Reklama

Ambitni nowicjusze nie mają kompleksów

Nowe domy maklerskie, które wyrastają niemal jak grzyby po deszczu, działają zwykle w jakiejś rynkowej niszy. Specjalizują się na przykład w przeprowadzaniu ofert publicznych akcji lub koncentrują się na rynku walutowym. Ale niektórzy ambicje mają sporo większe

Publikacja: 25.09.2007 10:28

Utrzymująca się od paru lat na warszawskim parkiecie bardzo dobra koniunktura (najdłuższa hossa w historii GPW), a także zmiany w polskim prawie sprawiły, że znacznie wzrosła liczba działających w naszym kraju domów maklerskich. Od początku 2004 r. licencję na prowadzenie działalności maklerskiej otrzymało 18 podmiotów (13 domów maklerskich i 5 banków zajmujących się tą dziedziną). Obecnie prawo do świadczenia tego typu usług ma 49 przedsiębiorstw, z czego 10 to banki.

Wydawać by się mogło, że wszyscy nowi brokerzy powinni mieć podobną strategię rozwoju, skoro działają w tym samym sektorze i rozpoczęli działalność mniej więcej w tym samym czasie. Okazuje się jednak, że niektóre z nich wyłamują się z głównego nurtu, jakim jest ostatnio przygotowywanie pierwszych ofert publicznych akcji (tzw. IPO) dla tłumnie udających się na warszawską giełdę spółek. Wśród domów maklerskich, które rozpoczęły działalność w ciągu ostatnich kilku lat, są bowiem nie tylko przedsiębiorstwa pełniące funkcję oferujących akcje (i piszących prospekty emisyjne). W tej grupie znajdziemy również brokerów, którzy postanowili - czasem jeszcze przed uzyskaniem licencji maklerskiej - skupić się na rynku walutowym, a nawet założonych tylko po to, by macierzyste towarzystwo funduszy inwestycyjnych mogło obniżyć koszty działania.

Oferty publiczne

dla początkujących

Faktem jest jednak, że najwięcej podmiotów rozpoczynających działalność maklerską zajmuje się, przynajmniej na początku, przygotowywaniem ofert publicznych. Dopiero z czasem brokerzy ci zaczynają rozszerzać paletę usług. Dlaczego wybierają taką drogę rozwoju? Przede wszystkim pisanie prospektów i oferowanie akcji wymaga jedynie 625 tys. zł kapitału założycielskiego. Oczywiście nie jest to jedyna przyczyna. Jeszcze niższy kapitał jest bowiem potrzebny chociażby do przyjmowania i przekazywania zleceń giełdowych oraz do prowadzenia doradztwa inwestycyjnego, dotyczącego maklerskich instrumentów finansowych znajdujących się w obrocie zorganizowanym. Jeśli dom maklerski zdecyduje się na aktywność w jednym z tych segmentów, to będzie potrzebował jedynie 250 tys. zł kapitału. - Łatwiej jest jednak rozpocząć działalność od ofert publicznych ze względu na to, że nie wymaga ona szczególnie rozbudowanego składu osobowego, rozwiniętej infrastruktury ani drogiej technologii - uzasadnia Stanisław Waczkowski, wiceprezes domu maklerskiego Ipopema Securities. - Nakłady, jakie trzeba ponieść, by móc rozpocząć działalność brokerską (pośredniczenie w transakcjach giełdowych - red.), są już znacznie wyższe - dodaje. Chodzi np. o wydatki na rozwiązania informatyczne.

Reklama
Reklama

Nie da się też ukryć, że koniunktura giełdowa sprzyja oferowaniu akcji. Sytuacja na rynku pierwotnym jest w ostatnich latach doskonała - popyt na akcje jest wysoki, a liczba spółek debiutujących na parkiecie stale rośnie.

