Pierwsza sesja nowego miesiąca nie przyniosła kontynuacji ruchu w górę, jaki trwał przez większość poprzedniego tygodnia. Skala zniżki nie była jednak na tyle duża, byśmy mogli mówić o tym, że lepszy czas dla posiadaczy akcji zakończył się. Tym niemniej trzeba przyznać, że sytuacja ich jest w dalszym ciągu dość trudna. Z jednej strony, mamy sygnały wskazujące na możliwość trwalszego ruchu w górę, jak choćby spadek w drugiej połowie listopada 12-miesięcznej zmiany S&P 500 w pobliże zera. W ostatnich latach kilka razy w takich sytuacjach indeks wyhamowywał zniżki. Równocześnie jednak pojawiają się coraz to nowe niepokojące na dłuższą metę sygnały. Wśród nich zwraca uwagę niedawny spadek S&P 500 aż o ponad 4 proc. poniżej 12-miesięcznej średniej kroczącej. W czasie obecnej hossy w najgorszym przypadku indeks schodził 2,5 proc. poniżej tej średniej. To pokazuje nam wynik inwestycji względem średniego poziomu cen z ostatnich 12 miesięcy. Gdy przeciętny kupujący w tym czasie akcje nie jest w stanie na nich zarobić to zły znak i potwierdzenie słabnięcia koniunktury. Pozytywnie na nastroje wpływają plany pomocy osobom, które nie są w stanie spłacać regularnie kredytów. Wczoraj mówiło się, że porozumienie w tej sprawie jest już bardzo blisko. Pytanie jednak, czy w krótkim okresie może to rzeczywiście pomóc w zażegnaniu kryzysu na rynku nieruchomości. Pewnie jest w stanie przyczynić się do tego, by sytuacja nie pogarszała się w tak szybkim tempie, jak ostatnio, ale chyba nie wystarczy do jej poprawy. Do tego inwestorzy teraz w mniejszym stopniu "żyją" tym, co dzieje się na rynku nieruchomości, a bardziej skupiają się na konsekwencjach dotychczasowego kryzysu dla innych gałęzi gospodarki. W tym kontekście wczorajszy indeks ISM, który obniżył się w listopadzie względem października i utrzymał się blisko granicy oddzielającej recesję od rozwoju sektora przemysłowego, wpisał się w całą serię danych wskazujących na słabnięcie amerykańskiej gospodarki.

PARKIET