Problemem są Stany, które otwierają się w momencie, gdy do zamknięcia na warszawskiej giełdzie zostaje godzina lub dwie. Z uwagi na różnicę czasu Nowy Jork zamyka się jednak po 22 lub 21. Gdyby giełda warszawska była otwarta do tej godziny, to może rzeczywiście inwestorzy zza oceanu byliby na niej bardziej aktywni (tym bardziej że najciekawsze rzeczy dzieją się często właśnie na zamknięciu lub po podaniu istotnych danych). Od 9 do 21 to jednak 12 godzin i takiego rozszerzenia czasu notowań nikt sobie chyba nie wyobraża. Dodanie godziny lub półtorej czy dwóch z tego punktu widzenia nic nie zmienia.
Obecna sesja trwa od 9 do 16.30, czyli siedem i pół godziny. Trzeba się do niej przygotować, dzięki czemu dilerzy i zarządzający z tzw. buy side z reguły przychodzą do pracy nieco przed czasem. Po sesji jest czas na czytanie analiz, zajęcie się tzw. papierologią i różnymi innymi rzeczami, których się nie zrobiło wcześniej. Powoduje to, że z reguły o 17 i później duża część zespołów asset management siedzi na stanowiskach. Na sell side, w biurach i domach maklerskich maklerzy i analitycy przychodzą do pracy wcześniej, nierzadko na 7 rano, by wyjść nieco po sesji, po załatwieniu tzw. papierologii. Wydłużenie sesji będzie miało największy wpływ właśnie na czas pracy tych ostatnich. Oficjalnie mówi się oczywiście o wprowadzeniu pracy na zmiany, ale w wielu firmach skończy się to po prostu dłuższym czasem pracy. Z 10 godzin między 7 a 17 może się on zwiększyć do 11 – 12 godzin. W nagłe podwojenie etatów nie wierzę również dlatego, że trochę dłuższa sesja to wciąż 8,5 – 9,5 godziny, a więc nie dwa etaty, lecz jeden i część etatu.
W biurach i domach maklerskich skończy się to pewnie tym, że po prostu maklerzy i analitycy będą pracować dłużej, zwłaszcza tam, gdzie nie ma kto ich zastąpić, przychodząc na tzw. zakładkę (tak jak w niewielkich POK-ach, które wciąż istnieją w wielu miejscach). Na buy side zarządzających też pewnie ani nie podwoją, ani nie zatrudnią nowych na 1/8 etatu. Jedni „posiedzą” dłużej, a drudzy po prostu będą przychodzić lub wychodzić w trakcie sesji, od czasu do czasu mogąc przeoczyć jakieś ważne zamknięcie lub otwarcie.
Kto na tym zyska? Nie wiem. Giełda? Szczerze wątpię. Stracą maklerzy i zarządzający, a wydaje się, że pewnie i klienci.
[b]Frank Henkerhoff, rzecznik prasowy Deutsche Boerse [/b]
[srodtytul]Są różne możliwości handlupo zamknięciu głównego rynku[/srodtytul]
Jeszcze przed kilkoma laty handel na frankfurckiej giełdzie w ramach elektronicznego systemu transakcyjnego Xetra prowadzony był do godziny 20. Niemniej jednak krytyczne głosy ze strony banków i funduszy inwestycyjnych skłoniły nas do skrócenia sesji do 17.30. Podobną godzinę zamknięcia notowań mają inne zachodnioeuropejskie rynki, dzięki czemu nie mamy kłopotu z dual listingiem naszych spółek. Wszyscy uczestnicy rynku oceniają, że to dobry konsensus.
Handel do godziny 20 dalej jest możliwy w ramach tzw. floor trading, czyli na bazie wymiany zleceń między maklerami. Dotyczy on spółek z nieregulowanego segmentu open market, który stworzyliśmy z myślą m. in. o spółkach zagranicznych z innych stref czasowych. Często sami brokerzy decydują, jakimi akcjami chcą obracać w tym segmencie.
Niemieccy inwestorzy indywidualni mają dostęp do handlu akcjami po godz. 17.30 – do 20 – na platformie TradeGate, której jesteśmy większościowymi udziałowcami. Niedawno TradeGate zyskał status rynku regulowanego, dzięki czemu jego funkcjonalność przypomina nasz główny, frankfurcki parkiet.
