Ministerstwa finansów Estonii i Litwy zapowiedziały wczoraj, że inflacja w ich krajach nadal będzie rosła. W obu przypadkach zwiększa to obawy o przegrzanie koniunktury gospodarczej w tych dawnych republikach radzieckich.
Litewskie ministerstwo już czwarty raz w tym roku podniosło swoją prognozę. Średnia stopa inflacji ma w tym roku ostatecznie wynieść 5,8 proc., a nie 5,5 proc., jak przewidywano jeszcze w listopadzie. W grudniu ceny konsumpcyjne mogą wzrosnąć nawet o 8,3 proc. w stosunku rocznym w porównaniu z 7,8 proc. w minionym miesiącu. A była to najwyższa inflacja od 10 lat.
Agencja ratingowa Fitch 7 grudnia poszła w ślad Standard & Poor?s i obniżyła ocenę wiarygodności kredytowej Litwy. Uzasadniono to przegrzaniem gospodarki i rosnącym ryzykiem gwałtownego spowolnienia powiększonym w ostatnich miesiącach wysoką inflacją.
Estoński minister finansów Ivari Padar zapowiedział, że inflacja w tym bałtyckim kraju, która w listopadzie wyniosła 9,1 proc. i była największa od dziewięciu lat, w pierwszej połowie przyszłego roku przekroczy 10 proc., co będzie skutkiem podniesienia podatków.
Od stycznia rząd podniesie o co najmniej 10 proc. podatek akcyzowy od alkoholu, tytoniu i paliw, aby sprostać unijnym wymogom równej konkurencji. Decyzję w tej sprawie podjęto jeszcze w kwietniu, przed tegorocznym wzrostem światowych cen żywności i służyła ona temu, by złagodzić tempo wzrostu inflacji w latach 2009-2010, kiedy skutki podniesienia podatków będą już mniej dotkliwe.