Praktyczne spojrzenie
Myślę, że już wszyscy uczestnicy polskiego rynku kapitałowego słyszeli o sprawie zatajenia istotnych informacji przez zarząd pewnej spółki. Tłumaczy się on, że może ta informacja nie była aż tak istotna, by warto nią było zawracać głowę akcjonariuszom. Gorzej, że zarząd nadal lekceważy polski rynek, bo z prasy wyczytałem, że przez dwa dni usprawiedliwiał się przed akcjonariuszami zagranicznymi, a nie słyszałem, by przedstawił konkretne wyjaśnienia akcjonariuszom w Polsce. Chciałbym na to spojrzeć z innej strony.Bardzo często po posiedzeniach Komisji Papierów Wartościowych i Giełd dowiadujemy się o nałożeniu kary pieniężnej na jakąś spółkę (albo dom maklerski). Komunikat o tym jest jednak niezmiernie lakoniczny, np.: "Nakłada się na spółkę (...) karę pieniężną w wysokości (...) z powodu nienależytego wykonywania obowiązków określonych w art. (...) ustawy (...)". I to wszystko.Jaki jest efekt takiej kary? Spółka płaci, wpisuje to w koszty, obniża więc zysk - czyli w końcu zapłacą za to Bogu ducha winni akcjonariusze. Jest to negatywny efekt kary.Nie neguję potrzeby karania, jednak brakuje mi w tym refleksji, czy kara może pełnić jakąś rolę pozytywną. Spójrzmy na to praktycznie. Po co w ogóle nakłada się karę? Według mnie, najważniejsze jest, by drugi raz nie popełnić tego samego przewinienia, w myśl powiedzenia, że człowiek uczy się na własnych błędach. Ja jednak bardzo lubię rozwinięcie, zgodnie z którym mędrzec uczy się na błędach innych ludzi. No właśnie. Doszliśmy w ten sposób do sedna sprawy: tym pozytywnym elementem kary powinna być jej rola zapobiegawcza, czyli edukacyjna.A czego możemy się nauczyć z przytoczonego wyżej komunikatu? Jedynie tego, że jak coś źle zrobimy, to za to zapłacimy. Ale już nawet nie wiadomo dokładnie, co tu było złe. Czyli nasz mędrzec nie ma szans, by się czegoś nauczyć.W tym momencie przypomniało mi się seminarium, w którym jakiś czas temu uczestniczyłem. Prowadził je były członek amerykańskiej komisji rynków terminowych i na koniec pokazał nam kilka ciekawych dokumentów. Tam każda zakończona sprawa jest szczegółowo omawiana w oficjalnym komunikacie prasowym. Wszyscy mogą się więc dokładnie dowiedzieć, co dokładnie było przyczyną nałożenia kary.Taka kara jest niezwykle skuteczna. Bo pieniądze na jej zapłacenie zawsze można jakoś "wygospodarować", jednak utrata reputacji spowodowana upublicznieniem dokładnego opisu jest niemal nie do odrobienia. Jest to element negatywny - przynajmniej dla ukaranego. Ale jest i ogromny element pozytywny: inni (jeżeli wyciągają wnioski, jak nasz mędrzec) już takiego przewinienia nie popełnią.Może polskie prawo nie pozwala na takie szczegółowe publikowanie opisu sprawy. Nie wiem - musiałbym zapytać się prawników. Może jednak warto by to zmienić? Albo przynajmniej podawać do wiadomości informacje przetworzone lub uogólnione w taki sposób, by nie można było zidentyfikować konkretnego sprawcy, jednak by można się zorientować, jakie przewinienia najczęściej się powtarzają. Może więc zamiast informacji, że spółka została ukarana za naruszenie artykułu o jakimś tam numerze, przeczytamy kiedyś komunikat, że kara została nałożona za to, iż prezes nie poinformował o wystawieniu opcji kupna, polegającej na obietnicy wydania córki za syna prezesa konkurencyjnej spółki (i że oberwał za to od żony, nie mówiąc już o córce).
Krzysztof Grabowski
prezes Związku Maklerów i Doradców
Tekst stanowi wyraz osobistych poglądów autora