Na rynku miedzi wciąż w najlepsze trwa trend wzrostowy, rozpoczęty w połowie sierpnia, który widać także wśród innych surowców - złota czy ropy naftowej. W tym czasie notowania czerwonego metalu poszły w górę już o jedną piątą. Najprawdopodobniej wzrost cen surowców utrzyma się, dopóki będą spadać notowania dolara, a ze Stanów Zjednoczonych nie nadejdą dość wyraźne oznaki pogarszania się sytuacji w gospodarce. Bezpośrednią przyczyną wywindowania cen miedzi do 8155 USD za tonę w kontraktach trzymiesięcznych w Londynie, poziomu najwyższego od ponad dwóch miesięcy, mogły być w piątek informacje o szykującym się strajku w spółce Southern Copper z Peru. Jest to piąty co do wielkości gracz na rynku wydobycia miedzi na świecie. Protest ma rozpocząć się we wtorek. Korzystnym sygnałem dla posiadaczy długich pozycji są także doniesienia z Chile, czyli kraju, skąd pochodzi najwięcej miedzi. Tamtejsza produkcja spadła w sierpniu do poziomu najniższego od sześciu miesięcy - podał w czwartek Narodowy Instytut Statystyczny w Santiago de Chile. Chilijska produkcja może okazać się w tym roku niższa od prognozowanych 5,67 mln ton, głównie wskutek pięciotygodniowego strajku w kopalniach spółki Codelco, do którego doszło na przełomie czerwca i lipca. Jak widać, chilijskie górnictwo miedzi w sierpniu jeszcze nie wróciło do formy. Niedobory podaży uwidaczniają się w statystykach zapasów. Te, które są monitorowane przez giełdy w Nowym Jorku, Londynie i Szanghaju, spadły w tym roku o 20 proc., do 196,8 tys. ton. Odpowiada to zaledwie pięciodniowemu zużyciu miedzi na świecie. Według analityków banku UBS, ceny metalu mogą wkrótce wyrównać zeszłoroczne rekordy, kiedy płacono po 8800 USD za tonę.

PARKIET