Reklama

Dłuższa sesja – utrapienie czy szansa dla rynku?

Władze warszawskiej giełdy przekonują szefów największych biur maklerskich do pomysłu wydłużenia sesji. Notowania kończyć by się miały o godzinę później niż obecnie. GPW przekonuje brokerów, że zmiana jest konieczna, aby zmniejszyć konkurencję ze strony prywatnych platform obrotu. Finisz handlu akcjami przypadający na 17.30 upodobni nasz krajowy parkiet do największych giełd europejskich (Frankfurtu, Paryża i Londynu). Dłuższe godziny pracy to jednak kłopot dla domów maklerskich, które już raz musiały się dostosować do nowego harmonogramu. Od 1 września 2008 r. GPW zdecydowała się rozpoczynać obrót akcjami o godz. 9.00. Wcześniej była to 9.30. Przed dwoma laty władze giełdy uwzględniły sprzeciw brokerów i nie zmieniły popołudniowych godzin handlu. Zapytaliśmy uczestników rynku, czy argumenty GPW są ważne i wydłużenie sesji rzeczywiście powinno nastąpić

Publikacja: 19.06.2010 01:24

Artur Teterycz, wiceszef zespołu działu brokerskiego Ipopemy Securities

Artur Teterycz, wiceszef zespołu działu brokerskiego Ipopemy Securities

Foto: Archiwum

[b]Artur Teterycz, wiceszef zespołu działu brokerskiego Ipopemy Securities[/b]

[srodtytul]Maklerskiego abecadła tak łatwo nie da się zmienić[/srodtytul]

Praca maklerów obsługujących inwestorów instytucjonalnych zaczyna się o 7 rano, a kończy najwcześniej o 17. Trudno jest wprowadzić zmianowość. Nasi klienci wymagają tego, aby mieć kontakt z tym samym maklerem przez cały dzień. Ta sama osoba dzwoni do niego z tzw. morning call z pomysłami na sesję, ta sama osoba kontaktuje się w ciągu dnia – przyjmując zlecenia i raportując o ich wykonaniu. Wreszcie ta sama osoba rozmawia z inwestorami w ramach tzw. evening call – wtedy omawiane jest, co się działo na sesji i ostateczny rezultat zrealizowanych transakcji. Makler musi potem jeszcze często zaksięgować transakcje i wysłać raporty. To jest giełdowe abecadło i tego nie zmienimy.

Wydłużenie sesji o kolejną godzinę będzie więc budziło opory branży. Tej pracy nie da się robić zdalnie. Poza tym trudno zrozumieć, że dłuższa sesja to odpowiedź na konkurencję platform tradingowych. Nie znam danych pokazujących, że inwestorzy handlują tam głównie po zamknięciu rynku polskiego. Fakt, że platformy umożliwiają składanie zleceń 24 godz. na dobę, nie oznacza, że transakcje będą zawierane. Nie bardzo bowiem wiadomo, kto miałby sprzedawać i kupować akcje. Polskie instytucje kończą pracę również w momencie zamknięcia sesji. W instytucjach zagranicznych zespoły wyspecjalizowane w rynkach naszego regionu także pracują w godzinach warszawskiej sesji.

Wydłużenie sesji nie spowoduje także zwiększenia obrotów. Te bowiem są przede wszystkim funkcją koniunktury i głębokości rynku. Mimo że na rynek weszły ostatnio dwie olbrzymie spółki – PGE i PZU – skala handlu jest nadal mniejsza niż w 2007 r.

Reklama
Reklama

Sesja codziennie ma ten sam rytm. Zaczyna się większą liczbą zleceń. Koło godzin południowych natężenie handlu jest mniejsze. Dopiero ostatnia godzina to zwiększenie wolumenu, do najwyższych poziomów na fiksingu, z którego korzysta część inwestorów. Przedłużenie handlu o godzinę spowoduje jedynie, że okres mniejszych obrotów w środku sesji się wydłuży.

[b]Jarosław Dominiak,prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych[/b]

[srodtytul]Dłuższe godziny handlu to mniejszy komfort inwestorów[/srodtytul]

Sprawa wydłużenia sesji nie jest nowa. Przy okazji poprzedniej propozycji GPW przepytaliśmy inwestorów indywidualnych, co myślą o tym pomyśle. Okazało się, że większość, przede wszystkim tych, dla których inwestowanie na giełdzie jest głównym zajęciem, nie była zachwycona. Owszem, argument o możliwości reakcji na to, co dzieje się na Wall Street czy jak się kończą notowania giełdy w Londynie i Frankfurcie, został przez nich dostrzeżony. Przeważały jednak opinie typu „dajcie spokój, wystarczy nam już napięcia i stresu przy sesji trwającej do 16.30. Nie chcemy go przeżywać godzinę dłużej”. A inwestorzy z większą ekspozycją, szczególnie działający na rynku terminowym, nie mogą sobie pozwolić na zrobienie sobie przerwy.

Większe zrozumienie dla pomysłu mieli mniej zaangażowani inwestorzy, którzy często żałują, że na dynamiczne zmiany na zagranicznych rynkach mogą zareagować dopiero na otwarciu następnej sesji, kiedy często jest już za późno, by wycofać się ze swoich pozycji. W tej grupie głosy „za” i „przeciw” rozkładały się po równo.

Najmniej zaangażowani inwestorzy przyjmą ewentualne zmiany z dobrodziejstwem inwentarza. Dla nich dodatkowe minuty sesji nie mają większego znaczenia, bo przyjmują inną strategię. Zwykle inwestują długoterminowo, biorą udział w IPO. Najwyżej ci, którzy korzystają z usług POK-ów, nie będą musieli spieszyć się po pracy, by zdążyć przed ich zamknięciem. Nie sądzę, żeby po dwóch latach od przeprowadzenia tego badania preferencje w istotny sposób się zmieniły.

Reklama
Reklama

Problemem mogą być oddziały biur maklerskich przy bankach w mniejszych miejscowościach, które obecnie zamykają się o godzinie 16. Dla nich wydłużenie godzin pracy może być kłopotliwe. Jeśli jednak tego nie zrobią, nie będzie tragedii. Z naszych badań wynika, że dla inwestorów liczba POK-ów i godziny ich otwarcia nie mają większego znaczenia. Kluczowe są, poza wysokością opłat, funkcjonalność i niezawodność platform internetowych. Bezpośrednio z biurami maklerskimi kontaktują się dziś nieliczni.

[b]Marek Mikuć,wiceprezes Allianz TFI[/b]

[srodtytul]Dla funduszy inwestycyjnych nie jest to taki duży problem[/srodtytul]

Wydłużenie sesji nie ma kluczowego znaczenia dla większości zarządzających funduszami. Na przykład w naszym towarzystwie tak czy inaczej dział inwestycji nie kończy pracy o 16.30 czy o 17. Inwestujemy też na rynkach zagranicznych – choćby dlatego dłużej monitorujemy inne giełdy. Warto przy tym zaznaczyć, że nie trzeba zawsze siedzieć przy biurku w firmie. Jesteśmy w kontakcie telefonicznym z maklerami.

Oczywiście w sytuacji, w której dany zarządzający zajmuje się tylko i wyłącznie rynkiem polskich akcji i dotychczas kończył pracę około 17, w nowych warunkach dzień pracy mu się wydłuży. Większe znaczenie będzie to miało jednak dla pracowników domów maklerskich, którzy dopiero po zakończeniu sesji przygotowują jej rozliczenie.

Plusem przedłużenia sesji jest możliwość dłuższego reagowania naszego rynku na to, co dzieje się na amerykańskiej giełdzie między 17 a 18 naszego czasu – niekiedy zdarza się, że jest to kluczowy okres dla rozwoju sesji w danym dniu.

Reklama
Reklama

Nie wydaje się przy tym, aby przedłużenie sesji w istotny sposób wpłynęło na zwiększenie poziomu obrotów.

[b]Kamil Jaros,analityk „Parkietu”[/b]

[srodtytul]Wieczorny handel wybranymi akcjami lepszy niż dłuższa sesja [/srodtytul]

Czy przedłużenie sesji coś zmieni? Mam wątpliwości. Na wyraźne zwiększenie skali obrotów bym nie liczył. Wyrównanie godzin zamknięcia naszego rynku z głównymi rynkami Europy jest argumentem głównie wizerunkowym. W trakcie tej godziny między naszym dotychczasowym zamknięciem a zamknięciem planowanym niewiele się na świecie dzieje, a więc impulsów do wzmożonego handlu nie będzie.

Najważniejsze publikacje, na które rynek miałby zareagować, i tak są objęte dotychczasowym harmonogramem sesji. Można przypuszczać, że dotychczasowy poziom zainteresowania handlem „rozleje się” po prostu na większą liczbę godzin. Ostatnia jak zwykle będzie należała do tych najaktywniejszych, ale to nie jest związane z porą dnia, ale faktem zbliżającego się zakończenia notowań. Niechęć ze strony domów maklerskich jest zrozumiała, bo to większe koszty, a potencjalna korzyść niewielka.

Reklama
Reklama

Ciekawszą propozycją jest handel wieczorny wybranymi instrumentami, który umożliwiłby reakcję na informacje zza oceanu.

[b]Robert Musielak, zwycięzca Parkiet Challenge 2010 w kategorii „kontrakty terminowe”[/b]

[srodtytul]Więcej czasu na zarabianie pieniędzy nie przyda się wszystkim[/srodtytul]

Pomysł GPW na wydłużenie sesji to dla inwestorów indywidualnych z jednej strony dobra, z drugiej zła wiadomość. Dobre jest to, że równamy do standardów Europy Zachodniej, gdzie notowania trwają do późnych godzin popołudniowych. Ponadto będziemy mieć więcej czasu na reakcję na wydarzenia na giełdzie nowojorskiej. Choć trzeba tu pamiętać, że i tak najbardziej kluczowe ruchy w Stanach Zjednoczonych mają miejsce pod koniec tamtejszej sesji.

Pozytywne skutki wydłużenia sesji odczują też ci, którzy mogą inwestowaniem zajmować się dopiero po pracy – w nowych warunkach będą mieć więcej czasu na zarabianie pieniędzy. Jednocześnie jednak wydłużenie sesji może być uciążliwe dla tych, którzy – na przykład tak jak ja – inwestowanie traktują jako główne zajęcie i poświęcają mu cały czas działania parkietu.

Reklama
Reklama

Nie mówiąc już o pracownikach biur maklerskich. Przy tym nie spodziewam się, żeby wydłużenie sesji przyczyniło się do zwiększenia obrotów. Transakcje po prostu rozłożą się w czasie.

[b]Piotr Sieradzan, prezes Pocztylionu-Arki PTE[/b]

[srodtytul]Zbożny cel niesie za sobą więcej problemów, niż się może wydawać[/srodtytul]

Ostatnio znowu wróciły pomysły przewidujące przedłużenie sesji giełdowej. Uzasadnienie tak jak zawsze: chęć zwiększenia obrotów, przychodów giełdy i sprawienie, że po rozpoczęciu sesji w Stanach polska giełda będzie dłużej dostępna. Cel pewnie i zbożny, tyle że realizacja niesie za sobą więcej problemów, niż się na pierwszy rzut oka wydaje, a efekty wydają się dość mocno wątpliwe.

Po pierwsze, skąd ma pochodzić owo zwiększenie obrotów? Na pewno nie od inwestorów krajowych. Jeżeli fundusz lub inwestor indywidualny ma na dany dzień ileś walorów do kupienia lub sprzedania, to raczej mało prawdopodobne, że pula ta zostanie zwiększona tylko dlatego, że sesja jest o godzinę, dwie czy trzy dłuższa. Co do inwestorów zagranicznych, to w Europie godziny sesji GPW nie różnią się w dużej mierze od głównych rynków ani rynków w regionie.

Reklama
Reklama

Problemem są Stany, które otwierają się w momencie, gdy do zamknięcia na warszawskiej giełdzie zostaje godzina lub dwie. Z uwagi na różnicę czasu Nowy Jork zamyka się jednak po 22 lub 21. Gdyby giełda warszawska była otwarta do tej godziny, to może rzeczywiście inwestorzy zza oceanu byliby na niej bardziej aktywni (tym bardziej że najciekawsze rzeczy dzieją się często właśnie na zamknięciu lub po podaniu istotnych danych). Od 9 do 21 to jednak 12 godzin i takiego rozszerzenia czasu notowań nikt sobie chyba nie wyobraża. Dodanie godziny lub półtorej czy dwóch z tego punktu widzenia nic nie zmienia.

Obecna sesja trwa od 9 do 16.30, czyli siedem i pół godziny. Trzeba się do niej przygotować, dzięki czemu dilerzy i zarządzający z tzw. buy side z reguły przychodzą do pracy nieco przed czasem. Po sesji jest czas na czytanie analiz, zajęcie się tzw. papierologią i różnymi innymi rzeczami, których się nie zrobiło wcześniej. Powoduje to, że z reguły o 17 i później duża część zespołów asset management siedzi na stanowiskach. Na sell side, w biurach i domach maklerskich maklerzy i analitycy przychodzą do pracy wcześniej, nierzadko na 7 rano, by wyjść nieco po sesji, po załatwieniu tzw. papierologii. Wydłużenie sesji będzie miało największy wpływ właśnie na czas pracy tych ostatnich. Oficjalnie mówi się oczywiście o wprowadzeniu pracy na zmiany, ale w wielu firmach skończy się to po prostu dłuższym czasem pracy. Z 10 godzin między 7 a 17 może się on zwiększyć do 11 – 12 godzin. W nagłe podwojenie etatów nie wierzę również dlatego, że trochę dłuższa sesja to wciąż 8,5 – 9,5 godziny, a więc nie dwa etaty, lecz jeden i część etatu.

W biurach i domach maklerskich skończy się to pewnie tym, że po prostu maklerzy i analitycy będą pracować dłużej, zwłaszcza tam, gdzie nie ma kto ich zastąpić, przychodząc na tzw. zakładkę (tak jak w niewielkich POK-ach, które wciąż istnieją w wielu miejscach). Na buy side zarządzających też pewnie ani nie podwoją, ani nie zatrudnią nowych na 1/8 etatu. Jedni „posiedzą” dłużej, a drudzy po prostu będą przychodzić lub wychodzić w trakcie sesji, od czasu do czasu mogąc przeoczyć jakieś ważne zamknięcie lub otwarcie.

Kto na tym zyska? Nie wiem. Giełda? Szczerze wątpię. Stracą maklerzy i zarządzający, a wydaje się, że pewnie i klienci.

[b]Frank Henkerhoff, rzecznik prasowy Deutsche Boerse [/b]

[srodtytul]Są różne możliwości handlupo zamknięciu głównego rynku[/srodtytul]

Jeszcze przed kilkoma laty handel na frankfurckiej giełdzie w ramach elektronicznego systemu transakcyjnego Xetra prowadzony był do godziny 20. Niemniej jednak krytyczne głosy ze strony banków i funduszy inwestycyjnych skłoniły nas do skrócenia sesji do 17.30. Podobną godzinę zamknięcia notowań mają inne zachodnioeuropejskie rynki, dzięki czemu nie mamy kłopotu z dual listingiem naszych spółek. Wszyscy uczestnicy rynku oceniają, że to dobry konsensus.

Handel do godziny 20 dalej jest możliwy w ramach tzw. floor trading, czyli na bazie wymiany zleceń między maklerami. Dotyczy on spółek z nieregulowanego segmentu open market, który stworzyliśmy z myślą m. in. o spółkach zagranicznych z innych stref czasowych. Często sami brokerzy decydują, jakimi akcjami chcą obracać w tym segmencie.

Niemieccy inwestorzy indywidualni mają dostęp do handlu akcjami po godz. 17.30 – do 20 – na platformie TradeGate, której jesteśmy większościowymi udziałowcami. Niedawno TradeGate zyskał status rynku regulowanego, dzięki czemu jego funkcjonalność przypomina nasz główny, frankfurcki parkiet.

[b]Czcibor Dawid, wiceprezes TMS Brokers[/b]

[srodtytul]Reakcja na konkurencję platform obrotu jest konieczna[/srodtytul]

Pomysł wydłużenia handlu na GPW jest podyktowany chęcią rozwoju rodzimego rynku finansowego. Wydłużenie sesji i zamknięcie handlu wraz z zakończeniem sesji na rozwiniętych zachodnich giełdach europejskich z pewnością zwiększy konkurencyjność polskiego rynku. Już na początku 2008 r. pojawiła się podobna idea wydłużenia sesji – jednak pod wpływem sprzeciwu brokerów osiągnięto porozumienie polegające na wcześniejszym rozpoczęciu handlu.

Tym razem brokerzy również mogą nie być przekonani do tej propozycji, wiąże się to bowiem z oczywistymi dodatkowymi kosztami. Firmy maklerskie będą musiały dodać po jednym – dwóch maklerów, żeby odpowiedzieć na konieczność wprowadzenia systemu zmianowego.

Dodatkowym skutkiem ubocznym, który dotknie mniejszych spółek, będzie pewne pogorszenie płynności – zobaczymy dalsze rozciągnięcie i tak już niewielkich obrotów w ciągu dnia. Niemniej wydłużenie godzin handlu na GPW pomimo pewnej niedogodności jest naturalną i konieczną reakcją na konkurencję ze strony wielostronnych platform obrotu (MTF), które już teraz stanowią interesującą alternatywę również w zakresie obrotu instrumentami powiązanymi z akcjami spółek i indeksami dostępnymi na warszawskiej giełdzie.

[b]Mirosław Kachniewski,dyrektor generalny Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych[/b]

[srodtytul]Ważna zmiana przede wszystkim dla inwestorów zagranicznych[/srodtytul]

Dla spółki notowanej na Giełdzie Papierów Wartościowych jedną z kluczowych spraw jest wartość obrotu jej akcjami. Trudno przesądzić, czy wydłużenie sesji zwiększy wolumen obrotu, czy jedynie rozłoży go na większą liczbę godzin.

Aby wyjaśnić tę wątpliwość, należałoby przeanalizować wartość obrotu akcjami spółek notowanych na GPW na alternatywnych platformach obrotu poza obecnymi godzinami pracy warszawskiej giełdy. Analiza obrotów po przesunięciu w 2008 r. otwarcia GPW na godzinę 9 nie jest w pełni przydatna. Warszawski rynek jest dużo bardziej związany z rynkiem amerykańskim niż azjatyckim, ponieważ dla inwestorów ważniejsze jest zamknięcie sesji niż jej otwarcie.

Wydłużenie sesji może mieć istotne znaczenie dla inwestorów zagranicznych, którzy mogliby reagować na rynku w Warszawie na wydarzenia po otwarciu notowań na Wall Street.

[b]Krzysztof Polak, dyrektor Biura Maklerskiego Alior Banku[/b]

[srodtytul]Zyski z wydłużonego handlu nie zrekompensują wyższych kosztów[/srodtytul]

Wydłużenie sesji nie spowoduje wzrostu zatrudnienia w biurach maklerskich. Już teraz nasi maklerzy pracują na dwie zmiany. Skróci się jedynie „zakładka”. Podobnie jeśli chodzi o konsultantów w call center. Dziś linia informacyjna działa o wiele dłużej niż godziny pracy warszawskiej giełdy. Nie będzie miało to znaczenia także dla działania platformy internetowej, na której większość operacji odbywa się automatycznie.

Kłopot pojawia się w obszarze zespołów sprzedażowych, opartych na relacjach maklera z klientem. Chcąc się dobrze przygotować do pracy, makler zaczyna dzień o 7 – 7.30. Czyta prasę, depesze, analizy i raporty. Także kończy pracę dużo później, niż zamyka się giełda. Nie możemy zmusić maklerów, żeby pracowali 12 godzin na dobę. Z drugiej strony klienci mają swoje przyzwyczajenia i nie chcą zaczynać sesji z jednym maklerem, a kończyć z innym.

Niektóre oddziały biur maklerskich otwierają się dziś już po otwarciu sesji i nie stanowi to większego problemu. Gdy będą się zamykać przed zamknięciem sesji, także nie będzie tragedii, choć coraz większa część handlu będzie przenosić się do Internetu, a POK-i i sale dogrywek coraz szybciej będą znikać. Koszty, jakie poniosą domy maklerskie w związku z wydłużeniem sesji, nie zostaną zrekompensowane wyższymi obrotami, które po prostu się rozwodnią w dłuższym czasie. Zakładka warszawskiej sesji z sesją na Wall Street to fajna sprawa, ale wpływ na zwiększenie obrotów będzie miała dopiero za jakiś czas.

 

 

 

 

 

 

 

 

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama