Zmniejsza się popyt na kredyty hipoteczne, a banki w pogoni za klientem zwiększają ich dostępność i rozwijają nowe segmenty rynku. Kredytobiorcą może już teraz zostać osoba, która nie ma wkładu własnego (wiele banków finansuje już do 100 proc. wartości rynkowej nieruchomości, np. Bank Millenium, Nordea Bank, DomBank, Santander Consumer Bank), nie ma precyzyjnie udokumentowanych dochodów (np. Nordea Bank, Santander Consumer Bank), a nawet wykazuje się opóźnieniami w spłacie kredytów i figuruje w rejestrze dłużników (DomBank). Czy rośnie więc polski rynek kredytów subprime, które finansują osoby niemogące skorzystać z usług banków na drodze standardowej procedury?
Polityki kredytowej Santander Consumer Banku broni Piotr Cziura, członek zarządu. - Nasz bank ma za sobą wielką tradycję, staramy się postępować rozsądnie i nie generować portfela NPV bliskiego 100 proc. Nie obawiamy się udzielania kredytów bez wkładu własnego, ale nie przekraczamy jednak poziomu 100 proc., w przeciwieństwie do niektórych konkurencyjnych banków - podkreśla Cziura.
Według Rafała Grudniewskiego, eksperta firmy emFinanse, nierozsądnie postępują te banki, które udzielają kredytu na ponad 100 proc. wartości nieruchomości. Taki produkt, pod nazwą Hipoteka Max, proponuje m.in. DomBank. Finansuje do 130 proc. wartości nieruchomości. - Powyżej 110 proc. zaczyna się ryzykowna gra. Taki poziom to dużo z punktu widzenia możliwości pomniejszenia obowiązkowych rezerw - ostrzega ekspert firmy emFinanse. Z kolei Krzysztof Oppenheim, prezes Oppenheim Enterprise, przestrzega przed udzielaniem kredytów młodym ludziom o niepewnej sytuacji życiowej. - Dwudziestolatkowie o krótkim stażu pracy to duże zagrożenie przy kredycie bez wkładu własnego. Ale jeśli bank prawidłowo ustawi system scoringowy, zabezpieczający przed udzielaniem ryzykownych kredytów, nie mamy się czego obawiać - przekonuje Oppenheim.
Mimo rozluźnienia polityki kredytowej w wyniku walki o klienta nie można jednak mówić o rozwoju rynku subprime w Polsce - twierdzi prezes Oppenheim. - To zjawisko zostało zastopowane "rekomendacją S", która utrudniła dostęp do zaciągania kredytów w walutach obcych. Trendy światowe wskazują, że powinniśmy się spodziewać wprowadzenia obostrzeń co do udzielania kredytów bez wkładu własnego. Jest boom i pogoń za klientem, ale na ten moment nie ma wielu niespłacanych kredytów. Stąd - w ocenie banków - nie ma niebezpieczeństwa - mówi Oppenheim. Innego zdania jest Cziura, który twierdzi, iż słabsi gracze bankowi będą powoli rozwijali rynek subprime.
Uspokajające dane przedstawił Instytut Globalizacji. Według jego ekspertów kryzys występujący w tej chwili na rynkach zachodnich nie jest groźny dla Polski. Dlaczego? Bo w Polsce jedynie 1,5 procent kredytów udzielonych do tej pory przez banki można określić jako kredyty o podwyższonym ryzyku spłacalności. Na dziś nie ma więc żadnego zagrożenia, tym bardziej że ceny nieruchomości i płace wciąż rosną.