[b]Czcibor Dawid, wiceprezes TMS Brokers[/b]
[srodtytul]Reakcja na konkurencję platform obrotu jest konieczna[/srodtytul]
Pomysł wydłużenia handlu na GPW jest podyktowany chęcią rozwoju rodzimego rynku finansowego. Wydłużenie sesji i zamknięcie handlu wraz z zakończeniem sesji na rozwiniętych zachodnich giełdach europejskich z pewnością zwiększy konkurencyjność polskiego rynku. Już na początku 2008 r. pojawiła się podobna idea wydłużenia sesji – jednak pod wpływem sprzeciwu brokerów osiągnięto porozumienie polegające na wcześniejszym rozpoczęciu handlu.
Tym razem brokerzy również mogą nie być przekonani do tej propozycji, wiąże się to bowiem z oczywistymi dodatkowymi kosztami. Firmy maklerskie będą musiały dodać po jednym – dwóch maklerów, żeby odpowiedzieć na konieczność wprowadzenia systemu zmianowego.
Dodatkowym skutkiem ubocznym, który dotknie mniejszych spółek, będzie pewne pogorszenie płynności – zobaczymy dalsze rozciągnięcie i tak już niewielkich obrotów w ciągu dnia. Niemniej wydłużenie godzin handlu na GPW pomimo pewnej niedogodności jest naturalną i konieczną reakcją na konkurencję ze strony wielostronnych platform obrotu (MTF), które już teraz stanowią interesującą alternatywę również w zakresie obrotu instrumentami powiązanymi z akcjami spółek i indeksami dostępnymi na warszawskiej giełdzie.
[b]Mirosław Kachniewski,dyrektor generalny Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych[/b]
[srodtytul]Ważna zmiana przede wszystkim dla inwestorów zagranicznych[/srodtytul]
Dla spółki notowanej na Giełdzie Papierów Wartościowych jedną z kluczowych spraw jest wartość obrotu jej akcjami. Trudno przesądzić, czy wydłużenie sesji zwiększy wolumen obrotu, czy jedynie rozłoży go na większą liczbę godzin.
Aby wyjaśnić tę wątpliwość, należałoby przeanalizować wartość obrotu akcjami spółek notowanych na GPW na alternatywnych platformach obrotu poza obecnymi godzinami pracy warszawskiej giełdy. Analiza obrotów po przesunięciu w 2008 r. otwarcia GPW na godzinę 9 nie jest w pełni przydatna. Warszawski rynek jest dużo bardziej związany z rynkiem amerykańskim niż azjatyckim, ponieważ dla inwestorów ważniejsze jest zamknięcie sesji niż jej otwarcie.
Wydłużenie sesji może mieć istotne znaczenie dla inwestorów zagranicznych, którzy mogliby reagować na rynku w Warszawie na wydarzenia po otwarciu notowań na Wall Street.
[b]Krzysztof Polak, dyrektor Biura Maklerskiego Alior Banku[/b]
[srodtytul]Zyski z wydłużonego handlu nie zrekompensują wyższych kosztów[/srodtytul]
Wydłużenie sesji nie spowoduje wzrostu zatrudnienia w biurach maklerskich. Już teraz nasi maklerzy pracują na dwie zmiany. Skróci się jedynie „zakładka”. Podobnie jeśli chodzi o konsultantów w call center. Dziś linia informacyjna działa o wiele dłużej niż godziny pracy warszawskiej giełdy. Nie będzie miało to znaczenia także dla działania platformy internetowej, na której większość operacji odbywa się automatycznie.
Kłopot pojawia się w obszarze zespołów sprzedażowych, opartych na relacjach maklera z klientem. Chcąc się dobrze przygotować do pracy, makler zaczyna dzień o 7 – 7.30. Czyta prasę, depesze, analizy i raporty. Także kończy pracę dużo później, niż zamyka się giełda. Nie możemy zmusić maklerów, żeby pracowali 12 godzin na dobę. Z drugiej strony klienci mają swoje przyzwyczajenia i nie chcą zaczynać sesji z jednym maklerem, a kończyć z innym.
Niektóre oddziały biur maklerskich otwierają się dziś już po otwarciu sesji i nie stanowi to większego problemu. Gdy będą się zamykać przed zamknięciem sesji, także nie będzie tragedii, choć coraz większa część handlu będzie przenosić się do Internetu, a POK-i i sale dogrywek coraz szybciej będą znikać. Koszty, jakie poniosą domy maklerskie w związku z wydłużeniem sesji, nie zostaną zrekompensowane wyższymi obrotami, które po prostu się rozwodnią w dłuższym czasie. Zakładka warszawskiej sesji z sesją na Wall Street to fajna sprawa, ale wpływ na zwiększenie obrotów będzie miała dopiero za jakiś czas.