Europejska Giełda Energii (EEX) zmniejszy o jedną trzecią pobierane opłaty administracyjne. Chce w ten sposób zatrzymać stały odpływ uczestników obrotu, których większość dawno już wybrała usługi mniejszych pośredników rynku elektryczności.
Od stycznia prowizja pobierana przez lipską giełdę spadnie z 1,5 do 1 euro centa za każdą sprzedaną megawatogodzinę - zapowiedział w wywiadzie dla agencji Bloomberga Maik Neubauer, dyrektor wykonawczy operatora. To znacząca zmiana dotychczasowej polityki firmy, która nie obniżała opłat od sześciu lat.
Niemcy nie mieli jednak wyboru. Nie tylko tracą w międzynarodowej konkurencji na rzecz skandynawskiego parkietu Nord Pool, ale też spada ich udział w rodzimym rynku elektryczności. W ciągu roku wolumen transakcji zawieranych na EEX spadł o 52 proc. Od stycznia do października producenci sprzedali za jej pośrednictwem 162 terawatogdziny. - Trzeba iść tam, gdzie rynek jest płynny, a na dziś jest tak u brokerów - komentuje Paul Mead, dyrektor zarządzający odpowiedzialny za energetykę w Citigroup.
Pośrednicy tacy jak ICAP, GFI Group i Tullett Prebon Energy kontrolują już 86 proc. niemieckiego rynku. Pobierają oni prowizje o połowę niższe niż giełda. Ponadto zapewniają anonimowość uczestników obrotu i dają im możliwość składania zamówień przez telefon.
Kontrakty futures na elektryczność (dostawa w 2008 roku) osiągnęły w październiku rekordową wartość 62,85 euro/MWh.