implementacją MiFID powstał już we wrześniu 2006 roku - w miesiąc po przyjęciu przez Komisję Europejską środków wykonawczych do Dyrektywy. Potem jednak prace zwolniły. Zwolniły tak bardzo, że ostateczny projekt trafił do Sejmu dopiero w maju bieżącego roku.

Reklama
Reklama

Pomimo opóźnienia ciągle jeszcze było dość czasu, aby ustawę uchwalić i implementować MiFID w Polsce przed 1 listopada. Projekt nie trafił jednak do pierwszego czytania na posiedzeniu Sejmu przed wakacjami parlamentarnymi, a dookoła projektu zaczęło się dziwne zamieszanie. W czerwcu, zgodnie z doniesieniami medialnymi, marszałek Ludwik Dorn zwrócił się do rządu o podzielenie projektu na część implementującą prawo unijne oraz na część zmieniającą przepisy w pozostałym zakresie, nie wynikającym z obowiązku implementacji. Oczywiste było to, że takie działanie spowoduje konieczność przeprowadzenia kolejnych uzgodnień międzyresortowych i wydłuży wszelkie procedury. Projekt nie miałby więc szans na rozpatrzenie przed wakacjami.

Do podziału projektu ostatecznie nie doszło. Nie został on jednak także rozpatrzony w zaproponowanym kształcie. Czas mijał, a o MiFID ciągle dyskutowała jedynie grupa specjalistów i osób reprezentujących uczestników rynku finansowego. Wszyscy liczyli na to, że po wakacjach prace nad projektem nabiorą tempa.

Nic bardziej mylnego. Koniec wakacji to początek kryzysu politycznego oraz sporu wokół ustawy o nadzorze. W tej sytuacji nikt w Sejmie nie znalazł czasu na podjęcie dalszych prac nad projektem, co w "Rzeczpospolitej" lapidarnie skomentował podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów Arkadiusz Huzarek: "MiFID poległ, bo był zbyt hermetyczny".

W poszukiwaniu straconego czasu

Śmierć MiFID-u to fatalna wiadomość dla uczestników rynku i klientów. Jeszcze gorsza może okazać się realizacja pojawiających się pomysłów częściowej implementacji MiFID jedynie poprzez zmianę w przepisach rozporządzeń (wydawanych przez właściwego ministra i niewymagających zmiany ustaw). Skutki takiego podejścia mogą szybko okazać się bardzo bolesne. Uczestnicy rynku będą musieli implementować te napisane w pośpiechu regulacje, które w perspektywie następnych miesięcy i tak będą musiały ulegać dalszym zmianom. Wydanie nowych rozporządzeń wykonawczych nie rozwiąże bowiem wielu kwestii już uregulowanych na poziomie ustawy - nie wprowadzi nowego katalogu instrumentów finansowych, nie zmieni wyłączeń z wymogów licencyjnych, nie obejmie nowych podmiotów (np. banków oferujących produkty inwestycyjne), nie wprowadzi rozwiązań związanych z outsourcingiem usług inwestycyjnych. Każda zmiana przepisów oznacza koszty, które uczestnicy rynku będą musieli ponieść w związku ze szkoleniami, dostosowaniem procesów wewnętrznych, zasad dokumentacji, systemów raportowania.

Czy dla wątpliwego dobra, jakim jest "prawie" zaimplementowana Dyrektywa, warto na bliżej nieokreślony czas dezorganizować rynek i narażać działające na nim podmioty na ponoszenie kilkakrotnie nieuzasadnionych kosztów? Przecież z punktu widzenia Komisji Europejskiej 20-proc. czy nawet 60-proc. implementacja będzie oznaczała brak pełnej implementacji. Może zamiast improwizować i wprowadzać tymczasowe, ułomne rozwiązania, warto poczekać i wprowadzić w pierwszym możliwym terminie przepisy w pełni implementujące nowe zasady europejskie? Odpowiedź na te pytania wydaje się oczywista, jednak czasy nie sprzyjają, jak wszyscy widzimy, chłodnej i racjonalnej analizie. To nie wróży najlepiej.

Reklama
Reklama

fot. W. Wasyluk

Markets in Financial

Instruments Directive

1 listopada zacznie obowiązywać dyrektywa 2004/39/EC, popularnie zwana MiFID (Markets in Financial Instruments Directive). Celem nowej kompleksowej regulacji jest stworzenie w ramach Unii Europejskiej jednego wspólnego rynku usług finansowych, której przyświeca jedna z głównych zasad, tzw. zasada single passport - umożliwiająca dzięki jednemu zezwoleniu na swobodne świadczenie usług inwestycyjnych na terytorium całej Wspólnoty. MiFID swoim zastosowaniem obejmie głównie firmy inwestycyjne oraz rynki regulowane (giełdowe i pozagiełdowe). Niektóre z przepisów znajdą zastosowanie także w stosunku do instytucji kredytowych (banków). Główne postanowienia MiFID koncentrują się wokół zwiększenia ochrony inwestorów, zobowiązania firm inwestycyjnych do lepszego "dopasowywania" usług inwestycyjnych dla swoich klientów, wprowadzenia zasad najlepszej realizacji zleceń dla klientów (best execution) czy różnego rodzaju obowiązków informacyjnych, kapitałowych i organizacyjnych nałożonych na firmy inwestycyjne.

Poszerzeniu uległ też zakres działalności i usług inwestycyjnych z wydzieleniem usług dodatkowych świadczonych przez firmy inwestycyjne.

Reklama
Reklama

Tomasz Wilk

jest prawnikiem

w Zespole "Global

Transaction Services", Pion Prawny, Bank

Handlowy w Warszawie. Przedstawiciel Związku Banków Polskich

Reklama
Reklama

w pracach Zespołu

Roboczego Ministerstwa Finansów w ramach Rady Rozwoju Rynku Finansowego. Członek Grupy

Roboczej ZBP ds. MiFID.

Mateusz

Przygodzki

Reklama
Reklama

jest dyrektorem

w Zespole Produktów Skarbu, Pion Prawny, Bank Handlowy

w Warszawie. Koordynator Krajowy Citigroup ds. MiFID. Przedstawiciel Związku Banków Polskich w pracach Zespołu

Roboczego Ministerstwa

Finansów w ramach Rady Rozwoju Rynku Finansowego. Członek Grupy

Roboczej ZBP ds. MiFID.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama