Reklama

Kup dom, a dołożą nissana

Firmy budujące domy za Atlantykiem chwytają się wszelkich sposobów, żeby chociaż trochę rozruszać rynek i nie pogrążać się w zupełnym marazmie. Nastał czas ekstrapromocji, superofert i "transakcji stulecia"

Publikacja: 28.09.2007 09:45

Ostatnie miesiące są dla firm związanych z amerykańskim budownictwem mieszkaniowym niczym koszmarny sen. Jeszcze pół roku temu mogły mieć nadzieję, że koniunktura w miarę szybko się poprawi i nawet jeśli szał zakupów i windowania cen nie powróci, to może dojdzie chociaż do względnej stabilizacji i biznes nadal będzie się kręcić. Były powody, żeby Amerykanie na nowo pomyśleli o zakupie czterech kątów - gospodarka radziła sobie nienajgorzej, na rynku pracy cały czas przybywało sporo etatów, kredyt mimo wszystko wciąż był stosunkowo tani.

Straszenie recesją

Jednak kryzys kredytowy z lipca i sierpnia wywrócił wszystko do góry nogami. Problemy ze spłacaniem rat hipotecznych przez najmniej zamożnych Amerykanów, którzy załapali się na najbardziej ryzykowne kredyty (subprime), sprowokowały zamieszanie na rynkach finansowych i masę innych konsekwencji. Pod znakiem zapytania stanęła przyszłość nie tylko budownictwa, ale i całej gospodarki. Gdy słowo "recesja" pojawia się obecnie w coraz to nowych kontekstach, trudno spodziewać się, żeby Amerykanie, nawet ci lepiej sytuowani, mieli brać na barki nowe długi i zmieniać domy na bardziej okazałe. A bez tego branża budowlana nie ruszy.

Nie ma chźtnych na rezydencje

- Odnotowaliśmy dużo wyższy procent odwoływanych umów kupna niż kiedykolwiek w czasie ostatnich 21 lat, odkąd jesteśmy spółką publiczną - przekazując takie wieści, dotyczące miesięcy maj-lipiec, Robert Toll, dyrektor generalny spółki Toll Brothers, nie mógł mieć tęgiej miny. Portfel zamówień jego firmy, która specjalizuje się we wznoszeniu rezydencji przeciętnie za ponad 600 tys. USD (trzy razy więcej niż rynkowa średnia), w ciągu roku spadł o 38 proc., do 4997 domów, a wartościowo o 34 proc., do 3,7 mld USD. Między majem a lipcem odsetek wycofujących się klientów Toll Brothers sięgnął 24 proc.

Reklama
Reklama

Katastrofalny rok?

Już w zeszłym roku w branży było niewesoło - liczba sprzedanych nowych domów w USA zmniejszyła się o 18 proc. Ale ten rok stoi pod znakiem absolutnej katastrofy. Z danych Narodowego Stowarzyszenia Pośredników Handlu Nieruchomościami (National Association of Realtors) wynika, że sprzedaż nowych domów w II kwartale spadła do poziomu najniższego od czterech lat. Ceny zniżkowały w jednej trzeciej z amerykańskich miast. Nic w tym dziwnego, skoro na rynku pojawiło się nagle do sprzedaży o jedną piątą więcej niż zwykle domów z drugiej ręki (część to posesje ofiar kredytów subprime, a duża część reszty wystawiona przez osoby, które nieruchomość traktowały jako inwestycję). Tylko zbijając ceny i wykorzystując marketingowe chwyty firmy trudniące się wznoszeniem domów mogą myśleć o przetrwaniu.

Gratisy na dokładkź

Amerykańskie media donosiły ostatnio m.in. o "Transakcji Stulecia" (Deal of the Century), czyli akcji promocyjnej, którą urządziła spółka Hovnanian Enterprises, szósta pod względem obrotów w branży budownictwa mieszkaniowego w całych Stanach i pierwsza w rejonie New Jersey.

Promocja, odbierana przez niektórych jako akt desperacji, miała zaowocować tysiącem sprzedanych domów w ciągu trzech dni w osiemnastu stanach, gdzie działa firma. 5 tys. USD na koszty prawno-administracyjne związane z zakupem, kupony rabatowe po 250-500 USD do marketów budowlanych, z meblami i sprzętem elektronicznym, 42-calowy telewizor plazmowy, wykończenie garażu z epoksydową podłogą, darmowe utrzymanie ogrodu przez rok, pakiet dużego AGD, z pralką, suszarką, lodówką - na to wszystko mogli liczyć ci, którzy się skusili. Wszystkie "gratisy" mogły mieć wartość nawet 150 tys. dolarów, przy czym ceny najtańszych domów startowały od podobnej kwoty.

Kup dom, dostaniesz porsche

Reklama
Reklama

Inne przedsiębiorstwa podążają taką samą ścieżką. Pulte Homes, trzecia firma w budownictwie mieszkaniowym, oferowała klientom w rejonie Chicago zakup domów z odroczoną o pół roku spłatą odsetek, kapitału od kredytu, a także darmowym ubezpieczeniem i opłaconymi za ten sam okres podatkami. Ryland Group, która operuje w Kalifornii, zachęcała darmowym wykończeniem użytkowej piwnicy i dokładała do tego plazmówkę. Przy zaklepaniu sobie domu w jednej z firm z Minneapolis - odbiór w przyszłym roku - można liczyć na nowiusieńkiego nissana versa w garażu. A niektóre firmy są gotowe podstawiać nawet porsche i jaguary.

Dno jest coraz bliżej

Wiele firm budowlanych ma praktycznie nóż na gardle. Wspomniana Hovnanian Enterprises na rynku utrzymywała się z powodzeniem od prawie 40 lat, ale ostanie cztery kwartały kończyła stratami. Jej akcje spadły od początku roku o 70 proc. i są najtańsze od sześciu lat. Przeciętnie papiery budowlanych spółek zostały przecenione od stycznia o połowę, w ślad za coraz gorszymi ich wynikami i prognozami. - Dno na rynku budowlanym jest blisko. Myślę, że pozostaniemy blisko niego jeszcze przez jakiś czas, zanim nastąpi odrodzenie - mówi jej szef Ara Hovnanian. Jego zdaniem, trzeba będzie na nie poczekać nawet do 2009 r.

Taktyka koncernów motoryzacyjnych

Zachęty są domeną głównie koncernów działających w skali całych Stanów. - Mają popodpisywane kontrakty na dostawy drewna i innych materiałów, których nie da się odwołać. Wolą więc budować z minimalnym zyskiem, żeby tylko działać i nie zatrzymywać korporacyjnej machiny - tłumaczą eksperci. Mniejsze firmy mają pod tym względem skromniejsze możliwości.

Koncerny budowlane uczą się taktyki, którą kilka lat temu opanowały z powodzeniem koncerny samochodowe. W czasie dekoniunktury w gospodarce tylko sypiąc jak z rękawa zniżkami, darmowymi ubezpieczeniami, darmowym paliwem i wieloma innymi zachętami były w stanie przekonać klientów do swoich produktów. Teraz tak samo jest w budownictwie - gdzie zachęty funkcjonowały w przeszłości, ale nigdy na podobną skalę. Rynek dusi się od nadmiaru nowych domów, a ich potencjalni właściciele są coraz bardziej nerwowi. Po pierwsze, nie wiedzą, jak mocno mogą spaść jeszcze ceny. A po drugie, mogą mieć dużo większe problemy z uzyskaniem kredytów, niż przed okresem lipcowo-sierpniowej zawieruchy. Na rynku oferujących kredyty hipoteczne zmniejsza się konkurencja, ponieważ od początku roku padła już co najmniej setka specjalizujących w tym firm. Poza tym banki zaostrzają standardy finansowania nawet dla swoich najlepszych klientów (są np. problemy z kredytami typu jumbo, czyli powyżej 417 tys. USD, kwoty gwarantowanej przez rządowe agencje).

Reklama
Reklama

Potencjalni właściciele domów nie przystąpią więc do zakupów, jeśli nie zostaną w odpowiedni sposób zwabieni.

Niektórym bankructwo zagląda w oczy

Oczywiście, wzbogacenie domu o samochód w garażu czy basen sporo kosztuje. - Firmy budowlane są zdesperowane. Zdarzają się przypadki, kiedy naprawdę sprzedają domy poniżej kosztów budowy - twierdzi Peter Coy, redaktor "BusinessWeeka". Jednak przedsiębiorstwa wolą przyjąć straty, a zdobyć trochę gotówki na finansowanie dalszej działalności i przeczekanie najgorszego (bo okazuje się, że dokładanie gratisów przynosi efekty - czego przykładem Hovnanian, który w ciągu jednego dnia "Transakcji Stulecia" sprzedał tyle domów, ile wcześniej w miesiąc).

Niemniej z finansami niektórych firm jest naprawdę krucho. Pięć spośród największych spółek budujących domy poniosło w II kwartale w sumie 1,85 mld USD strat i musiało dokonać odpisów za 2,9 mld USD ze względu na spadek wartości m.in. posiadanych gruntów. Z doniesień agencyjnych wynika także, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy co najmniej pięć notowanych na giełdzie spółek budownictwa mieszkaniowego musiało prosić swoje banki o złagodzenie warunków udzielonych kredytów. Inaczej mogłoby im grozić bankructwo.

Muszą wytrzymać do 2009 roku

Reklama
Reklama

Najnowsze prognozy nie poprawiają humorów. Według National Association of Realtors, liczba rozpoczynanych inwestycji w budownictwie mieszkaniowym w Stanach spadnie aż o 24 proc. w tym roku, a w przyszłym o kolejne 8 proc. i osiągnie w ten sposób poziom najniższy od 1992 r. Sprzedaż nowych domów ma natomiast obniżyć się o 24 proc. w tym i o 7,2 proc. w przyszłym roku, do poziomu nieobserwowanego od 1995 r. Wcześ- niej Stowarzyszenie liczyło, że sprzedaż nowych domów osiągnie absolutne dno pod koniec tego roku, ale teraz szacuje, że dekoniunktura przeciągnie się przynajmniej na I kwartał 2008 r.

Ale National Association of Realtors, zrzeszające 1,3 miliona agentów z rynku nieruchomości, i tak wykazuje dużą dozę optymizmu, zakładając, że ceny nowych domów w przyszłym roku ponownie zaczną rosnąć. Na przykład zdaniem analityków banku inwestycyjnego Lehman Brothers, nie ma na to absolutnie żadnych szans.

Według agencji ratingowej Moody?s, dekoniunktura na rynku nieruchomości potrwa co najmniej do 2009 r., a sprzedaż domów dopiero w najbliższych miesiącach spadnie na dobre.

fot. Bloomberg

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama