Tuż przed świętami, 21 grudnia wejdzie w życie rozporządzenie wydane właśnie przez ministra gospodarki Waldemara Pawlaka. Określa ono wartość energetyczną biokomponentów i paliw ciekłych. Na ten dokument czekało wiele firm chcących rozpocząć działalność w branży biopaliw, choć już dysponują niezbędną infrastrukturą produkcyjną. Problem mieli głównie wytwórcy estrów metylowych, bo rynek bioetanolu funkcjonuje od kilku lat.
Kij na odbiorców biopaliw
Wszystko dlatego, że w Polsce brak było mechanizmu zmuszającego firmy paliwowe do dodawania biokomponentów do benzyn i olejów napędowych. Ma takowy zaistnieć od 2008 roku w postaci tzw. Narodowego Celu Wskaźnikowego. To ustawowo określony poziom ekopaliw, jaki musi znaleźć się w obrocie. Na przyszły rok został on określony na 3,45 proc. wartości energetycznej wszystkich sprzedawanych paliw (łącznie: tradycyjnych i bio). Do tej pory nie było jednak wiadomo, jak określać "wartość energetyczną" i w konsekwencji, jak ją przeliczać na ilość biokomponentów dodawanych do paliw ropopochodnych.
Ten problem rozwiązuje rozporządzenie. Jego ważną konsekwencją jest fakt, że wyznaczenie wartości opałowych umożliwi tak naprawdę naliczanie przez Urząd Regulacji Energetyki kar dla firm paliwowych, które nie zastosują się do obowiązku dodawania biokomponentów. - Bez tego przepis o NCW byłby martwy. Brak kar to tak naprawdę brak możliwości egzekwowania obowiązku dolewki - tłumaczy Tadeusz Zalewski, prezes Krajowej Izby Biopaliw (KIB).
Zdaniem specjalistów z KIB, ponieważ wartość energetyczna biokomponentów jest niższa niż paliw tradycyjnych, udział ilościowy tych pierwszych wyniesie ok. 3,8 proc. w przypadku estrów metylowych (dodawanych do diesla) i ok. 5 proc. w przypadku bioetanolu (dodawanego do benzyn). Można szacować, że jeśli tegoroczna sprzedaż benzyn i olejów napędowych w przyszłym roku będzie podobna, to potrzeba będzie około 600-700 tys. biokomponentów.