Utrzymująca się od paru lat na warszawskim parkiecie bardzo dobra koniunktura (najdłuższa hossa w historii GPW), a także zmiany w polskim prawie sprawiły, że znacznie wzrosła liczba działających w naszym kraju domów maklerskich. Od początku 2004 r. licencję na prowadzenie działalności maklerskiej otrzymało 18 podmiotów (13 domów maklerskich i 5 banków zajmujących się tą dziedziną). Obecnie prawo do świadczenia tego typu usług ma 49 przedsiębiorstw, z czego 10 to banki.
Wydawać by się mogło, że wszyscy nowi brokerzy powinni mieć podobną strategię rozwoju, skoro działają w tym samym sektorze i rozpoczęli działalność mniej więcej w tym samym czasie. Okazuje się jednak, że niektóre z nich wyłamują się z głównego nurtu, jakim jest ostatnio przygotowywanie pierwszych ofert publicznych akcji (tzw. IPO) dla tłumnie udających się na warszawską giełdę spółek. Wśród domów maklerskich, które rozpoczęły działalność w ciągu ostatnich kilku lat, są bowiem nie tylko przedsiębiorstwa pełniące funkcję oferujących akcje (i piszących prospekty emisyjne). W tej grupie znajdziemy również brokerów, którzy postanowili - czasem jeszcze przed uzyskaniem licencji maklerskiej - skupić się na rynku walutowym, a nawet założonych tylko po to, by macierzyste towarzystwo funduszy inwestycyjnych mogło obniżyć koszty działania.
Oferty publiczne
dla początkujących
Faktem jest jednak, że najwięcej podmiotów rozpoczynających działalność maklerską zajmuje się, przynajmniej na początku, przygotowywaniem ofert publicznych. Dopiero z czasem brokerzy ci zaczynają rozszerzać paletę usług. Dlaczego wybierają taką drogę rozwoju? Przede wszystkim pisanie prospektów i oferowanie akcji wymaga jedynie 625 tys. zł kapitału założycielskiego. Oczywiście nie jest to jedyna przyczyna. Jeszcze niższy kapitał jest bowiem potrzebny chociażby do przyjmowania i przekazywania zleceń giełdowych oraz do prowadzenia doradztwa inwestycyjnego, dotyczącego maklerskich instrumentów finansowych znajdujących się w obrocie zorganizowanym. Jeśli dom maklerski zdecyduje się na aktywność w jednym z tych segmentów, to będzie potrzebował jedynie 250 tys. zł kapitału. - Łatwiej jest jednak rozpocząć działalność od ofert publicznych ze względu na to, że nie wymaga ona szczególnie rozbudowanego składu osobowego, rozwiniętej infrastruktury ani drogiej technologii - uzasadnia Stanisław Waczkowski, wiceprezes domu maklerskiego Ipopema Securities. - Nakłady, jakie trzeba ponieść, by móc rozpocząć działalność brokerską (pośredniczenie w transakcjach giełdowych - red.), są już znacznie wyższe - dodaje. Chodzi np. o wydatki na rozwiązania informatyczne.