Pełny serwis już od startu

Większość domów maklerskich, które koncentrują swoją aktywność na rynku pierwotnym, towarzyszy chcącym pojawić się na giełdzie podmiotom od początku do końca. I nie ma tu znaczenia, jak długo dany dom świadczy usługi. Marcin Raszkowski, członek zarządu ECM DM (broker otrzymał licencję dopiero w lipcu tego roku), deklaruje, że jego firma doradza spółkom, pomaga w niezbędnych przekształceniach, a dopiero na kolejnym etapie - w przygotowaniu prospektu emisyjnego. - Doradzamy, kiedy wejść na giełdę, jaka powinna być wielkość emisji, piszemy prospekt, analizujemy rynek, na którym działa spółka - mówi M. Raszkowski. Także przedstawiciele Wrocławskiego Domu Maklerskiego, który licencję otrzymał 31 października 2006 r., twierdzą, że przedsiębiorstwo asystuje przyszłemu debiutantowi giełdowemu na wszystkich etapach drogi na parkiet (od doboru pozostałych uczestników projektu i ustalenia harmonogramu, przez przygotowanie dokumentacji i oferowanie akcji, po pomoc w zakresie wywiązywania się z obowiązków informacyjnych).Krach niestraszny?

Czy pogorszenie koniunktury na GPW, które zawsze rykoszetem odbija się na rynku pierwotnym, może przekreślić szanse na rozwój tych brokerów, którzy specjalizują się w ofertach pierwotnych? Pytanie jest tym bardziej aktualne, że w ostatnim czasie koniunktura na warszawskiej giełdzie stała się bardzo kapryśna. Nie udały się chociażby debiuty Quantum Software (pierwszego dnia kurs spadł o ponad 13 proc. poniżej ceny emisyjnej), LC Corp (niemal 7 proc. straty), Bomi (minus 10,4 proc.) czy Arcusa (minus 16,5 proc.). Pojawiły się nawet głosy, że niedługo może przyjść bessa, zwłaszcza w związku z zawirowaniami na amerykańskim rynku (pokłosie napięć w tamtejszym sektorze kredytów hipotecznych). W takich warunkach - a tym bardziej w gorszych - spółki nie będą zapewne tak chętnie udawały się na giełdę po pieniądze, jak w ostatnim czasie. Przedstawiciele nowych domów maklerskich, z którymi rozmawialiśmy, wydają się na razie jednak nie martwić takim scenariuszem. Wszyscy zgodnie deklarują, że z upływem czasu będą proponować klientom nowe usługi, choć niewielu chce zdradzać plany.- Przeprowadzanie ofert publicznych to obecnie najprężniej rozwijający się segment naszej działalności. W przyszłości jednak rozwiniemy usługi związane z szeroko pojętym inwestowaniem. Mam tu na myśli pośrednictwo w sprzedaży produktów finansowych, dostarczanie własnych produktów, inwestycje portfelowe - mówi Wojciech Gudaszewski, prezes Wrocławskiego Domu Maklerskiego. - Nie widać tego na razie w naszych przychodach, ale zmierzamy do tego, by nasz biznes opierał się na dwóch stabilnych filarach - dodaje.

Wiele nowych domów maklerskich prowadzi także działalność w zakresie doradztwa inwestycyjnego, pomaga w przeprowadzaniu fuzji i przejęć. Nowe podmioty często deklarują również, że w miarę nabierania doświadczeń będą aktywniejsze na rynku instrumentów pochodnych. Niektóre wspominają o własnych funduszach inwestycyjnych.

Nikt już zdaje się nie pamiętać o kurczeniu się rynku usług maklerskich przed paru laty i kłopotach finansowych niektórych brokerów. Większość naszych rozmówców wierzy, że nawet jeśli koniunktura wyraźnie się pogorszy, rynek powoli będzie się rozwijał i wzmacniał razem z gospodarką. I że osiągnął on już kolejny etap rozwoju, dzięki czemu jest na nim więcej miejsca dla wszystkich - emitentów, inwestorów i brokerów.

Reklama
Reklama

Starania o rozwój

rynku walutowego

Stosunkowo niewiele domów maklerskich prowadzi działalność na rynku walutowym. Wśród powstałych w ciągu ostatnich kilku lat podmiotów są jednak i takie, które oferują usługi w tym zakresie, a nawet niemal wyłącznie tym się zajmują. Wymieńmy tu choćby X-Trade Brokers (licencja od 8 listopada 2005 r.), First International Traders (od 16 stycznia 2007 r.), czy TMS Brokers (od 26 kwietnia 2004 r.).

