...a Ben Bernanke dyryguje orkiestrą. Oby nie do końca. Tak metaforycznie można określić to, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych w ostatnich miesiącach od chwili, gdy na powierzchnię wypłynął temat kryzysu na rynku kredytów subprime. Światowymi rynkami kapitałowymi wstrząsnęło, a szef amerykańskiego banku centralnego postanowił wziąć ster w swoje ręce. I poczuł wiatr w żaglach.
Gdy wartości spółek i indeksy wszystkich giełd szły w dół, Ben toczył bohaterską walkę z przeciwnościami losu. A wymagało to nie lada odwagi. Zwłaszcza cywilnej. Gdy w połowie sierpnia cały świat usłyszał o amerykańskich problemach z kredytami subprime, szef Fedu wszem i wobec głosił politykę silnego dolara. Dziś już nikt o tym nie pamięta. Jak tylko inwestorzy zaczęli się bać o kondycję amerykańskiej gospodarki Bernanke postanowił stanąć na głowie i pokazać całemu światu, że, co jak co, ale gospodarka Stanów Zjednoczonych cały czas przeżywa okres prosperity. Nie było to jednak takie proste.
Na początek Ben postanowił zmienić politykę pieniężną. Na efekty nie trzeba było długo czekać: cena ropy, coraz więcej krajów planujących zrezygnować z części dolarowych rezerw walutowych, przekroczenie magicznej granicy 1,50 dolara za do euro i internauci z całego świata masowo kupujący w amerykańskich sklepach online - to tylko niektóre z efektów działań Bernanke. Jednak osiągnięty został cel - cały świat zobaczył dane pokazujące, że USA mają się świetnie. Czy oznacza to, że ręczne sterowanie gospodarką przyniosło zamierzone efekty? Jeśli za takowe uznajemy zachowanie rynków finansowych, to odpowiedź może być twierdząca. Jednak jeśli szukamy odpowiedzi na pytanie, w jakim kierunku podąża amerykańska gospodarka, to nie tędy droga, drogi Benie.
Działania, które w ostatnich kilku miesiącach podejmował szef Fedu, cechowała nasilająca się panika. Realizacji celów, jakie przed sobą stawiał, przyświecała zasada "po trupach do celu". Wynikiem tych działań była śmierć amerykańskiej waluty, wizerunku Fedu, a także rzetelności danych na temat gospodarki USA - aby osiągnąć oczekiwany poziom wskaźników zmieniane były bazy kalkulacji wartości.
Drugi fundamentalny cel Bernanke, czyli pompowanie pieniędzy w przeżywające ogromne problemy z płynnością instytucje finansowe, zostało osiągnięte kosztem całkowitej utraty kontroli nad inwestorami. Obecnie gracze na światowych parkietach czują się bardziej bezkarni niż kiedykolwiek i podejmują coraz większe ryzyko. A to grozi kolejną, jeszcze większą katastrofą.