Coraz mocniejsze euro i wzrost kosztów kredytu to główne przyczyny, dla których nastroje w niemieckim biznesie wyraźnie się psują. Są teraz najgorsze od półtora roku.
Indeks obliczany przez instytut gospodarczy Ifo, bazujący na odpowiedziach udzielonych przez 7000 członków zarządów niemieckich firm, spadł we wrześniu do poziomu 104,2 pkt, ze 105,8 pkt miesiąc wcześniej. Indeks znalazł się poniżej oczekiwań ekonomistów (mediana prognoz wynosiła 105 pkt). Ostatni raz równie niski jego poziom obserwowano w lutym zeszłego roku.
Zapowiada to, że lokalne firmy w coraz mniej różowych barwach postrzegają możliwości największej europejskiej gospodarki. Szczególnie powody do niepokoju mają eksporterzy. Kurs euro w poniedziałek sięgnął już 1,4130 USD, znów bijąc rekord. Unijne towary stają się więc droższe na międzynarodowych rynkach, a przecież właśnie eksport stanowił w ostatnich latach jeden z filarów rozwoju gospodarczego za Odrą. Do tego dochodzi niepewność na rynku finansowym i wyższy koszt pieniądza po ostatnim zamieszaniu na rynku długu.
- W tej chwili mamy toksyczną mieszankę. Niepewność na rynku finansowym w USA jest bardzo duża. Równocześnie rekordowe ceny ropy naftowej, a szczególnie euro, mogą być negatywnym psychologicznym bodźcem dla firm - uważa Alexander Koch, ekonomista z UniCredit Markets & Investment Banking w Monachium.
Według instytutu IW z Kolonii, tempo rozwoju niemieckiej gospodarki spowolni w przyszłym roku do 1,9 proc., w porównaniu z 2,5 proc. spodziewanymi w tym roku. Wcześniej IW oczekiwał 2,2-proc. dynamiki w przyszłym roku. Wcześniej prognozy dla Niemiec obcięła także Komisja Europejska.