Podkreślić jednak należy fakt, że tego typu instytucje obecne są na naszym rynku od bardzo dawna.

Kiedyś działalność tego typu nie wymagała jednak uzyskania licencji na świadczenie usług maklerskich. Zmiana polskiego prawa, do której doszło w 2004 r., sprawiła, że pośrednictwo np. w obrocie instrumentami pochodnymi na waluty zostało zaliczone w poczet usług maklerskich. Od tego czasu firmy, które chcą być obecne w tym segmencie, muszą starać się o zgodę Komisji Nadzoru Finansowego na prowadzenie działalności.

Podmioty, które działają w tej branży, zgodnie podkreślają, że inwestowanie w waluty nie jest jeszcze w naszym kraju tak popularne, jak kupowanie akcji. Twierdzą jednak, że daje się zauważyć rosnące zainteresowanie tego typu inwestycjami. Szczególnie widoczne jest ono ostatnio. - Do niedawna niemal wszystkie akcje drożały. Ostatnie spadki sprawiły jednak, że inwestorzy zaczęli głębiej analizować sytuację i poszukiwać innych możliwości inwestowania - mówi Robert Kosowski, szef marketingu i PR w X-Trade Brokers. Wtóruje mu Marcin Kotowski, wiceprezes First International Traders DM. - Popyt na nasze usługi wzrasta zwłaszcza wtedy, gdy gieCoraz więcej inwestorów rozumie, że ryzyko trzeba dywersyfikować. A jest to niemożliwe, jeśli inwestuje się wyłącznie w fundusze, które kupują akcje na jednym rynku - mówi M. Kotowski. Brokerzy z tej grupy nie obawiają się więc pogorszenia koniunktury na giełdzie - przeciwnie. Ale też nie czekają na nie. Bez względu na to, co dzieje się na giełdzie, stale różnymi metodami kuszą klientów. FIT DM zapewnia np., że jego firma oferuje częściową ochronę kapitału. - Klient z góry wie, ile maksymalnie może stracić. Nikt mu też nie obiecuje niewiarygodnych zysków w krótkim czasie - deklaruje M. Kotowski. - Szyjemy produkt na miarę klienta: sprawdzamy, czy ma wystarczającą wiedzę i doświadczenie, by inwestować na rynku walutowym. Niektórzy są wręcz przestraszeni tym, co mówimy o ryzyku - mówi. Z kolei X-Trade Brokers chwali się, że oferuje jedne z najniższych prowizji w Polsce - dzięki internetowej sieci sprzedaży, która umożliwia znaczne obniżenie kosztów.

Reklama
Reklama

Czarne owce popsuły

wizerunek branży

Nie da się jednak ukryć, że na niekorzyść tego segmentu branży brokerskiej działała nie tylko wyśmienita koniunktura na giełdzie, ale i spektakularne przypadki bankructw. Z tego powodu na liście domów maklerskich, które dostały w ostatnich latach licencję i które nadal się nią posługują, nie ma już WGI Domu Maklerskiego, wchodzącego w skład znanej grupy WGI. WGI DM upadł w zeszłym roku, pozostawiając setki (być może nawet ponad tysiąc) klientów, którzy utracili gigantyczne pieniądze (szacunki są różne i mówią o 100-300 mln zł). Wcześniej Komisja Nadzoru Finansowego odebrała brokerowi licencję, co zdarza się niezwykle rzadko, w przypadku stwierdzenia lub podejrzewania najpoważniejszych nieprawidłowości w działaniu domu maklerskiego.

Na razie klienci WGI DM nie odzyskali ani grosza, a przeciwko właścicielom i członkom zarządu domu maklerskiego Andrzejowi S. i Łukaszowi K. prowadzone są postępowania prokuratorskie (postawiono im już także poważne zarzuty). Również niektóre firmy działające poza nadzorem finansowym (takie, które nie wystąpiły do nadzoru o licencję maklerską) mają kłopoty finansowe lub zbankrutowały.

To całą branżę postawiło w gorszym świetle i uczyniło jednym z wyzwań dla niej odbudowę mocno nadszarpniętego zaufania.

