Inaczej niż u nas, wrażenie robi skala działalności zagranicznych brokerów, obecnych na najbardziej rozwiniętych rynkach finansowych, np. w Londynie. Tamtejsze przedsiębiorstwa są zwykle częścią dużych banków inwestycyjnych. Dla przykładu: jeden z nich, Merrill Lynch, powstał na bazie domu maklerskiego, który działał na Wall Street od drugiej dekady ubiegłego stulecia.
Zdaniem specjalistów, nawet niewielkie domy maklerskie funkcjonujące na giełdach zachodnich to giganci w polskiej skali. Ale nie ma się czemu dziwić. - Jest oczywiste, że wyniki tamtejszych brokerów i skala ich działalności są ściśle skorelowane z rozmiarem tamtejszego rynku kapitałowego. Aby uświadomić sobie te różnice, wystarczy porównać obroty giełd w Londynie i Warszawie - twierdzi Mateusz Walczak. Gdybyśmy szukali jednak "konkurencji", w której
nasi maklerzy wygrywają z zagranicznymi, to należy zwrócić uwagę na odsetek inwestorów indywidualnych, obsługiwanych przez polskie domy maklerskie. Udział "drobnicy" w handlu na GPW sięga ponad 30 proc. ogólnych obrotów. Na Zachodzie zakupy małych inwestorów stanowią maksymalnie 15-20 proc. Tak duża aktywność w Warszawie inwestorów indywidualnych związana jest m.in. z bardzo dobrą koniunkturą na polskiej giełdzie w ostatnich latach (zaktywizowała inwestorów i przyciągnęła na giełdę nowych graczy).
Jeśli chodzi o składanie zleceń przez internet, Polska wygląda w porównaniu z Zachodem zadowalająco. - Po prostu rozwiązania informatyczne istniejące na rozwiniętych rynkach zostały przeszczepione nad Wisłę. Stało się to w momencie, gdy giełda stawała na nogi po ostatniej bessie. To, do czego w Londynie czy Nowym Jorku dochodzono latami, u nas zostało przyjęte jako standard - wyjaśnia Mateusz Walczak.
Elektroniczna konkurencja na Zachodzie
Specyfiką amerykańskiego rynku są tzw. ECN-y (Electronic Communications Network), czyli elektroniczne sieci komunikacyjne. Rozwiązania takie istnieją też w Europie, ale szczególną popularnością cieszą się właśnie za oceanem. Są to elektroniczne platformy obrotu nie należące do tradycyjnych giełd. Firmy prowadzące te wirtualne parkiety postrzegane są jako swego rodzaju pośrednicy finansowi. Przewagą operatorów ECN nad tradycyjnymi brokerami jest to, że transakcje są przeprowadzane niemal bez udziału personelu, co znacząco obniża koszty ich zawierania i wpływa na niższe prowizje pobierane od klientów.