Ubiegły tydzień pokazał wielką słabość kupujących. Indeksy warszawskiej giełdy były jednymi z najsłabszych w regionie. Nie wykorzystaliśmy polepszenia klimatu inwestycyjnego na świecie. Dzień "trzech wiedźm", a w zasadzie ostatnia godzina handlu kontraktami wrześniowymi na WIG20, zgasił resztkę optymizmu na warszawskim parkiecie. Miała być godzina cudów, a stał się tydzień strachu. Odnoszę wrażenie, że chętnych do kupna przy obecnych poziomach jest coraz mniej. Polscy inwestorzy zaczynają być bardziej ostrożni, aniżeli zagraniczni gracze. Seria średnich i wręcz słabych danych w Stanach Zjednoczonych została zignorowana przez rynki światowe, oprócz naszego. Nasi inwestorzy wykazali się większym profesjonalizmem niż ich koledzy zza granicy. Mają bardziej "otwarte umysły" na sytuację za oceanem i wiedzą, czym to się może skończyć. Spadek cen domów w USA o 7,5 proc. w ujęciu rocznym, do najniższego poziomu od 1970 roku sugeruje, że kłopoty na rynku nieruchomości tam się dopiero zaczęły.

Czekanie na window dressing mogło okazać się bardzo kosztowne. Ogólne wyczekiwanie na "wyciąganie" kursów na koniec kwartału stało się bardzo złudne. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że część inwestorów wręcz wykorzystała ten okres do dystrybucji akcji. Trudno zresztą się dziwić. Dow Jones jest prawie przy szczytach i trudno oczekiwać, że dalej będzie rósł bez korekty. Przed nami ciężki dla inwestorów październik, a przewidywania analityków są coraz gorsze. Cykliczność koniunktury nakazuje zachować ostrożność w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Skoro oczekiwany jest powrót spadków, to po co kupować? Wydaje się to oczywiste, ale tak naprawdę oczywiste nie jest. Przy tak płytkim rynku, wszystko może się zdarzyć. Manipulowanie kursami akcji, bo tak należy określić to, co się dzieje w ostatnim czasie w końcówkach sesji, wydaje się zaskakująco proste. Takie godziny cudów aż proszą się o kontrolę i pokazują, że warszawskiej giełdzie jeszcze dużo brakuje do rynków rozwiniętych. Warto zwrócić uwagę na rynek futures. Tam "skazano" nas na spadek. Gdyby było to jeszcze potwierdzone obrotami...