Reklama
Reklama

W grupie raźniej

Zjawiskiem obserwowanym na polskim rynku jest także tworzenie domów maklerskich przez doradców finansowych. Przykłady to chociażby Dom Inwestycyjny Ipopema, który powołał do życia dom maklerski Ipopema Securities, czy firma doradcza Euro Consulting & Management, która uruchomiła niedawno ECM Dom Maklerski. Pamiętajmy, że spółki wybierające się na giełdę są zmuszone korzystać z usług domu maklerskiego (taki obowiązek nakłada na nie prawo), ale niemal zawsze korzystają też z usług doradcy finansowego (to konieczność wynikająca już nie z prawa, ale wymogów biznesowych związanych np. z publiczną ofertą akcji). Wspomniane więc zjawisko oznacza, że firmy podążające na GPW coraz częściej spotykają się z kompleksową ofertą ze strony doradców i domów maklerskich powiązanych kapitałowo. Można powiedzieć, że jest ono świadectwem na swego rodzaju konsolidację pionową rynku IPO.

Ciekawy pomysł miało Opera TFI. Towarzystwo powołało własny dom maklerski (licencję otrzymał w październiku 2006 r.), który świadczy usługi na rzecz funduszy przez nie zarządzanych. Dzięki jego uruchomieniu fundusze mogą zaoszczędzić na prowizjach.

Wi´cej zagranicy

Kiedy uruchamiano w Polsce rynek kapitałowy, od początku obecne były na nim domy maklerskie otwierane przez zagranicznych właścicieli. Jednymi z pierwszych takich podmiotów były Fortis Private Investments Polska (licencja od 27 marca 1992 r.) czy Erste Securities Polska (od 29 września 1995 r.). Także w ostatnich latach powstało kilka takich podmiotów. Wymieńmy tu chociażby Prebon Yamane (Polska), którego spółka matka ma siedzibę w Londynie. Także ICAP (Poland) wchodzi w skład międzynarodowej grupy.

Reklama
Reklama

Z kolei dom maklerski Suprema Securities (licencja od lipca 2006 r.) jest polskim oddziałem banku inwestycyjnego, który działa w krajach nadbałtyckich.

Prebon Yamane (Polska), który licencję na prowadzenie działalności otrzymał 22 maja 2007 r., zajmuje się pośrednictwem na nieregulowanym rynku finansowym. Swe usługi podmiot świadczy głównie na rzecz dużych inwestorów instytucjonalnych. Niemal 100 proc. jego klientów to banki. - Oferujemy przede wszystkim produkty polskiego rynku pieniężnego, takie jak depozyty, lokaty, operacje terminowe oraz obligacje i bony skarbowe - mówi Grzegorz Białek, prezes Prebon Yamane (Polska). Spółka nie planuje prowadzenia działalności na GPW. Zamierza skupić się raczej na nieregulowanym rynku bankowym. Również ICAP (Poland) działa na rynku pieniężnym i walutowym.

Nie jest jednak tak, że powstałe w ostatnim czasie podmioty, wchodzące w skład międzynarodowych grup, ograniczają się jedynie do rynku pieniężnego i walutowego. Zupełnie odmienną drogę rozwoju obrał bowiem dom maklerski Suprema Securities. Podmiot ten specjalizuje się w przygotowywaniu ofert publicznych oraz przeprowadzaniu transakcji prywatnych. Przedstawiciele Supremy chwalą się, że byli pomysłodawcami fuzji spółek giełdowych Inter Cars i JC Auto. Firma nie chce się jednak ograniczać do oferowania dotychczasowych usług. Od przyszłego roku zamierza zająć się przykładowo zarządzaniem aktywami. - Jest to bardzo atrakcyjny kawałek rynku, a my do tej pory nie mieliśmy w portfelu takiej usługi - mówi Marcin Billewicz, prezes Suprema Securities. Fakt, że Suprema jest częścią międzynarodowego banku, to spore udogodnienie. - Przede wszystkim mamy ułatwiony dostęp do Skandynawii i do bardzo atrakcyjnych rynków krajów bałtyckich - ocenia M. Billewicz. - Poza tym mamy lepsze relacje z komisjami zatwierdzającymi prospekty w poszczególnych krajach - dodaje.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama