Amerykanie mają najwięcej powodów, by ciąć koszty kredytu. Muszą wyplątać się z pułapki kredytowej. Henry Paulson, sekretarz skarbu USA, informował wczoraj republikańskich kongresmenów, co robią władze państwa i banki, by uchronić setki tysięcy rodzin przed bankructwem i utratą domów kupionych za pożyczone pieniądze.
Ostatecznych ustaleń jeszcze nie ma, ale z przecieków wynika, że do pięciu lat zostanie przedłużony okres, w którym oprocentowanie kredytów będzie względnie niskie. Chodzi o to, by uchronić tych właścicieli domów, którym banki pożyczyły pieniądze mimo niskiej wiarygodności finansowej. Rosnąca fala przypadków niewypłacalności stała się zalążkiem poważnego kryzysu, którego skutki odczuwalne są niemal na całym świecie.
Wielka troska o wydatki
- Określenie terminu zmiany oprocentowania ze startowego na wyższe jest bardzo ważne i dobrze, że każdy wydaje się podążać w tym samym kierunku - ocenia wysiłki i propozycje różnych zainteresowanych gremiów Michael Barr, profesor prawa University of Michigan. Teraz, jego zdaniem, istotne jest, jakie dodatkowe kroki zostaną podjęte, aby kredytobiorcy z kategorii ryzykownych (subprime) nie znaleźli się na bruku.
Według szacunków banku UBS, przez najbliższe dwa lata każdego miesiąca dla stu tysięcy kredytobiorców będzie się kończył okres niższego oprocentowania. W październiku tego roku liczba właścicieli domów zagrożonych ich utratą, w stosunku do tego samego miesiąca 2006 r., wzrosła dwukrotnie. Zwykle kredyty subprime początkowo oprocentowane są na 7-9 proc., a później stopa zwiększa się do 11-13 proc.