Przecena na rynkach amerykańskich, jaka pojawiła się po opublikowaniu decyzji FOMC, była nieco zaskakująca i nasz rynek
również, podobnie jak cały świat, musiał na nią zareagować. Notowania zaczęły się więc pod poziomem zamknięcia z wtorku. Jak się później okazało, były to jedne z najniższych poziomów wczorajszego dnia. Cała sesja to najpierw odrabianie początkowego spadku cen, a później już kolejne fale zakupów w "zielonej strefie" dodatnich notowań.
Rozstrzyganie, czy spadek w USA był słuszny, czy nie, nie ma większego sensu. Rynek zawsze zachowuje się słusznie. Oczekiwania inwestorów okazały się bardziej wyśrubowane od tego, co zostało im podane. Stopy zostały obniżone o 25 pkt bazowych, co już rozczarowało część uczestników rynku (choć trzeba przyznać, że większa obniżka wywołałaby więcej pytań o faktyczny stan amerykańskiej gospodarki), a do tego komitet w swoim komunikacie wcale nie zasygnalizował, że kolejne obniżki stóp to pewnik. Rynek się ich spodziewa i wiele wskazuje na to, że one się pojawią, ale widocznie oczekiwano bardziej stanowczej wskazówki. Za spadek cen odpowiedzialne były także nastroje, które w krótkim czasie stały się bycze i należało je nieco schłodzić, o czym wspominał analizujący amerykańskie newslettery Mark Haulbert.
Reakcja Amerykanów wprowadziła nieco zamieszania i na naszym rynku, ale wygląda na to, że zamieszanie to już jest za nami. Niskie otwarcie sprowadziło ceny w okolice dołka z czwartku. Jak pamiętamy, dołek ten można uznać za pierwszy poziom wsparcia. Zapewne pod nim ustawionych było sporo stopów. Te nie zostały
jednak aktywowane. Rynek terminowy nie spadł aż tak nisko. Pod swoim dołkiem z czwartku