Reklama

Nastroje są już niemal świąteczne

Najpierw Donald Kohn, a później Ben Bernanke wygłosili opinię, że polityka monetarna powinna być elastyczna i reagować na zachodzące zmiany w gospodarce i jej otoczeniu finansowym. Rynki odebrały to jednoznacznie - nie tylko inflacja jest ważna.

Publikacja: 03.12.2007 07:49

Ostatni tydzień pokazał, że Amerykanie żyją kolejną obniżką stóp procentowych. Uważają, że obniżenie ceny pieniądza jest tak samo pewne, jak świąteczne przeceny w odwiedzanych tłumnie centrach handlowych. Dyskusja nie dotyczy już tego, czy do obniżki dojdzie, ale tego, jaka ona będzie duża. Coraz częściej pojawiają się opinie, że nie wyniesie ona 25, ale 50 pkt bazowych. Zaczyna to przypominać pisanie listów do św. Mikołaja z prośbą o prezent. Na taki ruch raczej nie ma co liczyć.

Rewizje w górę

Co do samej obniżki, to ostatnie wypowiedzi przedstawicieli władz monetarnych w USA sygnalizują, że faktycznie jest ona prawdopodobna. Najpierw Donald Kohn, a później Ben Bernanke wygłosili opinię, że polityka monetarna powinna być elastyczna i reagować na zachodzące zmiany w gospodarce i jej otoczeniu finansowym. Rynki odebrały to jednoznacznie - nie tylko inflacja jest tu ważna, ale także czynnik wzrostu gospodarczego. Skoro czynnik ten ostatnio wykazuje osłabienie, to należy mu pomóc. Stąd niedaleko do stwierdzenia, że obniżka stóp jest właściwie przesądzona.

W ubiegłym tygodniu poznaliśmy zrewidowane dane dotyczące dynamiki i struktury PKB w USA w III kw. 2007 roku. Wcześniejsza estymacja została zrewidowana w górę o cały punkt procentowy. Z publikacji wstępnych szacunków wynikało, że dynamika PKB wyniosła 3,9 proc., ale pierwsza rewizja wskazuje na wzrost o 4,9 proc. Co ciekawe, kolejna rewizja może tę dynamikę jeszcze nieznacznie podnieść, a to za sprawą danych o wielkości wydatków na inwestycje budowlane. Przy publikacji tych danych za październik pojawiła się rewizja wartości z sierpnia i września, co umożliwia podniesienie przypuszczalnej dynamiki PKB w III kw. do ok. 5 proc.

Za wspomnianym wzrostem dynamiki PKB w III kw. stoją rewizje dotyczące danych o zmianie wielkości zapasów oraz dane o wyniku wymiany handlowej z zagranicą. W tym drugim przypadku mamy wyraźny skutek słabnącego dolara. Nie zmienia to faktu, że prognozy na IV kw. pozostają niskie. Mówi się o wzroście gospodarczym o 1,5 proc., choć jest kilka czynników, które kreują ryzyko jeszcze mniejszej dynamiki wzrostu PKB. Wiadomo, że wzrost eksportu nie będzie już tak szybki, jak kwartał wcześniej. W III kw. wynik wymiany z zagranicą dodał 1,4 pkt procentowego do wzrostu PKB. W IV kw. już takiego wyniku nie należy się spodziewać. Od dawna mówi się o słabnącej konsumpcji. Właśnie IV kw. ma być tego ewidentnym przejawem. 2,7 proc. wzrostu w III kw. może pozostać tylko marzeniem.

Reklama
Reklama

Wreszcie - mamy spadek zysków przedsiębiorstw. W III kw. wyniósł on 1,2 proc., podczas gdy w II kw. był to wzrost o ponad 6 proc. Oczywiście największy spadek zanotowano w sektorze finansowym, gdzie w wyniku spółek widać echa spadku akcji kredytowej na rynku kredytów hipotecznych i zawirowań na rynku długu na tych kredytach opartym. Spadek wyniku spółek branży finansów wyniósł 5,6 proc. Sektor pozafinansowy także zanotował spadek, choć znacznie mniejszy (-1,5 proc.). Ciekawą informacją jest także zmiana w wielkości wyniku osiąganego przez amerykańskie firmy za granicą. Wynik przedsiębiorstw generowany w kraju spadł o ponad 3 proc., a wynik generowany za granicą (stanowiący około jednej piątej całkowitej kwoty zysków) wzrósł o 7 proc. Także i tu swoje piętno odcisnął słabnący dolar.

Prognozy na najbliższe kwartały, a więc i IV kw. 2007 roku, nie są optymistyczne. Mówi się o dalszym spadku wyniku przedsiębiorstw, za co obwinia się słabnący popyt krajowy. Takie oczekiwania skutecznie hamują zapędy przedsiębiorstw do rozpoczynania projektów inwestycyjnych. W kontekście inwestycji warto pamiętać o tym, co dzieje się na rynku długu. Rentowność papierów emitowanych przez przedsiębiorstwa musi znacznie przekraczać to, co oferują papiery skarbowe. Spread między obiema grupami rentowności jest rekordowy. Wysoki koszt długu to kolejny czynnik zmniejszający zapał do inwestowania. Wygrać mogą jedynie projekty o wysokiej rentowności, które mają szansę sprostać znacznym wymaganiom dotyczącym kosztu finansowania. Obniżki stóp procentowych niewiele tu zmieniają. Wskaźniki nastrojów jasno pokazują, że przedsiębiorcy podchodzą do najbliższej przyszłości z rezerwą, a inwestycje przecież w dużej mierze opierają się na optymistycznym spojrzeniu w przyszłość.

Rynek sądzi, że FOMC poprzez stymulację tanim pieniądzem będzie się starał poprawić układ kosztów przedsiębiorstw, podtrzymać dodatnią dynamikę konsumpcji czy wreszcie poprawić relację między różnymi rodzajami długu na rynku kredytowym. W tej chwili widać znaczny popyt skierowany głównie na rynek długu bezpiecznego. Papiery skarbowe notuję rekordowo niską rentowność. To z jednej strony skutek dużego popytu na nie, a z drugiej oczekiwania, że stopy będą jeszcze niższe. Kontrakty na stopy procentowe w USA wyceniają spadek stopy funduszy federalnych do 3,75 proc. w czerwcu (obecnie 4,5 proc).

Na świecie nie liczą

na obniżki

Oczekiwania dalszej redukcji stóp w USA kontrastują z resztą świata, gdzie o obniżkach stóp się raczej nie mówi. Ostatnio opublikowana wyższa inflacja w strefie euro jest czynnikiem, który skłania do rozważenia decyzji o podniesieniu stóp przez Europejski Bank Centralny. Taki układ oczekiwań przekłada się na prognozy zmian na rynku walutowym, gdzie oczekuje się dalszej deprecjacji waluty amerykańskiej. W ubiegłym tygodniu dolar się umacniał, co można uznać za korektę poprzedniego dużego spadku. W przypadku pary EUR/USD graczy onieśmiela bariera 1,5 dolara za euro.

Reklama
Reklama

Rynek akcji wraz z rosnącym dolarem odbił w górę. Okres świąteczny sprzyja miłym nastrojom. Pojawiły się znowu nadzieje na większą zwyżkę. Średnia przemysłowa Dow Jones oddalona jest od swoich szczytów "tylko" o kilka procent. Wygląda na to, że strach przechodzi powoli w nadzieję. Faktycznie, płaska korekta po mocnym środowym wyskoku cen w górę pozwala oczekiwać dalszej zwyżki w USA.

Trochę techniki

W ubiegłym tygodniu zamieściłem wykres indeksu WIG, który zbliżył się do swojego ważnego wsparcia, jakim jest poziom 54 tys. pkt. W ciągu ostatnich pięciu dni ponownie doszło do zbliżenia i ponownie od tego poziomu indeks się odbił. Sytuacja analogiczna ma miejsce w okolicach 3400 pkt na wykresie indeksu WIG20 (Wykres 1). To są długoterminowe wsparcia, których przełamanie miałoby fatalne techniczne następstwa. Po zachowaniu podaży na początku tygodnia widać było brak wiary, by do takiego przełamania doszło. Niewielki obrót w trakcie przeceny stawał się czynnikiem, który miał uaktywnić popyt. I uaktywnił. Druga część tygodnia to przewaga popytu. Może nie druzgocąca posiadaczy krótkich pozycji, ale jednak przewaga. Wsparcia spełniły swoją rolę. Teraz popyt musi pokonywać opory. Już z pierwszym ma pewien kłopot, co widać na wykresie (Wykres 2). Dwukrotnie próbowano wyjść ponad 3600 pkt, bez powodzenia. Pocieszeniem dla byków jest jedynie fakt, że ceny nie spadły z hukiem, ale nadal trzymają się blisko poziomu sygnalnego. Pokonanie 3660 pkt otworzy nam drogę do okolic 3800 pkt. Przynajmniej, choć pojawiają się opinie, że ubiegły tydzień zakończył korektę spadkową. To oczywiście dość odważne słowa, tym bardziej że poziom 3600 pkt nie został jeszcze pokonany. Dajmy szansę rynkowi, by wskazał nam

odpowiedź.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama