TKM

Wczoraj kolejarze obchodzili swoje Święto. Dzień kolejarza to, dla ignorantów, przeżytek z epoki realsocjalizmu, gdy usiłowano stworzyć alternatywę obyczajową dla tradycji chrześcijańskiej i zarazem tanio dowartościować różne grupy społeczne. Był tedy i dzień hutnika, i górnika, i pracownika społecznego, i nauczyciela. Dzień kobiet, czyli święto pracownika gospodarstwa domowego, też był.Tegoroczne święto kolejarza obchodzono pod znakiem wielkiego zwycięstwa kolejarzy nad ministrem, który zrezygnował z roboty.O przyczynach odejścia ministra Morawskiego napisano tyle, że nie warto chyba jego argumentów powtarzać. Należy natomiast zastanowić się nad tym, czy rzeczywiście nadmierna rola związków zawodowych w gospodarce nie zaczyna hamować niektórych procesów reformatorskich. Kolejarze to tylko jeden z przykładów niewłaściwie rozumianej roli związków zawodowych i używania ich siły do realizacji grupowych interesów. Konduktorzy, maszyniści i robotnicy torowi uważają, że kolej jest kolejarzy. Nic bardziej błędnego, kolej należy przede wszystkim do pasażerów i nadawców lub odbiorców przewożonych towarów. Ich interes jest nadrzędny, kolejarze są tylko pracownikami, którzy dbać powinni, by interes klientów kolei był uszanowany. Tymczasem pokutuje taki sposób postrzegania roli związków, jaki ukształtował się w poprzednich dziesięcioleciach. Władza potrzebowała wtedy związków do uwiarygodnienia siebie, mówiono, że związki zawodowe są pasem transmisyjnym partii. Opozycja - jak w lustrze - potrzebowała siły związków do walki z władzą. Tak to właśnie, rzecz nieco upraszczając, ukształtowała się obecna pozycja związków, które dziś nie chcą z niej ustąpić. Nic to, że istnieją już procedury demokratyczne, nic to, że tylko gospodarka i jej rozwój mogą stworzyć odpowiednie zabezpieczenia socjalne. Dla związków liczy się chyba tylko realna możliwość bezpośredniego oddziaływania na rzeczywistość, choć bez formalnego sprawowania władzy. Tak właśnie jest, gdy chcą wpływać na sposób reformowania tych czy innych dziedzin gospodarki, na sposób wyceny majątku albo realizację ustawowych gwarancji przydziału akcji pracowniczych.Silne związki istnieją właśnie w sektorach, które muszą być poddane restrukturyzacji, w wielkich firmach państwowych, obciążających ogół podatników, albo w firmach zarządzających infrastrukturą, których zatrzymanie może sparaliżować cały organizm gospodarczy. Koalicyjny rząd, w którym związki są podstawową siłą polityczną, jest - w gruncie rzeczy - bezradny wobec stanowczości związkowców. Muszę przyznać, że w koalicji SLD-PSL związki też były obecne, ale nie wywierały aż tak silnego nacisku na władzę, jak "Solidarność" na rząd AWS-UW.Przekładanie wąskich interesów grupowych na język polityki to stały element naszego życia zbiorowego. Dotyczy to nie tylko kolejarzy, ale i górali tatrzańskich, którzy kombinują, jakby tu wyjąć złotonośne góry spod zarządu parku narodowego, dotyczy to wojewody warszawskiego, który usiłuje sprzątnąć kombatantom sprzed nosa jeden z najcenniejszych biurowców w stolicy, "PASTA" rolników, którzy dla doraźnej korzyści chcą uniknąć konkurencji, na dodatek kosztem ogółu konsumentów. Przykładów jest dużo, dużo więcej, można je znaleźć w gdańskiej stoczni, toruńskiej masarni i wrocławskiej fabryce pralek.Zastanawiam się, czemu ekspedientki z Domów Towarowych Centrum nie sprzeciwiły się sprzedaży ich warsztatu pracy obcemu inwestorowi. Może, gdyby nie konflikt wokół wyceny, pojawiłby się jakiś spór ze związkowcami? Dlaczego związkowcy z Universalu - a pewnie wśród pracowników są i tacy - nie interesują się wyceną działek, które spółka musi sprzedać, by przeżyć? Ciekawy jestem, czy działacze związków zawodowych cieszyńskiego i wrocławskiego Polifarbów wtrącali się do umowy o fuzji. Czy zrzeszeni w "Solidarności" w Wedlu jego pracownicy opiniowali treść umowy między PepsiCo a Cadbury's? Pytania absurdalne, doprawdy.Minie pewnie jeszcze wiele lat, nim uda się na stałe rozgraniczyć to, co związkowe, oszty. Wiąże się to ściśle z postępami w prywatyzacji gospodarki. Niestety, zanim gospodarka zostanie do końca odpaństwowiona, związkowcy wciąż będą mieli na nią wpływ zbyt duży. I jeśli związki zawodowe nie zaakceptują faktu, iż ochrona praw pracowniczych to co innego niż ochrona interesów właścicielskich - staną się Wielkim Hamulcowym.

PIOTR RACHTAN